http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

GROM odbił zakładników w Afganistanie

Marcin Górka
2010-06-28, ostatnia aktualizacja 2010-06-28 22:06

Reformują służby specjalne. Nie będzie komórki analiz, będzie za to finansowa
Reformują służby specjalne. Nie będzie komórki analiz, będzie za to finansowa
Fot. Damian Kramski / AG

W tzw. chirurgicznej akcji polscy komandosi z GROM odbili z rąk talibów dwóch afgańskich policjantów. Polscy komandosi zakończyli akcję bez strat. Co stało się z talibami?

Polskie dowództwo o tej akcji mówi bardzo niewiele. Zresztą po raz pierwszy od czasu, kiedy polscy żołnierze weszli do Afganistanu w 2007 r. nasza armia poinformowała o działaniach sił specjalnych.

Porwani za "kolaborację" z okupantem

Wiemy, że talibowie porwali dwóch młodych, afgańskich policjantów (jeden z wieku 22, drugi 20 lat), za "kolaborację" z okupantem, jak rebelianci nazywają wojska sojusznicze w Afganistanie. Przez ponad dwa tygodnie przetrzymywali ich w rejonie dystryktu Andar, uważanego za bastion talibów w kontrolowanej przez polskie wojsko prowincji Ghazni.

- Policjanci byli brutalnie bici, ilekroć próbowali stawiać opór porywaczom, jestem przekonany, że gdyby nie akcja GROM, zostaliby zabici - mówi por. Sebastian Kostecki z polskich sił zadaniowych w Afganistanie.

Talibowie, żeby zmylić żołnierzy, co jakiś czas przewozili policjantów z miejsca na miejsce. Za każdym razem przetrzymywali ich w chałupach w małych wioskach, do których nie mieli dostępu żołnierze sił koalicyjnych. Policjanci byli skuci łańcuchami. Żeby nie wiedzieli, co dzieje się wokół nich, pomieszczenie w którym przetrzymywano ich w momencie akcji GROM, miało "na oko" dwa na dwa metry, i było pozbawione okien.

Chirurgiczna operacja

O tym, gdzie akurat przetrzymywani są afgańscy zakładnicy, poinformował nasze siły specjalne polski zespół wywiadu taktycznego. Akcja GROM została przeprowadzona w niedzielę w nocy. Wysłano na nią zespół z polskiej bazy Ghazni, położonej najbliżej dystryktu Andar. - To była chirurgiczna operacja - mówi mjr Piotr Jaszczuk z Dowództwa Operacyjnego polskiej armii.

Zespół był złożony z kilku żołnierzy, nazywanych w slangu naszych "specjalsów" operatorami. - Każdy z nas ma co najmniej dwie specjalności, by w razie potrzeby mógł być zastąpiony przez kolegę - mówi nam jeden z komandosów. - Jest oczywiście dowódca, specjalista od łączności, strzelec wyborowy, sanitariusz. Taki zespół może przeprowadzić właściwie każdą akcję.

"Operatorów" z GROM zabrał do wioski polski śmigłowiec transportowy Mi-17.

Akcja była błyskawiczna. Komandosi wpadli do pomieszczenia, gdzie przetrzymywano zakładników, i szybko zabrali ich na pokład śmigłowca. Nasze dowództwo podkreśla, że żaden z Polaków nie został w tej operacji ranny. Polski Mi-17 zabrał uwolnionych policjantów.

A co stało się z talibami? - To nie ma znaczenia, ale ich życie w naszych operacjach się nie liczy - przyznaje nasz rozmówca z sił specjalnych. - Głowę daję, że w chwili, gdy chłopaki wchodzili do pomieszczenia z zakładnikami, tamci już nie żyli.

- Mamy nadzieję, że ta akcja przyczyni się do jeszcze lepszych relacji między nami, a policją afgańską, bo bardzo nam na tym zależy - mówi mjr Zbigniew Jaszczuk z Dowództwa Operacyjnego.

Na brak roboty nie narzekają

Liczba polskich sił specjalnych w Afganistanie okryta jest tajemnicą. Wiemy jednak, że kilka zespołów, złożonych z komandosów z GROM i 1 Pułku Specjalnego z Lublińca, stacjonuje m.in. w bazach Ghazni i Warrior. To oni, jak dowiedziała się "Gazeta", są autorami operacji, w których zatrzymywani są lokalni watażkowie, przejmowane składy amunicji i min-pułapek. To komandosi z GROM przeszukiwali podziemne korytarze, które talibowie wykopali wokół bazy Warrior, aby ją ostrzeliwać.

Polskie siły specjalne w Afganistanie są częścią naszego kontyngentu wojskowego, podlegają jednak bezpośrednio rozkazom amerykańskiego dowództwa sił specjalnych w Afganistanie. - I zbierają od Amerykanów jak najlepsze noty za przeprowadzone akcje. A na brak roboty na narzekają - mówi nasz rozmówca.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 11 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':