http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Bitwa o (tłustą) Brytanię

Jacek Pawlicki
2010-06-28, ostatnia aktualizacja 2010-06-27 11:57

17 letni Dilkhush Patel waży prawie 250 kilogramów. We wtorek założono mu na żołądek specjalna opaskę, która ma sprawić, że chłopak schudnie.
17 letni Dilkhush Patel waży prawie 250 kilogramów. We wtorek założono mu na żołądek specjalna opaskę, która ma sprawić, że chłopak schudnie.
Fot. Ajit Solanki AP

Junk food przyczynia się do śmierci co najmniej 40 tys. Brytyjczyków rocznie. Aby temu zapobiegać, rząd powinien m.in. dopłacać do zdrowej żywności i ograniczyć reklamy tej niezdrowej

Tak twierdzą eksperci brytyjskiego Narodowego Instytutu Zdrowia i Doskonałości Klinicznej (NICE). Wypowiedzieli oni właśnie na Wyspach kolejną już wojnę przeciwko tzw. śmieciowemu jedzeniu, czyli m.in. hamburgerom, frytkom, gotowym do spożycia kanapkom i sprzedawanym na masową skalę w supermarketach gotowym daniom.

W opublikowanym przed kilkoma dniami raporcie ten doradzający rządowi instytut twierdzi, że z powodu chorób serca i wylewów wywołanych m.in. niezdrowym trybem życia (w tym spożyciem junk foodu) w Wielkiej Brytanii umiera rocznie 150 tys. ludzi. Zdaniem ekspertów NICE aż 40 tys. zgonów z tych 150 tys. dałoby się zapobiec, gdyby wprowadzić postulowane przez NICE wytyczne dotyczące śmieciowej żywności.

Kluczowe byłoby przeforsowanie zakazu stosowania sztucznych tłuszczów typu trans powodujących wzrost stężenia we krwi "złego" cholesterolu i prowadzących do chorób serca. Występują one w batonikach, chipsach czy fast foodach. Jak dotąd tylko dwa kraje - Dania i Kanada - zakazały stosowania tego typu tłuszczów. Brytyjskie środowisko medyczne debatuje na ten temat od 2005 r. (wtedy to temat junk foodu pojawił się w kampanii wyborczej), ale zakazu nie udało się wprowadzić.

Instytut Zdrowia nie ogranicza się jednak tylko do listy zakazów i nakazów; zachęca też rząd, by aktywnie promował zdrową żywność i zmieniał przyzwyczajenia Brytyjczyków. Proponuje np., by produkty z małą zawartością soli i tłuszczu sprzedawano taniej niż tradycyjne, nawet jeśli oznaczałoby to konieczność subsydiowania ich przez rząd.

Zdaniem ekspertów nafaszerowane solą i tłuszczem hamburgery, frytki i kanapki są jak bomba z opóźnionym zapłonem. Zeszłoroczne badanie jednej z brytyjskich organizacji konsumenckich wykazało, że popularne na Wyspach gotowe kanapki zawierają tyle soli, ile dziewięć paczek ziemniaczanych chipsów. Według NICE statystyczny Brytyjczyk zjada osiem gramów soli dziennie, gdy do normalnego funkcjonowania wystarcza jeden gram.

- Nie chodzi tylko o to, by ludzie wybierali sałatę zamiast frytek, ale by się upewnić, że sięgną po frytki rzadziej - tłumaczy dziennikowi "Daily Telegraph" filozofię nowych wytycznych prof. Mike Kelly, dyrektor zdrowia publicznego NICE. I tak instytut proponuje, by reklamy niezdrowej żywności (np. popularnych sieci fast foodów) pojawiały się dopiero po 21, a prawo zabraniało otwierania większej liczby punktów ze sprzedażą takiego jedzenia w pobliżu szkół. Eksperci NICE chcieliby też, by stołówki w sektorze publicznym wydawały zdrowsze posiłki, zaś władze ujawniły wszystkie przypadki lobbingu rządowych agencji ze strony wielkich producentów napojów i żywności.

Komentatorzy podkreślają, że batalia o zdrowsze odżywianie się jest konieczne, bo ośmiu na dziesięciu mężczyzn i siedmiu na dziesięć kobiet na Wyspach do 2020 r. grozi otyłość. Walka z nią nie jest łatwa choćby dlatego, że Brytyjczycy mają wielką słabość do śmieciowego jedzenia. Z międzynarodowego sondażu BBC sprzed dwóch lat wynika, że ponad 40 proc. obywateli uważa, że hamburgery czy frytki są zbyt smaczne, by mieli wycofać je z diety.

Opór będzie też stawiać fastfoodowa branża, bo w grę wchodzą ogromne pieniądze. British Sandwich Association, czyli stowarzyszenie zrzeszające producentów kanapek, szacuje, że co roku Brytyjczycy wydają aż 5,5 mld funtów na gotowe kanapki sprzedawane w sklepach i barach.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 9 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':