http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Już za rok Polska za sterami Unii

Jacek Pawlicki
2010-07-03, ostatnia aktualizacja 2010-07-02 19:49

Parlament Europejski
Parlament Europejski
Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta

MSZ twierdzi, że przygotowania do przewodniczenia Unii przez Polskę idą dobrze, wpadek nie będzie, a wybory parlamentarne 2011 r. nie pokrzyżują planów rządu

Budynek Parlamentu Europejskiego
Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta
Budynek Parlamentu Europejskiego
SERWISY
1 lipca 2011 r. Polska po raz pierwszy przejmie na pół roku stery Unii Europejskiej. Będzie to największy test sprawności naszej administracji od zakończenia negocjacji z UE w 2002 r.

Przygotowania są zaawansowane. Nad wszystkim czuwa 40-osobowy sztab w MSZ, czyli głównie eksperci z dawnego Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej - mówi "Gazecie" minister ds. europejskich Mikołaj Dowgielewicz.

Gotowy jest program polskiej prezydencji. Dokument z zadaniami dla poszczególnych resortów przyjmie niebawem rząd. Na czas powinien być też oddany remontowany właśnie budynek nowego przedstawicielstwa Polski w Brukseli. To będzie sztab polskiej prezydencji i jej okno na Europę.

Budżet najważniejszy

Największym wyzwaniem będą dla nas negocjacje budżetu Unii na lata 2014-20 - zwykle najtrudniejsze i najdłuższe. Niewykluczone, że pierwsze ważne starcie odbędzie się we wrześniu 2011 r. na przygotowywanym przez Polskę spotkaniu przywódców 27 krajów UE w Warszawie.

MSZ uzgadnia sprawę szczytu z Hermanem Van Rompuyem, przewodniczącym Rady Europejskiej, potocznie zwanym prezydentem Unii.

Na nasze pół roku w UE przypadnie też reforma najkosztowniejszej w UE wspólnej polityki rolnej. To wielkie zadanie dla szefa resortu rolnictwa, który poprowadzi posiedzenia ministrów tej branży w Brukseli. Na Ministerstwo Gospodarki spadnie ciężar reformy wspólnego rynku. A resort finansów będzie miał za zadanie wdrożenie reformy w sprawie zarządzania gospodarczego i finansowego.

Ponieważ traktat z Lizbony odebrał krajom sprawującym przewodnictwo sporo kompetencji w polityce zagranicznej, premier Donald Tusk i szef MSZ Radosław Sikorski pozostaną tu w cieniu szefowej unijnej dyplomacji Catherine Ashton. Jak ujawnia nam Dowgielewicz, Polska zrekompensuje to sobie ofensywą w dziedzinie Partnerstwa Wschodniego - programu współpracy m.in. z Białorusią, Mołdawią i Ukrainą.

W czasie polskiej prezydencji ma się odbyć 10 spotkań unijnych ministrów z przedstawicielami sześciu krajów Partnerstwa - od ministrów edukacji i szkolnictwa, po ministrów finansów.

Przy okazji przewodnictwa Polska chce się wypromować w Europie w nietypowy sposób - z pomocą Kongresu Kultury oraz Europejskiego Kongresu Niepełnosprawnych. - Chodzi o to, by wprowadzić tematykę niepełnosprawnych na europejskie salony - mówi Dowgielewicz.

Zapłacimy 430 mln zł

Prezydencja będzie kosztowała 430 mln zł, z czego 385 mln pójdzie z budżetu, a reszta z unijnych funduszy. - Nie ma mowy o większych wydatkach - zapewnia Dowgielewicz.

Najdroższa będzie obsługa telekomunikacyjna i informatyczna odbywających się w Polsce spotkań ministerialnych i miniszczytów. Rząd prowadzi rozmowy z firmami, które - być może na zasadzie sponsoringu - dostarczą limuzyny dla ministrów i przywódców. Sporo będzie też kosztować zapewnienie bezpieczeństwa.

Obsługą przewodnictwa zajmować będzie się 1,2 tys. urzędników we wszystkich ministerstwach. Polska chce też dopieścić zyskujący na wadze i coraz bardziej prężący muskuły Parlament Europejski. W każdym ministerstwie będzie człowiek odpowiedzialny za kontakty z europarlamentem.

Co z wyborami

Największa niewiadoma to wciąż data przyszłorocznych wyborów do Sejmu. Termin przypada bowiem na polskie przewodnictwo i niewykluczone, że w jego trakcie może nastąpić zmiana rządu.

Min. Dowgielewicz mówi, że wybory odbędą się albo przed 30 czerwca, albo jesienią 2011 r. Najpóźniejszym terminem wynikającym z konstytucji jest 30 października.

- PO prowadzi w sondażach. Nie sądzę, żeby po wyborach miał się zmienić rząd - uważa Dowgielewicz. Ale nawet jeśli Platforma straciłaby władzę, to zgodnie z obowiązującą tradycją w UE rząd Tuska doprowadzi przewodnictwo do końca, czyli de facto zamykającego go szczytu UE 8-9 grudnia w Brukseli.

- Wszyscy w Europie znają polski kalendarz wyborczy, nie będzie więc takiego zaskoczenia jak w przypadku Czech, kiedy rząd upadł w środku prezydencji na skutek niespodziewanego kryzysu - mówi Dowgielewicz.

O polskie przewodnictwo nie obawia się Piotr Maciej Kaczyński, analityk Centre for European Policy Studies w Brukseli: - Przygotowania idą nieźle, rząd bardzo się stara. Polska poradzi sobie dobrze albo bardzo dobrze.

Analityk widzi dwa zagrożenia - termin wyborów i charakterystyczną dla krajów przewodzących UE po raz pierwszy chęć forsowania swoich pomysłów. - Każdy, kto tak robi, przegrywa. Jeśli minister Sikorski będzie chciał forsować jakieś inicjatywy w dziedzinie obronności czy polityki zagranicznej, musi to robić w porozumieniu z Catherine Ashton - mówi Kaczyński.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 14 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':