Debata Kaczyński - Komorowski: stenogram debaty + wideo;
wynik: 208 do 184 dla Komorowskiego - opinie publicystów;
komentarze: ekspertów, polityków, internautów.
Premier Kaczyński zarzucał kiedyś polskim politykom, że się brali na lep pochlebstw, poklepywań po ramieniu i innych błyskotek zamiast walczyć pryncypialnie o polską rację stanu. Określał to jako "prowadzenie polityki na czworakach". Teraz okazało się, że błyskotkę "Polska jest wielkim narodem" traktuje z powagą. I na dodatek: skąd wiadomo, że takimi samymi błyskotkami nie byli obdarowywani inni premierzy i ministrowie.
Kompetencje prezydenta to głównie armia i polityka zagraniczna. Choć
PiS i prezydent
Lech Kaczyński tak wielką wagę przywiązywał do podtrzymywania specjalnych dobrych relacji z krajami b. ZSRR, choć szczególnie o nie zabiegali, b. premier Kaczyński wypalił, że będzie omawiał sytuację na Białorusi z prezydentem Rosji. Gdyby coś takiego powiedział polityk Platformy PiS by im powiedział, że już Lenin mówił o samostanowieniu narodów. PiSby twierdził, że to dowód na zdradę PO. Padały by "ciężkie słowa".
Prezes Kaczyński nie miał też przemyślanego żadnego przesłania. Skoro się zmienił, powinien powiedzieć w dwóch słowach, na czym ta zmiana polega i czego nie będzie robił, mówił. Tym czasem ogólny wydźwięk jego wypowiedzi był taki jak zwykle: winna jest PO. To zrozumiałe jak się jest liderem partii opozycyjnej, ale nie wtedy kiedy człowiek chce być bezpartyjnym przecież prezydentem. Na dodatek gdy kandydat startuje jako zmieniony człowiek. Co szkodziło powiedzieć wyraźnie, że świat wpadł w potężny kryzys, że PO miała ten niefart, że wypadł na okres jej rządów i że Polska (Polska, nie Platforma) poradziła sobie świetnie? Zamiast tych słów prezes PiS wgłębiał się w szczegóły. Dziwił się, że rząd obciął stałe pieniądze na armię, choć przecież musiał ciąć wydatki.
Komorowski miał całość przemyślaną. Podkreślał swoją chęć do współpracy, porozumienia. Podawał przykłady: wysunięcie Belki do
NBP, Koziej pozostanie w BBN. Zaprzeczył swojej zasłużonej ksywce "Bronisław wpadka Komorowski". Poruszał się z ogromną swobodą pośród liczb, faktów i ustaw. Czasem trącił demagogią. To że nauczyciele dostają takie same pieniądze bez względu na to czy są z wielkopolski czy z Rzeszowa to nie jest dowód na brak zróżnicowania w rozwoju regionów.
Marszałek był nieco głuchy, gdy mowa była o katastrofie smoleńskiej. Podkreślił, że on też w samolocie miał przyjaciół. Ale miał przed sobą człowieka, któremu w tej katastrofie zginęli osoby najbliższe. Jakiś ludzkich słów tu marszałkowi zabrakło.
Kto by nie był przyszłym prezydentem powinien przyrzec, że zbada do końca przyczyny katastrofy leżące po stronie polskich władz. Kancelarii Prezydenta, Kancelarii Premiera.
Czegoś się chyba wyborcy z tej debaty dowiedzieli. Co do prezesa Kaczyńskiego - zobaczyli polityka tego, którego znali przez ostatnie lata. Zmęczonego, zgaszonego, który z łatwością coś palnie. Owszem, Kaczyński nie używa wyzwisk, dzieli łagodniej. Nic nie mówił już, kto jest z górnej półki, kto z dolnej.
Komorowski wyborcom zaoferował prezydenturę nieuraźliwą, zachęcającą do współpracy. Nie był jak w dowcipach internetowych gajowym, starcem z zamierzchłej epoki PRL. Nie opowiadał o pryczach więziennych. Był konkretnie z dzisiejszej Polski.