Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie zakończyła wczoraj śledztwo, w którym sprawdzała, czy akcja
Centralnego Biura Śledczego przeprowadzona w Ministerstwie Rolnictwa w 2006 i 2007 r. była legalna.
Teraz zabiera się do pisania aktu oskarżenia, który w drugiej połowie lipca ma dostać Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieście. Znajdą się w nim nazwiska czterech osób.
- Wykażemy przed sądem, że tamta akcja była niezgodna z prawem. Głównymi podejrzanymi są ówczesny szef CBA
Mariusz Kamiński i jego zastępca Maciej Wąsik (obaj zgodzili się na ujawnienie swoich nazwisk). To oni kierowali niezgodnymi z prawem czynnościami operacyjnymi CBA. Pozostałe osoby zaś wykonywały polecenia swoich przełożonych - informuje Mariola Zarzyka-Rzucidło, rzeczniczka prasowa rzeszowskiej prokuratury.
Kamiński dostał zarzuty w tej sprawie w październiku. Nie przyznał się do popełnienia przestępstw. A są one - według wczorajszego komunikatu prokuratury - następujące:
- nadużycie uprawnień; - kierowanie niezgodnymi z prawem czynnościami operacyjnymi dotyczącymi wręczenia korzyści majątkowej osobom powołującym się na wpływy w Ministerstwie Rolnictwa; - kierowanie niezgodnymi z prawem czynnościami operacyjnymi dotyczącymi wręczenia korzyści majątkowej funkcjonariuszom publicznym; - kierowanie podrabianiem dokumentów oraz wyłudzeniem poświadczenia nieprawdy na podstawie tych dokumentów.
Zarzuty ciążą także na byłym wiceszefie CBA Macieju Wąsiku.
Wykonawcami poleceń szefów CBA mieli być: były dyrektor zarządu operacyjno-śledczego biura Grzegorz P. oraz były wicedyrektor zarządu operacyjno-śledczego Krzysztof B. Obaj mają zarzuty m.in. nadużycia uprawnień i wykonywania niezgodnych z prawem czynności operacyjnych.
Sprawa dotyczy afery gruntowej, która spowodowała wyrzucenie z rządu Andrzeja Leppera, rozpad koalicji
PiS-
LPR-
Samoobrona i ostatecznie upadek rządu Jarosława Kaczyńskiego.
Według rzeszowskich prokuratorów Mariusz Kamiński kierował nielegalną akcją. Została ona przeprowadzona, mimo że nie było uzasadnionego podejrzenia, że w ministerstwie można załatwić odrolnienie za łapówkę. To Kamiński podjął decyzję o przeprowadzeniu operacji. Skutek - działania podległych mu funkcjonariuszy były podżeganiem do przestępstwa.
Prokuratura punktuje: agenci podrobili wiele dokumentów, m.in. gminy Mrągowo. Dokumenty zostały przekazane do Ministerstwa Rolnictwa, by resort wydał decyzję o odrolnieniu 40 ha na Mazurach.
Rzeszowska prokuratura zebrała dowody, że podczas akcji była stosowana tzw. kontrola operacyjna wobec wielu osób pomimo braku przesłanek faktycznych, czyli podsłuchy. Wnioski o zastosowanie ich za każdym razem podpisywał Kamiński. - Ustaliliśmy też, że w kilku przypadkach przeprowadzono kontrolę operacyjną bez zgody prokuratora generalnego oraz sądu - mówi prokurator Zarzyka-Rzucidło.
Kamiński w październiku, gdy prokuratura postawiła mu zarzuty, mówił: - Zarzuty nie mają żadnych podstaw faktycznych ani prawnych. Zostały mi postawione bezprawnie. Jestem głęboko przekonany, że przed sądem udowodnię swoją niewinność.
Wkrótce został odwołany przez premiera Donalda Tuska.