Agnieszka Kublik: Kto wygrał środową debatę? Aleksander Kwaśniewski: Kaczyński. Był w lepszej formie niż w niedzielę. Był bardziej zdecydowany. Mniej odpowiadał na pytania, mówił to, co chce powiedzieć.
To może mieć znaczenie dla wyniku wyborów? - Nie sądzę. Debata nie wprowadziła żadnego kontrowersyjnego tematu, który mógłby albo głosy odbierać, albo dodać. A kampania między pierwszą i drugą turą jest dość mdła. To nie wpłynie na mobilizowanie elektoratów .
Denerwował się pan, gdy podczas debaty była mowa o wycofaniu się z Afganistanu ... - Bo postulat wycofania się z Afganistanu jest tak słuszny, że nie ma o nim co dyskutować. I nie ma ani jednego polityka, także na świecie, który chciałby zostać w Afganistanie po wsze czasy. Prezydent Obama chce wyjść i pani kanclerz Merkel chce wyjść. Tylko trzeba pamiętać, że to jest misja NATO i musimy ją zakończyć sukcesem. Cele tej misji muszą być spełnione: pokonane ośrodki terrorystyczne, ustabilizowany politycznie Afganistan i doprowadzenie do tego, że Afgańczycy zaczną odpowiadać za swój los. I wtedy NATO może wycofać się z Afganistanu.
Dzisiaj nagłe i jednostronne wzywanie do wycofywania się bez uwzględnienia realiów jest zachętą do katastrofy NATO, do klęski, do kryzysu wewnątrz tej organizacji. I prawdopodobnie do rozpadu NATO. A my lepszych, skuteczniejszych, bardziej sprawdzonych gwarancji bezpieczeństwa nie mamy. Więc nie możemy przyszłością NATO ot tak, frymarczyć z okazji kampanii wyborczej.
Komorowski też mówił o wycofaniu się z Afganistanu. Pan nadal go popiera? - Tak. Polska dzisiaj jest w takim momencie - ja mówił w finale debaty Kaczyński - że potrzebujemy prezydenta kompetentnego, który będzie umiał współpracować z rządem. Komorowski dzisiaj jest lepiej przygotowany do współpracy z Donaldem Tuskiem i jego gabinetem. Będę głosował na Komorowskiego, bo to gwarancja, że co najmniej do wyborów parlamentarnych - a w moim przekonaniu także po nich - będziemy mieli dobrą współpracę prezydenta i rządu.
PiS mówi: będzie monopol Platformy, a nie dobra współpraca. - Ta partia mówi o monopolu, a w swojej niedawnej historii miała prezydenta i premiera - braci bliźniaków. I miała najbliższych współpracowników braci na najwyższych stanowiskach: szefową KRRiT, prezesa
NBP, szefa
MON, szefową
MSZ. Mam wymieniać dalej? Myśmy takiego monopolu władzy, który był poza strukturami, instytucjami demokratycznymi nie mieli nigdy w ostatnich 20 latach.
Przecież jak pan był prezydentem, to rządziła lewica. - Ale np. prezesem NBP była Hanna Gronkiewicz-Waltz. Więc argumenty o monopolu władzy w ustach Jarosława Kaczyńskiego brzmią niewiarygodnie. Tym bardziej że Kaczyński, jeśli zostanie prezydentem, zrobi wszystko, żeby PiS wygrał wybory parlamentarne. I wtedy będzie mówił, że chodzi o stabilność, przewidywalność.
To Komorowski jest gwarancją, iż ta współpraca przez rok, a prawdopodobnie przez najbliższych pięć lat będzie stabilna, Polska będzie przewidywalna, będziemy mogli prowadzić politykę skuteczną, modernizować się i umacniać swoją pozycję w Unii Europejskiej.
Po wyborach w 2011 r. możliwa będzie koalicja PO z SLD? - To byłaby dobra koalicja, jeśli miałaby silną formułę programową - proeuropejską, promodernizacyjną. Mogę wyobrazić sobie też kontynuowanie koalicji PO-
PSL - jeżeli ludowcy wejdą do Sejmu. I mogę sobie wyobrazić zabiegi, bardzo poważne, żeby powstała koalicja PiS z SLD.
Która byłaby najlepsza dla Polski? - Dziś Platforma i SLD znajdują więcej punktów stycznych aniżeli PiS i SLD.
To dlaczego Napieralski nie przekazał swoich głosów żadnemu z kandydatów? - Bo nie ma dziś powodów, żeby deklarować się jednoznacznie. Dla Napieralskiego utrzymanie elektoratu, który dziś ma, jest celem niewystarczającym.