- Nie mówcie, że to mało - protestuje Agnieszka Chłoń-Domińczak, była wiceminister pracy, która urlop ojcowski wprowadziła do polskiego prawa. - Jak na te kilka miesięcy to superwynik.
Chodzi o tydzień płatnego urlopu tylko dla ojców. Wprowadzono go w styczniu m.in. dzięki akcji "Gazety". Nazwaliśmy go żartobliwie tacierzyńskim, ale wśród ojców przyjęło się inne określenie - "tatowy".
Taki urlop można wziąć w ciągu 12 miesięcy od urodzenia dziecka. Jednak wiele osób o nowym prawie jeszcze nie wie, a np. żołnierze nie mogą go wziąć, bo prawo im na to nie pozwala. Według
ZUS w styczniu na ojcowskim było tylko 75 mężczyzn, ale w maju - już 1,6 tys. W czerwcu może być ponad 2 tys.
Kto idzie na ojcowski? Bokser Krzysztof "Diablo" Włodarczyk uważa, że to doskonały wynalazek. Teraz ma ośmioletniego Czarka, a po majowej wygranej walce o mistrzostwo świata federacji WBC żona obiecała mu drugie dziecko. - Zmiana pieluch to żaden wstyd. To męskie - powtarza bokser kolegom.
Trener piłkarski
Maciej Skorża, gdy odszedł w marcu z Wisły Kraków, ogłosił: - Poświęcam czas rodzinie. Idę na tacierzyński.
Na ojcowski poszło już ponad 200 policjantów w całym kraju. Nadkom. Mariusz Ciarka z KWP w Krakowie przez tydzień zajmował się dwoma synami. - Dzięki temu, gdy wychodzimy z żoną do pracy, to nie płaczą tylko za nią, ale tęsknią też za mną - mówił z dumą "Gazecie".
Jak ten urlop popularyzować? Socjologowie i specjaliści od polityki społecznej wymieniają: promocja, kampanie, billboardy na ulicach. W latach 70. w Szwecji do urlopów ojcowskich namawiał znany siłacz z dzieckiem na ręku. Dziś z ojcowskich korzysta tam ponad 80 proc. ojców.
Nasz rząd rozważa przeznaczenie na podobną kampanię pieniędzy z UE. Decyzja jeszcze w tym roku. Chłoń-Domińczak: - Najbardziej skuteczna promocja będzie wtedy, gdy jeden ojciec powie drugiemu: "Słuchaj, byłem z dzieckiem na tacierzyńskim. Wiesz, jaka to frajda?". Niech mężczyźni mówią, co im przeszkadza, co zmienić. Tylko wtedy upadnie stereotyp, że żona jest od domu, a mąż od zarabiania.
W naszej redakcji ostatnio przybyło kilku młodych ojców. Co im dokucza? Wszyscy przede wszystkim apelują do... kobiet - do pielęgniarek, położnych, sprzedawczyń w aptece, sklepie, przedszkolanek: Dostrzegajcie nas.
Kolega nr 1: - Byłem z żoną i dwumiesięcznym synkiem u ortopedy. Lekarka zwracała się tylko do żony: „Mamusia teraz przewinie bobaska”. To nic, że ja przewijałem. Ona swoje: „Teraz mamusia położy bobaska na boczek, a teraz weźmie bobaska na rączki”.
Kolega nr 2: - Odbieram córkę z przedszkola. A opiekunka krzyczy: „Proszę powiedzieć żonie, żeby dała jutro dziecku czepek, bo na basen idziemy”.
Na liście postulatów ojców jest też apel do wydawców i autorów bajek.
Kolega nr 3: - Dlaczego w każdej bajce zwierzątkiem opiekuje się mama sroczka, mama wiewiórka, mama słonica? Czy te zwierzaki wykwitły z pączków? Ojca w ogóle im nie potrzeba?
A w jednej z bajek ojciec lew wpadł do domu, rzucił jedzenie i... zniknął na miesiąc albo dwa.
Po co ten urlop Żeby ojciec pobył trochę z dzieckiem sam na sam. Żeby mógł powiedzieć, że je zna. I jest z nim więcej niż pięć-osiem minut dziennie (bo taka według badań jest polska średnia). Mężczyzna dzięki urlopowi ojcowskiemu zrozumie też, że opieka nad dzieckiem to ciężka harówka. I inaczej spojrzy na swoją żonę lub partnerkę, która łączy pracę z opieką nad dzieckiem.
Aby mężczyzna mógł wykazać się w roli ojca, potrzebne jest jednak dziecko. A o to nie łatwo.
We Francji przeciętna kobieta rodzi dwójkę dzieci. Polski wskaźnik to 1,3-1,4 - jest niemal najniższy w Europie. Polki obawiają się że nie będą miały z kim zostawić dziecka.
Już dwa lata czekamy, aż Sejm przegłosuje ustawę ułatwiającą zakładanie żłobków (dziś chodzi do nich tylko 2 proc. dzieci) czy ułatwienia w zatrudnianiu niań. I nic.
Politycy o rodzinie przypominają sobie tylko w czasie kampanii. Po wyborach zapominają.