Prosił o to Komitet, który przygotował swoją wersję ustawy medialnej. Jego członków niepokoją legislacyjne plany PO, aby tak znowelizować ustawę, by po odwołaniu Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (w czerwcu jej sprawozdania nie przyjął Sejm, Senat i pełniący obowiązki prezydenta) zmienić zarządy mediów publicznych.
Zanim doszło do wysłuchania, przewodnicząca komisji kultury i środków masowego przekazu Iwona Śledzińska-Katarasińska tłumaczyła sens zmian. - To mała i doraźna nowelizacja, czego nie ukrywamy - mówiła. - Równocześnie czeka nas całościowa regulacja dotycząca ustroju mediów i ich finansowania.
Jednym z projektów jest właśnie obywatelski projekt Komitetu. Zapowiadała, że nowy mechanizm wyłaniania władz (z rekomendacji uczelni) zapewni odpolitycznienie mediów. Nie rozwiała jednak obaw.
- Nie ma dzisiaj sporu, że system mediów publicznych jest zły i są one upartyjnione ponad miarę - mówił publicysta "Polityki"
Jacek Żakowski, wskazując, że przykładem upartyjnienia była ostatnia kampania. Jednak jego zdaniem projekt PO jest groźny, bo może stworzyć media kontrolowane przez rząd. - Tu nigdzie nie ma zapisu, że to projekt incydentalny, nie ma zapisu, że moc ustawy wygasa po roku lub dwóch - mówił. - Maskowanie tego jest niedopuszczalne.
Inni członkowie komitetu zwracali uwagę, że "prowizorka" może trwać bardzo długo, a rozwiązania ustawy zakładające możliwość odwoływania członków zarządu i rad nadzorczych przez KRRiT z inicjatywy np. ministra skarbu są groźne dla niezależności mediów. - W przeszłości zarzucano ministrowi Aleksandrowi Gradowi, że nie odwoływał prezesa TVP Piotra Farfała, ale on nie miał do tego podstaw - replikowała Śledzińska-Katarasińska.
Twórcy zarzucali też autorom ustawy wykreślenie artykułów definiujących misję publiczną. - Jeśli nie ma definicji misji, to trudno w ogóle mówić o mediach publicznych - argumentował Jerzy Kornowicz (Związek Kompozytorów Polskich). Śledzińska-Katarasińska twierdziła, że dziś zapis jest, ale w telewizji misji nie ma. Ale zaznaczyła, że taki zapis można umieścić.
Kornowicz twierdził, że zamiast trzech przedstawicieli rządu w siedmioosobowych zarządach mediów powinni zasiadać przedstawiciele związków twórczych, środowisk naukowych, a tylko jeden przedstawiciel rządu.
Przedstawiciele kolejnych związków twórczych rozpoczęli koncert życzeń. Pojawiły się żądania, aby 2 proc. budżetu TVP poszło na kulturę wysoką. Krzysztof Knittel (Związek Kompozytorów) zaproponował, by 5 proc. budżetu TVP przeznaczać na kulturę, edukację obywatelską, zaś przedstawiciel stowarzyszeń pozarządowych wnioskował, by 5 proc. przeznaczano na wspólne przedsięwzięcia TVP i organizacji społecznych. Natomiast Beata Stasińska (wydawnictwo W.A.B.) wnioskowała, by 6,5 proc. budżetu TVP i Polskiego Radia przeznaczać na audycje dla dzieci i młodzieży.
Pojawiły się też propozycje "uszczelnienia" opłat abonamentowych. Maciej Strzembosz (Izba Producentów Audiowizualnych) proponował, by wprowadzić obowiązek ujawniania danych osób mających telewizję kablową i satelitarną (muszą mieć telewizory) oraz firm, które kupują
samochody (mają
radia). Strzembosz skrytykował PO, która obiecała poparcie dla ustawy przygotowanej przez twórców i wniesienie jej do laski marszałkowskiej. - Projekt wniosła nie PO, ale PiS - powiedział.
Nad projektem PO pracować nadal będzie komisja kultury, choć przeciwko temu protestują zgodnie
SLD i PiS. Jerzy Wenderlich (SLD) wnioskował, by równocześnie pracować nad trzema dokumentami: projektem twórców, projektem SLD (zakłada finansowanie mediów z odpisów od PIT i CIT) oraz projektem PO. Poparła go Elżbieta Kruk (PiS). Komisja miała rozpocząć prace nad projektem PO jeszcze wczoraj, ale zainteresowanie było tak duże, że w sali zabrakło miejsc i posiedzenie odwołano.
Zastrzeżenia wobec projektu PO zgłasza też koalicyjny
PSL. Wczoraj prezes Waldemar Pawlak stwierdził, że jego ugrupowania nie poprze go w kształcie przygotowanym przez PO.