Zobacz też co przewiduje politolog, prof. Radosław Markowski oraz psycholog społeczny, prof. Janusz Czapiński
>
Prognozuję 50:50, bo kandydaci idą łeb w łeb. Jeśli pamięć dramatu prezydenckiego Tu-154 podziała mobilizująco na elektorat Jarosława Kaczyńskiego, prezes
PiS może te wybory wygrać. Frekwencja - wyższa niż w pierwszej turze, ale poniżej 60 proc.
Sondaż. Badanie prowadziliśmy 28-30 czerwca na losowej próbie ponad 1000 respondentów. Zasadnicze pytanie dotyczyło oczywiście tego, na kogo respondent będzie głosował w niedzielę w drugiej turze. Pytaliśmy jednak również o to, czy i jak głosował w pierwszej turze. Kilka pytań dotyczyło szerzej rozumianych preferencji politycznych. Notowaliśmy także tzw. metryczkę, czyli podstawowe dane demograficzne oraz miejsce zamieszkania.
Na pytanie o udział w niedzielnych wyborach dwie trzecie odpowiedziało "zdecydowanie tak". Tak wysoka frekwencja jest mało prawdopodobna, choć warto przypomnieć, że w drugiej turze wyborów prezydenckich w 1995 roku do urn poszło ponad 68 proc. uprawnionych. Na pytanie, na kogo będą głosować 4 lipca, respondenci mogli wskazać jednego z dwóch kandydatów, mogli powiedzieć, że są jeszcze niezdecydowani (ok. 14 proc.); mogli wreszcie oznajmić, że wolą nie zdradzać swojej decyzji (11 proc.). Jarosława Kaczyńskiego wskazało 34 proc., Bronisława Komorowskiego 41 proc. badanych.
Prognoza. Budując prognozę, szczegółowej analizie poddaliśmy wszystkie dane uzyskane od osób niezdecydowanych i niechcących ujawnić swoich decyzji. Na podstawie złożonego algorytmu przypisaliśmy ich głosy kandydatom.
Poza tym uwzględniliśmy wiedzę o zachowaniach wyborczych osób odmawiających udziału w sondażach. Wszystkie dane wskazują, że większą skłonność do odmawiania mają wyborcy o orientacji prawicowej i konserwatywnej niż lewicowej i liberalnej. Naszym zadaniem było więc zbudowanie modelu korygującego to zniekształcenie.
Przewidujemy powtórkę z 1995 r., kiedy
Lech Wałęsa stoczył wyjątkowo wyrównany pojedynek z Aleksandrem Kwaśniewskim. Wówczas ustępujący prezydent przegrał z kandydatem lewicy różnicą 650 tys. głosów, przy oddanych niemal 20 mln. W niedzielę różnica między Jarosławem Kaczyńskim a Bronisławem Komorowskim będzie równie niewielka.
Na tym kończą się możliwości przewidywania oparte na jakiejkolwiek bazie empirycznej. O wyniku może zdecydować frekwencja. W 2007 roku wysoka frekwencja wyraźnie działała na korzyść PO. Naszym zdaniem oczekiwanie, że historia się powtórzy w najbliższą niedzielę, jest bezpodstawne. Pamięć smoleńskiej tragedii prezydenckiego samolotu może być bardzo silnym czynnikiem mobilizującym elektorat Jarosława Kaczyńskiego, który może te wybory wygrać.