II debata Kaczyński - Komorowski, czyli debata ostrych starć;
opinie: ekspertów, polityków, internautów; punktacja;
Stenogram + wideo; RAPORT;
Wyludnienia ludności Polski czyli pojedynek na bonmoty;
Co Jarosław Kaczyński wyczytał na stronie 239?
prof. Rafał Ohme [Kaczyński 33, Komorowski 16], ekspert w dziedzinie psychologii perswazji, emocji i podświadomości Jako osoba głosująca od zawsze na Unię Wolności i Platformę mówię z dużym smutkiem, że Jarosław Kaczyński został lepiej przygotowany. To czego ludzie oczekują od prezydenta, to doświadczenie. A wczorajsza debata przypominała spotkanie profesora i studenta, który stara się go ośmieszyć. Podkreślam, że oceniam ją nie od strony merytorycznej, ale od strony wrażenia, które robiło wystąpienie obu kandydatów.
Kaczyński miał wystylizowane okulary, cienki czarny, wąski krawat przypominający, że jest w żałobie. Był uosobieniem szlachetnego cierpienia.
Doradcy Komorowskiego postanowili ubrać go w wyraźnie do niego niepasujące buty. W debacie wypadł niewiarygodnie, z przerażeniem zauważyłem u niego kilka wyuczonych gestów, które wciąż powtarzał. W studio został źle posadzony, światła reflektorów odbijały się od jego okularów. Przez to nie było widać jego oczu, co podważało szczerość jego słów.
Popełniał błędy mówiąc np., że wie jak się robi zakupy, bo ma pięcioro dzieci. Kaczyński odpowiedział wtedy zawieszając głos, że "gratuluje mu rodziny". W tym momencie nikt nie widział w nim samotnego mężczyzny, ale człowieka, którego spotkała największa możliwa tragedia.
Kaczyński najmocniej dostał w szczękę nie od Komorowskiego, ale od dziennikarki, która spytała, czy podałby rękę Wałęsie. Wymigał się, ale ona dociskała. Szef PiS był wtedy bezradny. Można było zobaczyć, jaką ma wpisaną w geny niechęć do Lecha Wałęsy. Można się spodziewać, że przegrałby wyraźnie, gdyby na miejscu Komorowskiego był Donald Tusk.
Problemem Bronisława Komorowskiego jest to, że w bardzo krótkim czasie musiał się przygotować do kampanii. Jego przygotowania miały przebiegać przez wakacje, 10 kwietnia wszystko się zmieniło. Miał tylko sześć tygodni, żeby przygotować się do starcia ze szczwanym lisem Jarosławem Kaczyńskim.
Zwolennicy Komorowskiego powinni się dodatkowo zmobilizować na niedzielę, bo debata mogła zmniejszyć dystans dzielący obu kandydatów, gdyby wybory odbyły się dzień po debacie wynik byłby sprawą otwartą.
dr Jarosław Flis [Kaczyński 54, Komorowski 33], socjolog, Uniwersytet Jagielloński Bronisław Komorowski był zbyt zaczepny ale niespecjalnie pomysłowy i przekonujący. Brakowało mu zaangażowania i spokoju. Kilka rzeczy przygotował, ale nie przekazał ich w sugestywny sposób. Powtarzane przez niego hasło o budowaniu zgody kontrastowało z ciągłym szturchaniem Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS wyraźnie się rozgrzewał, było widać, że niepewność Komorowskiego dodaje mu skrzydeł. Na początku nie było wiadomo, co chce przekazać, później jasno formułował swoje myśli. Błędem Komorowskiego było ciągłe mówienie o przeszłości. W poprzedniej debacie to Jarosław Kaczyński wciąż wracał do rządów PiS, teraz robił to Komorowski.
Dość lekceważąco wyglądały przeprosiny za Janusza Palikota. Bo albo się przeprasza albo się usprawiedliwia. A Komorowski przeprosił, ale zaraz zaczął usprawiedliwiać posła z Lublina, i mówić, że za niego nie odpowiada. Jarosław Kaczyński mógł lepiej wykorzystać wątek, w którym Komorowski zarzucił mu przyjaźń z Davidem Cameronem i brytyjskimi konserwatystami, Kaczyński mógł wtedy przypomnieć mu Palikota. W wystąpieniu Komorowskiego - pozytywne było wyjaśnienie sprawy służby zdrowia ze wskazaniem konkretnego przykładu szpitala w Płocku.
dr Jacek Kucharczyk [Kaczyński 44, Komorowski 83], socjolog, Instytut Spraw Publicznych A moim zdaniem wygrał Bronisław Komorowski. Przez cały czas utrzymywał dystans. Pokazał naturalne zalety swojej osobowości, przyjemniej się na niego patrzyło. Kaczyński próbował go gonić, był mniej sztywny niż w pierwszej debacie, nie popełnił większych błędów ale nie było widać w nim ujmującej osobowości, ani kogoś, kto potrafi przekonać nieprzekonanych.
Najlepiej Komorowski wypadł podkreślając, że kiedy zostanie prezydentem będzie współpracował z rządem. Odwoływał się do tego co widoczne było dla większości Polaków - do wiedzy, że zarówno rządy Lecha Kaczyńskiego i Jarosława Kaczyńskiego kojarzyły się z konfliktami. Dobrze wykorzystał też kwestię wzrostu gospodarczego uratowanego przez Platformę. W trudnej sytuacji polityka partii rządzącej w warunkach kryzysu i powodzi potrafił neutralizować niekorzystne okoliczności, powtarzając informacje o wzroście, który udało się uratować w Polsce, gdy w całej Europie jest gorzej.
Dobrze wykorzystał też kwestię sojuszu PiS z brytyjskimi konserwatystami jako słabości polityki europejskiej PiS. To, że torysi są przeciw dotacjom unijnym jest jasne dla każdego, kto wie coś o polityce europejskiej. To, że Kaczyński domaga się unijnych dotacji, a z drugiej strony chwali się sojuszem z konserwatystami jest sprzeczne. Komorowski miał też kilka innych dobrych zagrań: podanie ręki na początku, wspomnienie Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, która dobrze kojarzy się Polakom, w końcu podpisanie się pod konstytucja. Nokautu nie było, ale jego zwycięstwo było dla mnie wyraźne.
dr Tomasz Olczyk [Kaczyński 43, Komorowski 41], politolog i socjolog z UW, współautor książki "Kto wygra wybory 2010" Punktem odniesienia w takich debatach są oczekiwania wobec ich uczestników. Przed debatami w Stanach Zjednoczonych zawsze pokazuje się, że ten drugi kandydat jest świetny, mówi, że zapowiada się trudna debata i to obniża poprzeczkę. Niedzielna debata obniżyła oczekiwania wobec Jarosława Kaczyńskiego. Spodziewano się jego ataku. Ale nie okazał się agresywny tylko bardziej dynamiczny. Bronisław Komorowski był ogólnikowy w swoich hasłach. Jeśli chodzi o treść, przewagę miał Jarosław Kaczyński. Miał dokumenty, wydruki głosowań, które ewidentnie zaskoczyły Komorowskiego. W porównaniu z poprzednią debatą wypadł dużo lepiej, ale ciągle brakowało uśmiechu na jego twarzy, w porównaniu z Bronisławem Komorowskim nie był szczególnie wyluzowany. Wydaje mi się, że na plus takie gesty jak podanie ręki czy podawanie konstytucji zostanie zapamiętane Komorowskiemu. Błędem sztabu PO było ciągłe wracanie do służby zdrowia. Ludzie nie odróżniają prywatyzacji od komercjalizacji szpitali.
Maciej Gdula, "Krytyka Polityczna" [Kaczyński 58, Komorowski 49] Nie było powtórki z niedzieli i Jarosław Kaczyński wykorzystał drugą debatę, aby zrewanżować się Bronisławowi Komorowskiemu. Był lepiej przygotowany, bardziej energiczny i potrafił ugodzić rywala, np. przytaczając listę jego sejmowych głosowań pokazującą, że rozmiar rodziny marszałka niekoniecznie przekłada się na jego skłonność do prorodzinnego podziału środków publicznych. Zeszłym razem kandydaci zgadzali się co do kwestii światopoglądowych prezentując dość zwarty front konserwatywny. Tym razem zgadzali się ze sobą odnośnie polityki społecznej i gospodarczej. Obaj deklarowali przywiązanie do praw pracowniczych,
KRUS-u i społecznej gospodarki rynkowej. Zupełnie inną kwestią jest to, czy obaj są tutaj wiarygodni, ale przynajmniej wyborcy będą wiedzieli, że prezydenta, niezależnie od wyniku wyborów, można rozliczać z obietnic dotyczących zachowania socjalnych funkcji państwa. Po obu debatach można uczciwie powiedzieć, że na razie jest remis, a niedzielne głosowanie będzie wyborem między kandydatami bardzo zbliżonymi do siebie programowo.