http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Sobiesiak rozmawiał do końca

Wojciech Czuchnowski
2010-06-29, ostatnia aktualizacja 2010-06-29 07:20

Hazardowa komisja śledcza ma analizy billingów najważniejszych świadków. Pokazują one, że Ryszard Sobiesiak, główny bohater sprawy, nie przejmował się podsłuchem CBA.

Ryszard Sobiesiak
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Ryszard Sobiesiak
SERWISY
- Sobiesiak rozmawiał przez zarejestrowany na siebie telefon niemal do północy 30 września 2009 r. Dopiero 1 października, w dniu, w którym "Rzeczpospolita" ujawniła informacje o akcji CBA z fragmentami podsłuchów, jego telefon zamilkł - mówi "Gazecie" poseł Sławomir Neumann (PO). Jego zdaniem "to dziwne, bo w swoich zeznaniach b. szef CBA Mariusz Kamiński mówił, że Sobiesiak zaprzestał korzystać z telefonu abonamentowego natychmiast po tym, jak poszedł przeciek o działaniach CBA wokół jego osoby".

Ten przeciek miał, zdaniem Kamińskiego, nastąpić 24 sierpnia 2009 r. w warszawskiej restauracji Pędzący Królik. Według CBA Marcin Rosół, szef gabinetu ówczesnego ministra sportu Mirosława Drzewieckiego, ostrzegł wtedy córkę Sobiesiaka Magdalenę, że jej ojciec oraz politycy PO Drzewiecki i Zbigniew Chlebowski są obiektem zainteresowania służb specjalnych. Po tej rozmowie Magdalena Sobiesiak wycofała swoją kandydaturę z konkursu na członka zarządu Totalizatora Sportowego (gdzie protegował ją Drzewiecki).

Dla CBA był to pierwszy dowód na to, że doszło do przecieku. Drugi dowód to zakup przez Sobiesiaka telefonu na kartę pre paid. Mówił o tym Kamiński podczas przesłuchania 19 stycznia: "po 24 sierpnia Ryszard Sobiesiak zaczął korzystać z telefonu tzw. bezpiecznego, na kartę, który nie jest na niego zarejestrowany. Dopiero po pewnym czasie udało nam się namierzyć ten telefon".

Teraz okazało się, że ze starego telefonu biznesmen korzystał w dalszym ciągu.

O billingach, które dostała komisja, poinformował wczorajszy "Dziennik". W publikacji zwrócono uwagę, że Rosół przed swoim przesłuchaniem 18 lutego 2010 r. cztery razy rozmawiał z Sobiesiakiem i wymieniał SMS-y z jego córką.

Rosół podczas przesłuchania nie ukrywał, że kontaktował się z biznesmenem. Mówił, że dwa razy - po publikacjach "Rz" na temat jego relacji z Sobiesiakiem i po ujawnieniu zeznań Sobiesiaka ("mówiłem, że robią ze mnie bandytę."). Teraz okazuje się, że rozmawiali też w dniu przesłuchania biznesmena (11 lutego) i tydzień później - w dniu przesłuchania Rosoła.

- Ja już tą sprawą kompletnie się nie interesuję. Jestem poza polityką i jest mi z tym dobrze - mówi Rosół, gdy pytamy go o te rozmowy. Po chwili jednak wyjaśnia: - 11 lutego dzwoniłem do Sobiesiaka, ale nie odebrał połączenia. Chciałem od niego uzyskać zaświadczenie na temat swojego pobytu w jego ośrodku w Zieleńcu, ponieważ pan Kamiński oskarżał mnie, że byłem tam z całą rodziną i nie płaciłem. Ale w rzeczywistości byłem z kolegą i płaciłem za pobyt. 18 zadzwoniłem, ale już po złożeniu zeznań przed komisją. Powiedziałem jedno zdanie: "nie wyparłem się, że ciebie znam".

Rosół dodaje, że telefonował do Sobiesiaka również 16 lutego. - Dziwię się, że nie ma tego w billingach. Nie ukrywałem tych rozmów, zawsze dzwoniłem z numeru, który mam od 5 lat. To był dzień, w którym ukazała się kolejna publikacja przedstawiająca mnie jako osobę załatwiającą interesy Sobiesiaka. W ten sposób odreagowywałem takie oskarżenia, pytałem, co jeszcze o sobie przeczytam - mówi.

Afera hazardowa wybuchła 1 października 2009 r., gdy "Rzeczpospolita" opublikowała tajne materiały CBA na temat kontaktów czołowych polityków PO (szefa klubu Zbigniewa Chlebowskiego i ministra sportu Mirosława Drzewieckiego) z Ryszardem Sobiesiakiem, biznesmenem branży hazardowej. Według CBA politycy mieli forsować korzystne dla właścicieli automatów do gier zapisy w ustawie hazardowej. CBA alarmowało też, że nastąpił przeciek informacji o prowadzonej przez Biuro operacji. Po ujawnieniu afery premier Tusk zdymisjonował siedmiu ministrów i szefa CBA Mariusza Kamińskiego. W listopadzie 2009 r. do zbadania tej sprawy Sejm powołał komisję śledczą.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':