Sprawę ujawniła wczorajsza "Rzeczpospolita". Wiktora Ryżenkę, pomocnika szefa kontroli lotów na lotnisku Siewiernyj pod Smoleńskiem, przesłuchiwano w dniu tragedii (10 kwietnia, gdy samolot rozbił się z polską delegacją na pokładzie) między godz. 14 a 16.
Z akt wynika, że przesłuchanie prowadziło dwóch prokuratorów. Każdy na własną rękę. Zeznania kontrolera z obu przesłuchań nie pokrywają się. W pierwszym twierdzi on, że wydał polecenie przerwania lądowania (komenda: "Horyzont!"), gdy samolot był kilometr od lotniska. W drugim podaje odległość 1,7 km. W pierwszym Ryżenko twierdzi, że w chwili wydawania komendy widział samolot na monitorze radaru. W drugim, że obraz zniknął.
Płk Zbigniew Rzepa z Naczelnej Prokuratury Wojskowej (która bada sprawę wypadku) nie chciał wczoraj powiedzieć, czy sprzeczne zeznania kontrolera są dla polskich śledczych istotne, ani skomentować, co mogą one oznaczać.
Według jednego z pilotów 36. pułku lotniczego (do którego należał samolot) może to być dowód obciążający rosyjskich kontrolerów - że błędnie naprowadzali samolot. Ten sam pilot wskazywał wcześniej, że w ujawnionym niedawno stenogramie rozmów z kokpitu tupolewa służby kontrolne obciąża komunikat: "na kursie i na ścieżce", bo utwierdzał pilotów w przekonaniu, że prawidłowo podchodzą do lądowania, choć nie znajdowali się w osi pasa i na bezpiecznej wysokości.
Rzeczniczka prokuratora generalnego Rosji Marina Griedniewa powiedziała nam wczoraj po południu, że jej instytucja może wyjaśnić sprzeczności w protokołach, tylko badając je w trybie nadzoru nad podległym jej Komitetem Śledczym.
W samej służbie prasowej KŚ na pytanie, czy w Rosji przyjęte jest przeprowadzanie przesłuchań przez więcej niż jednego prokuratora, z których każdy prowadzi swój protokół, odpowiedziano nam, że procedury przyjęte tam są tajne.
- Procedury przesłuchań są precyzyjnie opisane w kodeksie karnym. Tajne więc być nie mogą. Bardzo dziwne i niespotykane jest to, że tego samego kontrolera lotów przesłuchiwało jednocześnie dwóch prokuratorów, przy czym każdy z nich protokołował na własną rękę, a w sporządzonych przez nich dokumentach są sprzeczności. Tego się u nas nie praktykuje - powiedział nam doświadczony prokurator wojskowy Anatolij Jabłokow.
Źródło: Gazeta Wyborcza