W materiale filmowym zamieszczonym w wyborczy wieczór na stronie Niezalezna.pl naczelny "Gazety Polskiej" Tomasz Sakiewicz otwarcie wyraża to, co zapewne większości twardych zwolenników Kaczyńskiego chodziło po głowie od dawna.
PiS poszedł na zbyt dalekie kompromisy i zmiękczył linię, którą po katastrofie smoleńskiej należało jeszcze bardziej utwardzać.
"Platforma nie poniosła odpowiedzialności ani za śledztwo smoleńskie, ani za powódź" - przekonuje Sakiewicz. "Świadomie wycofano się z akcentowania tych spraw. I dlatego nie doszło do mobilizacji, która umożliwiłaby zwycięstwo Kaczyńskiemu już w pierwszej turze. Ona wygasła wskutek niesamowitych błędów w mediach".
Jakie to błędy? "Nie należało tak łatwo godzić się na oddawanie programów [w mediach publicznych] i wyrzucanie dziennikarzy, którzy mają zdecydowane poglądy. To był sygnał, że jeśli jesteś bliżej nas, to dostaniesz po głowie. I to od nas!".
Krótko mówiąc, Sakiewicz wypowiada się we własnej sprawie. Bo to on był jednym z zaangażowanych w kampanię PiS dziennikarzy, którym przejściowo odebrano programy. A utożsamiając media publiczne z kampanią PiS, naczelny "Gazety Polskiej" potwierdza coś, co widać było gołym okiem, ale tak otwarcie o tym dotąd nie mówiono.
A może Kaczyński wyborów nie wygrał po prostu dlatego, że nie chciał? Taką hipotezę formułuje Krzysztof Kłopotowski, znany krytyk filmowy i aktywny bloger (Salon24.pl): "
Jarosław Kaczyński może odetchnąć z ulgą. Przegrał wybory prezydenckie. Przegrał na tyle mało, że zdobył szansę zostania premierem po parlamentarnych. Ten etap planu został wykonany. W środku nocy wydawało się, że jednak spełni się koszmar, że wpadnie do złotej pułapki, kiedy cząstkowe wyniki z PKW wskazywały na jego zwycięstwo. Zamknięty w pałacu, pozbawiony bezpośredniego wpływu na swą partię, ścigany nienawiścią najbardziej wpływowych środowisk elitarnych, skazany logiką walki politycznej na bojkotowanie prac rządu, aby zapobiec zwycięstwu PO w wyborach parlamentarnych - taki prezydent Jarosław Kaczyński stałby się celem... nie chcę kończyć zdania".
A więc istniał plan porażki, którego wyborcy o mało co nie pokrzyżowali? Jarosław Kaczyński tak przestraszył się ataków, że postanowił przegrać, swój zamiar zresztą z perfekcją realizując? Jeśli Kłopotowski wie, co pisze, to, przyznajmy, prezes PiS naprawdę się zmienił. A zarazem pozostał sobą - nieomylnym geniuszem.