http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Łowcy nieszczęść z zarzutami

Marcin Kobiałka
2010-06-28, ostatnia aktualizacja 2010-06-27 18:52

Prokuratura i policja wreszcie zajęły się handlem nazwiskami ofiar wypadków drogowych. Zarzuty postawiono policjantom i agentom jednej z największych firm odszkodowawczych

rys. Jacek Gawłowski
rys. Jacek Gawłowski
Od stycznia śledztwo w sprawie bezprawnego przekazywania agentom kancelarii Europejskie Centrum Odszkodowań (EuCO) z Legnicy nazwisk ofiar wypadków i kolizji drogowych w tajemnicy prowadziła Prokuratura Apelacyjna w Rzeszowie. Materiały dostała z Biura Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji (policja w policji), która wpadła na trop nieuczciwych funkcjonariuszy. Śledczy właśnie postawili zarzuty pięciu policjantom, jednemu byłemu i trzem agentom EuCO.

- Proceder odbywa się na masową skalę - ocenia prowadzący śledztwo prokurator Piotr Dynia.

Znajomości zostają

28-letni Łukasz W. był obiecującym funkcjonariuszem drogówki w Stalowej Woli. Szykowano go nawet na naczelnika wydziału. Dwa lata temu z kolegą z pracy wygrał mistrzostwa Polski w ratownictwie medycznym. Nieoczekiwanie w sierpniu zeszłego roku - zaledwie po ośmiu latach pracy - odszedł z policji.

Łukasz W. mówił zdziwionym kolegom: - Za tak śmieszne pieniądze nie będę pracował. Zakładam własną firmę.

W maju tego roku po W. przyjechali funkcjonariusze Biura Spraw Wewnętrznych. Zabrali go na postawienie zarzutów do Prokuratury Apelacyjnej w Rzeszowie. Prokuratura twierdzi, że Łukasz W. namawiał policjantów drogówki, by przekazywali mu nazwiska ofiar wypadków i kolizji drogowych. Do czego były mu to potrzebne? Po odejściu z policji został agentem Europejskiego Centrum Odszkodowań. Godzinami przeglądał internetową stronę policyjną w poszukiwaniu klientów. - Śledził informacje o wypadkach - mówi nasz informator.

Potem telefonował do dawnych kolegów, by podali mu nazwiska poszkodowanych.

EuCO w imieniu ofiar różnych zdarzeń walczy o odszkodowania od towarzystw ubezpieczeniowych. Chwali się, że pomogło już prawie 40 tysiącom osób. Dla EuCO pracuje ponad 10 tys. agentów. Ci, którzy podpisują z nim umowę, często muszą oddać kancelarii nawet 40 proc. całego odszkodowania.

Zawieszeni, ale pracują

Łukasz W. nie jest jedynym, któremu przedstawiono zarzuty. Usłyszała je również jego koleżanka z pracy Urszula S. Oboje prowadzą biuro EuCO w Stalowej Woli. Zarzuty ma również Lucyna F., agentka EuCO z Krosna, oraz Marek P. agent z Rzeszowa.

Prokuratura twierdzi, że i oni dostawali nazwiska ofiar od policjantów drogówki: dwóch funkcjonariuszy ze Stalowej Woli Witolda K. i Piotra K., Dominika W. z Niska, Ryszarda H. z Krosna i Marcina P. z Komendy Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie.

Ten ostatni jest bratem agenta EuCO Marka P.

Wszyscy policjanci zostali zawieszeni. - Taryfy ulgowej nie będzie. Jeżeli zarzuty się potwierdzą w sądzie, to stracą pracę - zapewniał nas kilka dni temu Paweł Międlar z podkarpackiej policji.

Prokuratura zabroniła również pracować agentom Łukaszowi W. i Urszuli S. Ich przełożeni twierdzą, że cała czwórka została zawieszona.

- Zarzuty, które zostały postawione agentom, są sprzeczne z kodeksem etycznym Europejskiego Centrum Odszkodowań, który musi być bezwzględnie przestrzegany przez wszystkich pracowników spółki, a także stanowią naruszenie umowy agencyjnej - mówi "Gazecie" Damian Kuraś, rzecznik EuCO.

Czy rzeczywiście agenci nie pracują. Dzwonię do Urszuli S. Mówię, że chciałbym z EuCO współpracować. Rozmowę nagrywam. Kobieta zaprasza mnie na czwartek do biura na rozmowę. Potem mam przejść szkolenie, a następnie mam do EuCO dostarczać umowy z ofiarami wypadków.

Dzwonię do Łukasza W. Przedstawiam mu się jako dziennikarz "Gazety". Pytam go, czy nie chciałby porozmawiać o prokuratorskim śledztwie, w którym dostał zarzuty. Odmawia.

- Ale wciąż pracuje pan w EuCO? - pytam go na koniec.

- Wykonuję teraz dla tej firmy określone zadania - potwierdza W.

Damian Mirecki, szef Wydziału Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji w Prokuraturze Apelacyjnej w Rzeszowie: - Jeśli ci ludzie pracują, to na pewno to zbadamy. Wobec nich mogą być zastosowane surowsze środki zapobiegawcze i mogą być surowiej ukarani przez sąd.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':