- Nie będzie końca politycznej wojny - napisał w poniedziałek
Bronisław Wildstein w "Rzeczpospolitej". Wypomniał przy tym jednak Jarosławowi Kaczyńskiemu grę Edwardem Gierkiem. "Uznanie go za polskiego patriotę trudno potraktować inaczej, niż jako polityczny cynizm" - pisze. I dalej prognozuje, że teraz Platforma będzie już tylko "straszyć zdiabolizowanym PiS", że na razie nie ma innej strategii. "Establishment III RP zrobi wszystko, aby zdelegitymizować projekt polityczny naruszający jego uprzywilejowaną pozycję. Zwłaszcza, że widmo IV RP znowu okazało się realne".
W "Naszym Dzienniku" podobnie - komentatorka Katarzyna Orłowska -Popławska wieszczy w poniedziałkowym numerze "Pięć lat regresu". "Nie ma złudzeń, że Komorowski i jego zaplecze partyjne porzucą dotychczasowe tryby agresywnej wściekle antypisowskiej retoryki. Platforma ma wilczy apetyt chce wziąć wszystko, nawet za cenę wypalenia życia publicznego do gołej ziemi". Jej zdaniem, Komorowski "przeczołgał się do prezydentury" i nie jest samodzielnym politykiem. Wyborczą frekwencję "Nasz Dziennik" widzi od strony szklanki do połowy pustej, nie pełnej: "Prawie połowa wyborców została w domach" - pisze Orłowska -Popławska.
- Oni [PO] już w kampanii musieli przyjąć nasz ton. Komorowski odpowiadał już tylko na tezy naszego programu - mówił Antoni Macierewicz "Gazecie" podczas wieczoru wyborczego w sztabie
PiS. Zadowolony z wyniku wyborów, mimo przegranej Kaczyńskiego: - Jest inny sukces: udało się skupić obóz patriotyczny w jednym bloku. Spychamy ideowo Platformę!
Wszyscy politycy PiS w niedzielę wieczorem tuż po ogłoszeniu wstępnych wyników grali zadowolonych. Mówili o trzech krokach, które ma przed sobą PiS.
Pierwszy to oczywiście wybory prezydenckie. - Ten już mam za sobą - mówił Marek Kuchciński p.o. szefa klubu parlamentarnego PiS. Nie użył słowa "przegrany". Przeciwnie: - Spełniło się nasze marzenie, mamy wysokie poparcie, jesteśmy bardzo zmobilizowani - mówił.
Ta mobilizacja ma się przydać do zwycięskiego przejścia dwóch następnych kroków: wyborów samorządowych i parlamentarnych. Do tego zresztą nawoływał Jarosław Kaczyński już podczas wyborczego wieczora.
- Udało się nam odzyskać zaufanie wyborców - cieszyła się też szefowa sztabu Jarosława Kaczyńskiego Joanna Kluzik-Rostkowska.
Dzisiaj, kiedy przegrana Kaczyńskiego jest już pewna Marek Migalski pisze na blogu do Komorowskiego:- Nie wierzę, że okaże się Pan sprawnym politykiem na polu współpracy z opozycją. A europoseł PiS Ryszard Czarnecki do Jarosława Kaczyńskiego: - Z takim poparciem - prawie 7.5 miliona głosów Jarosław Kaczyński ma wszelkie dane, by myśleć o wygraniu wyborów parlamentarnych i powrocie na funkcję premiera. Tak jak kiedyś uczynił to Winston Churchill, który wygrał II wojnę światową, ale przegrał - niedoceniony przez własnych rodaków - wybory we własnym kraju.
Marek Jurek zmieścił notatkę: "W drugiej turze wyborów poparłem Jarosława Kaczyńskiego. Polska dokonała innego wyboru. Pierwsze analizy wyborcze mówią, że o wyniku wyborów (i wbrew taktyce Jarosława Kaczyńskiego) rozstrzygnęły głosy
SLD. My byliśmy po drugiej stronie wyborczej barykady. Od jutra przystępujemy do dalszej pracy dla Polski, której - po zwycięstwie SLD w pierwszej turze wyborów - prawica chrześcijańska i konserwatywna będzie jeszcze bardziej potrzebna".
Nie wierzą w to tylko przegrani poprzednich wyborów: Wojciech Wierzejski, były prezes
LPR, zapowiada dzisiaj na swoim blogu, że PiS przegra z kretesem wybory samorządowe i parlamentarne: "Przegrane wybory [prezydenckie] to początek końca tej formacji. To już trzecie ich przegrana pod rząd (2007, 2009 i teraz). Żadne bowiem 49%, czy 47% społeczeństwa nie popiera PiS, tylko było po prostu przeciw Bronkowi, a to kolosalna różnica".