Program ma objąć naturalne i zastępcze rodziny z województwa kujawsko-pomorskiego, w których wychowuje się troje lub więcej dzieci. Pomysł samorządu województwa to tzw. karta rodzinna. Uprawniałaby do zniżek na basenach, w klubach sportowych, domach kultury, podczas imprez miejskich. - Wyprawa dla pięcioosobowej rodziny na mecz żużlowy w Toruniu to spory wydatek [60-80 zł] - mówi Roman Bicki, dyrektor departamentu spraw społecznych urzędu marszałkowskiego. - Dobrze, gdyby wielodzietne rodziny miały na tego typu imprezy wstęp z 50-proc. rabatem. Obiekty nie traciłyby, bo zarabiałyby dzięki większej liczbie gości. Moim marzeniem są też zniżki do teatrów, opery, domów kultury.
Bicki chce też zawrzeć pierwsze w Polsce porozumienie władz z prywatnymi przedsiębiorcami. Chodzi przede wszystkim o właścicieli wielkich sieci handlowych. Dzięki temu rodziny 3+ miałyby rabaty przy zakupach. Urząd marszałkowski chce wkrótce negocjować z
PKP. Wierzy, że uda mu się przekonać przewoźnika, by rodzinom, które na co dzień korzystają z pociągów, dojeżdżając do pracy i szkół, zafundował np. bezpłatne przejazdy w weekendy albo dał godziwe zniżki.
Pomysł wspierania rodzin wielodzietnych na szczeblu samorządowym nie jest nowy. Władze Kujawsko-Pomorskiego nie kryją, że zainspirowały Poznaniem czy Grodziskiem Mazowieckim, gdzie dużym rodzinom wypłacane są dodatki. - Nasz program natomiast jest jedynym, który obejmie cały region i ma działać na zasadzie koalicji samorządów - tłumaczy Bicki.
Inicjatywa podoba się wójtom, burmistrzom i prezydentom. - My już pomagamy: jeśli w wielodzietnej rodzinie pracuje tylko jeden rodzic, drugiego zatrudniamy przy robotach publicznych, żeby po roku miał przynajmniej prawo do zasiłku. Ale trzeba więcej działań - uważa Ewaryst Matczak, burmistrz Strzelna. - Dlatego myślimy m.in. o wypłacaniu dodatków.
- Właśnie budujemy halę sportową i basen. Na pewno wielodzietne rodziny będą miały rabaty - obiecuje już starosta rypiński Marek Tyburski. - Najbardziej jednak zależy mi na utworzeniu funduszu stypendialnego, żeby dzieci z takich rodzin miały szansę się kształcić.
Program ma na celu nie tylko finansowe wspieranie rodzin, ale też pozbycie się stereotypu, że za wielodzietnością kryje się patologia i ubóstwo. Przeczą temu statystyki: w Kujawsko-Pomorskiem na 100 tys. rodzin objętych pomocą społeczną tylko 4,4 tys. są wielodzietne. A w regionie jest ich 60 tys.
Inicjatywa marszałka podoba się Joannie Scheuring-Wielgus, która z mężem Piotrem wychowuje trzech synów: 12-letniego Jana, pięcioletniego Jakuba i półtorarocznego Aleksandra. - W Polsce nie dba się o rodzinę. Ciągle rzuca się kłody pod nogi - mówi kobieta. - Rodząca ma na przykład stres, czy uda się jej wrócić do pracy. Wszystkie zmiany na lepsze nie są wynikiem pracy rządu, tylko zapaleńców z organizacji pozarządowych.
Scheuring-Wielgus jest z wielodzietnej rodziny (ma troje rodzeństwa) i - jak mówi - nie wyobrażała sobie inaczej swojej rodziny. - Niektórym to się nie mieści w głowie. Kiedy byłam w trzeciej ciąży, wiele osób myślało, że to wpadka. A gdy wróciłam do pracy, prawie wszyscy bardzo mi współczuli - śmieje się. - A ja powtarzam, że im więcej dzieci, tym łatwiej wszystko zorganizować. Fakt, że trudno utrzymać dużą rodzinę. Idzie jesień i trzeba kupić trzy pary butów. Wypad do kina i na bilety wydajemy sto złotych, a tu jeszcze chłopcy chcą popcorn. Dobrze, że ktoś zaczyna coś robić.