http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dzika róża

Zebrał i opracował Jacek Szczerba
2010-07-02, ostatnia aktualizacja 2010-07-02 18:39

Elżbieta Czyżewska
Elżbieta Czyżewska
Fot. Maciej Zienkiewicz / AG

Elżbieta Czyżewska była dla Warszawy tym, czym Edith Piaf dla Paryża

Elżbieta Czyżewska we ''Wszystko na sprzedaż'' (1968)
Fot. Filmoteka Narodowa
Elżbieta Czyżewska we ''Wszystko na sprzedaż'' (1968)
Elka z mężem Davidem Halberstamem, korespondentem
Fot. AP
Elka z mężem Davidem Halberstamem, korespondentem "New York Timesa" w...
W swoim mieszkaniu Czyżewska miała dwa koty - Rudego i Drugiego. Oba były rude. Nowy Jork, 1981 r.
Fot. East News
W swoim mieszkaniu Czyżewska miała dwa koty - Rudego i Drugiego. Oba były rude...
Ze Zbigniewem Cybulskim w ?Giuseppe w Warszawie?. 1964 r.
Fot. East News
Ze Zbigniewem Cybulskim w ?Giuseppe w Warszawie?. 1964 r.
Elżbieta Czyżewska we ''Wszystko na sprzedaż'' (1968)
Fot. Filmoteka Narodowa
Elżbieta Czyżewska we ''Wszystko na sprzedaż'' (1968)
ZOBACZ TAKŻE
Władysław Kowalski, aktor: Mówiło się, że Czyżewska to taki Cybulski w spódnicy. Ona nie miała takiej roli jak Zbyszek w "Popiele i diamencie", ale w życiu była jego kalką - to samo ostre tempo. Przyjmowała każdą propozycję, kierownicy produkcji ją sobie rano spod domu wyrywali, do którego pojedzie. "To może do mnie, to może do mnie!" - wołali.

Andrzej Łapicki, aktor: Dla mnie to była najbardziej warszawska aktorka. Miała warszawski dowcip, taki łobuzerski, była cwaniarą z STS-u, zabawową laską. Jej zaplecze stanowiła Warszawa lat 60. Bez Warszawy nie istniała, co się, niestety, sprawdziło. Była dla Warszawy tym, czym Edith Piaf dla Paryża, tyle że nie umiała śpiewać. To, że nie miała słuchu, sprawiło, że nie zrobiła kariery w Ameryce. Nie mogła się nauczyć języka, a to jest kwestia słuchu. Strasznie kaleczyła angielski.

Andrzej Wajda, reżyser: Scenariusz "Wszystko na sprzedaż" był szkicowy, nie miał nawet 30 stron. Dlatego do tego filmu trzeba było szukać aktorów, którzy są tak ukształtowani, że już stanowią gotowe postaci, ponieważ te nie były napisane, tylko pomyślane. Chodziło o grupę ludzi, która znała Cybulskiego, która miała coś o nim do powiedzenia. Było dla mnie jasne, że Czyżewska musi się wśród tych aktorów pojawić, ale nie wiedziałem, że da przykład całej reszcie, jak mogłyby wyglądać te role, gdy wszyscy mieli taką odwagę jak ona. Elżbieta była gotowa do swoistego striptizu psychicznego.

Ponieważ z każdym dniem była coraz bardziej ekscytująca, dostawała coraz więcej scen, które powstawały w ogromnym stopniu z jej inicjatywy. Była w nich jej pomysłowość w mówieniu dialogów, jej sposób zachowania, np. gdy tańczy przeciwko wszystkim. Ja ją wcześniej widziałem w takim tańcu w sytuacji towarzyskiej. Jednak wiele aktorek, gdy się je prosi, żeby zagrały coś, co się u nich widziało, pyta: "No dobrze, ale co ja wtedy robiłam?". Elżbieta wiedziała, co robiła i do czego to teraz potrzebne.

Daniel Olbrychski, aktor: Gdy Wajda zmontował film, okazało się, że bardzo dużo Czyżewskiej jest w pierwszej części. Pamiętam, że w stołówce Związku Literatów Elka, po ruskich pierogach, powiedziała: "W pierwszej połowie prowadzę 5:0, w drugiej nie wypuszczają mnie na boisko".

Bohdan Łazuka, aktor: Szybko stała się sławna. Gdy wtedy obsadzano filmy, mówiono: "Nie, nie, tylko nie Czyżewska". A po chwili okazywało się, że właśnie tylko Czyżewska może to zagrać.

Masz dobry debiut

Andrzej Łapicki: Miała temperament i wdzięk. Wszystko, co mówiła, brzmiało prawdziwie. W graniu była kontaktowa, bardzo dobrze się z nią rozmawiało na scenie. Występowaliśmy razem w sztuce "Don Juan, czyli miłość do geometrii" Maksa Frischa. Niektórzy nie lubili jej głosu, był trochę za wysoki. Patrzący na nią spodziewał się niższego. Ale wtedy była też taka moda - wszystkie panienki mówiły dziecinnymi głosami. Cały STS tak mówił, Krysia Sienkiewicz do dziś tak mówi.

Stanisław Jędryka, reżyser: Była szalenie ambitna. W "Domu bez okien" grała cyrkówkę. Choć w weekend była przerwa w zdjęciach, ona wracała na plan w niedzielę w południe, szła na arenę i ćwiczyła. Na huśtającym się trapezie stała na jednej nodze i robiła na nim salto. Upierała się, że jak najwięcej ewolucji będzie wykonywać sama, a nie kaskaderka. Przestrzegaliśmy ją, że to jest niebezpieczne. Na szczęście nic się nie stało.

Daniel Olbrychski: Gdy kręciliśmy "Małżeństwo z rozsądku", Ela wiedziała, że kocham się w rudej Monice Dzienisiewicz. Powiedziała więc do Staszka Barei: "Żeby Daniel miał do mnie zmysłowy stosunek, zrób mi perukę jak włosy jego narzeczonej". I w takiej rudawej peruce chodziła. Mieliśmy tam scenę, w której się namiętnie całujemy. Elka spytała: "To jest twój pierwszy filmowy pocałunek?" "Tak" - odpowiedziałem. "No to masz dobry debiut".

Bohdan Łazuka: Jako rozgrzewkę przed występami w Kongresowej miałem recital w kawiarni U Ewy przy Konopnickiej. Sam czułbym się tam niewyraźnie, dlatego poprosiłem Elżbietę, żeby to poprowadziła. Agnieszka Osiecka napisała jej konferansjerkę. Ta konferansjerka to był mój życiorys, ale zrobiony w ten sposób, że Agnieszka przepisała życiorys Józefa Stalina, wstawiając wszędzie zamiast "Stalin" "Bohdan Łazuka".

Ela miała cztery wejścia. Za każdym razem coś zmieniała w stroju - a to dokładała kokardę, a to kwiatek. Pokazywała też upływ czasu w życiorysie. W ostatnim wejściu nosiła siwą perukę. Zachwyciła wszystkich. Poproszono ją wtedy, żeby poprowadziła z Lucjanem Kydryńskim festiwal w Sopocie. Stuosobowa salka to jednak coś innego niż Opera Leśna, a Elka tym swoim głosikiem mówiła w Sopocie tak jak U Ewy. Przepadła przy Kydryńskim, który miał słynne "r" i szeroką frazę.

Ciepły "New York Times"

Władysław Kowalski: Czytała wiecznie. Albo spała, albo czytała. Spała głównie w taksówkach, które woziły ją z planu na plan.

Bohdan Łazuka: W Szkole Teatralnej była wyżej ode mnie. Wydawała mi się jakaś niedostępna. Chodziła głównie z książką. A ponieważ byłem nią zainteresowany jako kobietą, musiałem to sprawdzić: co kilka dni książka była inna.

Daniel Olbrychski: Cokolwiek by grała, w jej oczach było widać przenikliwą inteligencję. Z Agnieszką Osiecką, której piosenki Ela śpiewała jeszcze w Szkole Teatralnej i w STS-ie, spotkały się na równym poziomie intelektualnym. Agnieszka prawie bała się inteligencji swojej przyjaciółki.

Magda Dygat: Spędzałyśmy godziny na telefonicznych rozmowach. Wiedziałam, kiedy zapędzam się w banał, bo wtedy po drugiej stronie zalegała długa cisza. "No dobra, piesku" - mówiła w końcu Ela. I wiedziałam, że szuka pilota, żeby włączyć telewizor. "To nie mamy sobie już nic do powiedzenia, czy mogę zdjąć krawat?".

Weronika Olbrychska, projektantka mody: Pasja Eli w zgłębianiu tematów ważnych lub mniej ważnych była niedościgła. Jako jej znajomi wiedzieliśmy, że spokojnie możemy utopić telewizor, roztrzaskać radio i usmażyć na rożnie internet, bo z ust Eli poznamy nie tylko najnowsze wersje wszelkich wydarzeń, ale też usłyszymy je z najbardziej dogłębnym komentarzem.

Ela szła przez dwie czy trzy ulice - od swojego domu do oficyny, w której dostawała najświeższe wiadomości z całego świata. Wiedziała, co to jest trzymać w rękach jeszcze ciepły "The New York Times". Wystudzony był już poza sferą jej zainteresowań.

Źródło: Duży Format
  • 10 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':