Miliardy ludzi widziały to w niedzielę na ekranach telewizorów. Po wspaniałym strzale Franka Lamparda piłka uderza w poprzeczkę i spada wewnątrz niemieckiej bramki. Anglicy cieszą się z wyrównania na 2:2, ale sędzia każe grać dalej. Anglicy odpadają z mundialu.
Dwie godziny później argentyński napastnik Carlos Tevez strzela gola z ewidentnego spalonego - tym razem sędzia bramkę uznaje.
Cały świat jest oburzony. Rządząca futbolem FIFA milczy, a raczej udaje głupią.
Wpisy jej szefa Seppa Blattera na Twitterze dotyczą jego pogaduszek z księżniczką Takamodo, Billem Clintonem, prezydentem Ghany.
W przeglądzie angielskiej prasy na oficjalnej internetowej stronie FIFA propagandyści piłkarskiej centrali dokonali sztuki wręcz niebywałej - przytaczając pięć tytułów najbardziej drapieżnych i szowinistycznych mediów świata, czyli brytyjskich, udało im się nie wspomnieć o nieuznanym golu.
Cenzura na Fifa.com kwitnie. Konia z rzędem temu, kto w skrótach z meczów znajdzie najbardziej kontrowersyjne sytuacje. W oficjalnym serwisie mundialu nie zobaczymy ani niesłusznie nieuznanego gola Lamparda, ani bezpodstawnie anulowanej bramki na 3:2 w meczu
USA -
Słowenia. Amerykańscy blogerzy żalą się także, że moderatorzy Fifa.com wycinają "niewygodne" komentarze.
FIFA i jej szef uważają, że futbol musi być taki sam na każdym poziomie rozgrywek, że element ludzki, a więc i błędy sędziego, jest z futbolem na dobre i złe. Tępią więc każdy przejaw podważający ich stanowisko.
Na wczorajszej codziennej konferencji prasowej rzecznik FIFA Nicolas Maingot pytany o błędy sędziowskie odwrócił kota ogonem. - Błędem było pokazanie powtórki gola ze spalonego dla Argentyny podczas meczu [na stadionowym telebimie]. To się już nigdy więcej nie zdarzy - powiedział rzecznik.
Czy sędziowskich błędów naprawdę nie można uniknąć, a przynajmniej zminimalizować ryzyka ich wystąpienia?
Za nieuznanego gola Anglików obwiniono sędziego bocznego. Od piłki wpadającej do bramki dzieliło go 40-45 metrów. - Musiał działać intuicyjnie, bo z takiej odległości nie mógł być pewny trafności decyzji. Ja sam 20 proc. decyzji podejmowałem intuicyjnie i 99 proc. z nich było prawidłowe - twierdzi
Michał Listkiewicz, były sędzia liniowy na mundialu, obecnie członek komisji sędziowskiej FIFA.
I jednocześnie przyznaje, że za jego czasów sędziowie mieli łatwiejszą pracę. Teraz każdy błąd arbitra może zostać wyłapany przez blisko 50 kamer ze wszystkich kątów stadionu i boiska w technologii high definition. Natomiast tempo gry się zwiększyło, a co za tym idzie - skrócił się czas na podjęcie decyzji przez arbitra.
- Jeśli jakiś sędzia mówi, że w takiej sytuacji nie popełnił błędów, to albo właśnie zaczął pracę, albo kłamie, albo jest mitomanem - mówi jeden z najlepszych polskich sędziów Rafał Rostkowski. - Sędziowie nie mają szans. Aby bezbłędnie ocenić spalonego, sędzia musi mieć zeza rozbieżnego i dodatkowo wbudowany w głowę aparat do stop-klatki. Sędziom po prostu trzeba pomóc.
To dlatego najbardziej zainteresowani - piłkarze i trenerzy, a nawet kibice - nie winią za błędy arbitrów, lecz FIFA. Dziwią się, że kiedy ludzkość przygotowuje się do lotu na Marsa, piłkarska centrala wzdraga się przed szybkim wprowadzeniem technologicznych usprawnień na poziomie programatora pralki.
Od dawna i zwykle przy okazji skandali na wielkich turniejach tylko mówi się o wprowadzeniu chipów w piłce sygnalizujących przekroczenie linii - jak na wielkich turniejach w tenisie. O podglądzie wideo w spornych sytuacjach - jak w kilku sportach drużynowych. O wprowadzeniu dodatkowego sędziego za bramką - jak w hokeju.
- Piłka sobie radzi, piłka jest grą błędów i tak zostanie, nie może stracić aspektu ludzkiego - mówi Listkiewicz. - Ale kilka pomysłów jest w trakcie realizacji.
Podobno Sepp Blatter chciałby zmian, ale młyny FIFA wolno mielą. - Za wprowadzanie nowości odpowiada International Board. W jego skład wchodzą przedstawiciele brytyjskich związków piłkarskich i FIFA. Ciało to jest autonomiczne i konserwatywne - mówi Listkiewicz. - Ale przed zmianami się nie ucieknie. Chipy w piłce były testowane w klubowych mistrzostwach świata. Wymagają poprawek, bo czas od przejścia piłki przez linię bramkową do sygnału dla sędziego wynosił siedem sekund. To za dużo. Sędziowie za bramkami byli testowani w Lidze Europejskiej, będą testowani w tym sezonie Ligi Mistrzów. Na pewno nie będzie natomiast zgody na analizy wideo, bo piłka nożna jest zbyt dynamiczną grą, by co chwila ją przerywać.
Nie można więc wykluczyć, że w niedzielę 11 lipca miliardy telewidzów zobaczą, jak mistrzem świata zostaje drużyna po jedynym golu w meczu strzelonym ręką...