W 2008 r. ruch na brytyjskich autostradach wzrósł o 17 proc., ale ich sieć wydłużyła się ledwie o 4 proc. - Dobrnęliśmy do ślepego zaułka. Przybywa ludności, więc zwiększać się będzie ruch drogowy. Coś trzeba z tym zrobić, lecz na razie nie dzieje się nic - alarmuje Stephen Glaster, szef Royal Automobile Club (RAC) Foundation for Motoring, największej brytyjskiej organizacji dbającej o interesy użytkowników dróg.
Według RAC Foundation do 2025 r. ruch drogowy na Wyspach wzrośnie o 33 proc. z powodu zwiększającej się liczby ludności i poprawiającej się sytuacji gospodarczej. Wydłużająca się dużo wolniej sieć dróg i autostrad nie wytrzyma tak dużego wzrostu. Dlatego już teraz rząd powinien zastanowić się, jak zapobiec zakorkowaniu Wielkiej Brytanii.
RAC Foundation uważa, że jednym z możliwych rozwiązań jest sprzedaż sieci autostrad i dróg szybkiego ruchu prywatnym firmom bądź funduszom i wprowadzenie opłat za przejazd na zasadzie płacisz za tyle, ile przejedziesz.
Z sondażu instytutu Ipsos MORI wynika, że 46 proc. Brytyjczyków gotowych byłoby poprzeć wprowadzenie opłat za autostrady, gdyby rząd zniósł podatek drogowy i obniżył cenę paliwa, której sporą część stanowią dziś podatki.
W Wielkiej Brytanii zarejestrowanych jest grubo ponad 30 mln aut. Każdy właściciel czterech kółek płaci podatek drogowy w wysokości ok. 150 funtów rocznie za średniej wielkości auto. I nie jest to jedyny dochód z użytkowników dróg. W sumie z podatku drogowego, akcyzy za nowe auta, VAT, specjalnego podatku samochodowego i paliwowego rząd zbiera prawie 47 mld funtów rocznie.
Mimo tak wielkich dochodów pieniędzy na rozbudowę sieci dróg i autostrad wcale nie przybywa. Co więcej - jak pisze "Guardian" - z powodu narzuconych przez premiera Davida Camerona i jego ministra finansów George'a Osborne'a oszczędności ministerstwo transportu ma mocno okrojony
budżet i zawiesza część projektów modernizacji dróg.
Eksperci RAC Foundation twierdzą, że z punktu widzenia głodnego gotówki rządu
prywatyzacja autostrad byłaby kuszącym rozwiązaniem. Nowi właściciele nie tylko wpompowaliby do budżetu tak potrzebne miliardy funtów, ale wzięliby też na siebie spory koszt utrzymania dróg. Tylko w zeszłym roku rządowa Agencja ds. Autostrad wydała na ich utrzymanie prawie 7 mld funtów.
Drogowe lobby zdaje sobie jednak sprawę z tego, że trzeba najpierw przełamać opór społeczny przed oddaniem publicznego dobra, za jakie uchodzą drogi, w ręce prywatne. A to będzie wymagało nie lada odwagi. Niedawno 2 mln ludzi podpisało się pod petycją przeciwko płatnym autostradom. - Jeśli politycy będą unikali dziś trudnych decyzji, zapłacą za to przyszłe pokolenia - ostrzega Stephen Glaster, szef RAC Foundation.
Nie bez kozery organizacja Royal Automobile Club skierowała swój apel do nowego, konserwatywno-liberalnego rządu. Walczący z ogromnym deficytem budżetowym torysi planują ograniczenie wydatków na sektor publiczny, a własność publiczna nie jest dla nich takim tabu jak dla rządzących do niedawna laburzystów. To właśnie konserwatywny rząd Johna Majora sprywatyzował koleje w latach 90. I choć w opinii części historyków i ekspertów prywatyzacja ta nie przyniosła spodziewanych rezultatów, prywatne linie kolejowe są dziś na Wyspach czymś tak samo oczywistym jak prywatne banki.