Wygrał Bronisław Komorowski, choć po wpadkach firm demoskopijnych z I tury wyborów, do podania ostatecznych wyników przez PKW należy zachować ostrożność. Walka była niezwykle wyrówna i prowadzona do końca.
Jarosław Kaczyński dokonał rzeczy prawie niemożliwej - zwiększył poparcie dla siebie i dla swojej formacji do poziomu dotąd nie notowanego.
Wizja Polski, jaką przedstawił, odpowiada połowie Polaków. Nie przeszkodziła im kompromitacja hasła IV RP, sojusz z Lepperem i Giertychem i nieudana prezydentura Lecha Kaczyńskiego. Uznali, że katastrofa smoleńska potwierdziła słuszność jego diagnozy spraw polskich oraz konieczność kontynuacji. Uwierzyli mu, że się zmienił i że może reprezentować tych, którym się nie powiodło. Nie tylko zwolenników prawicy katolicko-narodowo-konserwatywnej, lecz również sympatyków lewicy z nostalgią wspominających czasy Gierka.
PiS jest opozycją potężną, otwartą na sojusze z
PSL i
SLD. Bez Kaczyńskiego nie da się sensownie poukładać polskich spraw. Do wyborów parlamentarnych będzie go niósł znakomity wynik z właśnie zakończonej elekcji prezydenta.
Platforma stoi przed nie lada wyzwaniem. Wygrana jej kandydata oznacza niezwykle trudny test z rządzenia. Pełnia władzy zobowiązuje do podjęcia kroków odważnych, bez oglądania się na słupki poparcia.
Kalkulacja przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi podpowiadać będzie ostrożność, bo zgodnie z powiedzeniem premiera Donalda Tuska, sztuka polega nie na tym, by wprowadzić reformy, lecz na takim zmienianiu Polski, aby nie stracić poparcia wyborców.
Wygrana Komorowskiego jest ogromnym sukcesem przywódcy PO. Ustępując z rywalizacji o fotel prezydenta, Tusk zaryzykował własną pozycją. Odniósł sukces i dziś niepodzielnie rządzi polityką polską. Od niego w największym stopniu zależy kierunek, w jakim potoczy się rozwój kraju.