Od wczoraj obowiązuje rozporządzenie prezydenta Aleksandra Łukaszenki, które oznacza koniec anonimowości w internecie. "Władze rozpoczęły psychologiczny atak na ostatnią fortecę wolności słowa na Białorusi" - pisze portal internetowy Karta-97.
Firmy i organizacje dostarczające Białorusinom internet mają przez rok przechowywać dane użytkowników sieci oraz informacje o stronach, które odwiedzali. Dostęp do tych danych ma KGB, MSW oraz operacyjno-analityczne centrum przy prezydencie, które ma kontrolować internet.
- Główną przyczyną ataku na internet są zbliżające się wybory prezydenckie - twierdzi medioznawca Aleś Ancipienka. Łukaszenka, który rządzi Białorusią już 16 lat, zapowiedział, że zamierza w przyszłym roku znowu ubiegać się o fotel prezydencki. Tradycyjne media jak
radio,
telewizja i gazety są od dawna kontrolowane przez reżim. Internet stał się więc dla Białorusinów furtką do niezależnych informacji.
Według oficjalnych danych dostęp do sieci ma dziś co trzeci Białorusin, a najbardziej popularnymi serwisami informacyjnymi są opozycyjne wobec Łukaszenki. Dysydencką Kartę-97 odwiedza dziennie nawet dziesięciokrotnie więcej osób niż sztandarowy rządowy portal Biełaruś Siegodnia.
Władze chcą pójść za ciosem i zgodnie z upublicznionym już projektem rozporządzenia ministerstwa łączności zamierzają blokować dostęp do stron o niepożądanej treści. - Jestem przekonany, że w trakcie kampanii wyborczej taki los spotka niektóre opozycyjne witryny - mówi Ancipienka.