http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Groźne prędkości Europy

Tomasz Bielecki, Bruksela
2010-06-23, ostatnia aktualizacja 2010-06-22 18:49

Czy Polsce uda się zapobiec Europie "kilku prędkości", w której najsilniejsi gracze UE tworzą odrębny klub z pokusą narzucania reguł słabszym? Najnowsza groźba to pomysł podziału Unii na trzy grupy krajów, które różniłyby się stopniem integracji oraz metodami walki z kryzysem.


Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Kraje Unii dość chaotycznie szukają sposobów na wzmocnienie koordynacji gospodarczej i politycznej mającej zapobiec powtórce z greckiego kryzysu. A skoro traktat lizboński nie daje - jak przekonuje wielu polityków - dostatecznych instrumentów do wspólnej walki z kryzysem, to kraje coraz bardziej improwizują: naciągają prawo bądź marginalizują instytucje wspólnotowe tak jak w przypadku powołanego niedawno funduszu ratunkowego dla eurolandu (wartego 44 mld euro).

Osłabienie Komisji Europejskiej oraz innych instytucji UE otwiera drogę do twardej gry najzasobniejszych państw bez szczególnego oglądania się na głos całej Unii, który powinni wyrażać komisarze oraz europarlament. Ponadto kryzys sprawia, że porozumienia między rządami coraz bardziej dominują nad prawem wspólnotowym, a wiatru w żagle nabierają rzecznicy zacieśniania integracji w ramach "twardego trzonu" Unii opartego na krajach unii walutowej. To grozi marginalizacją Polski oraz innych państw spoza eurolandu. Prawie na pewno utrudniłoby też ich wstąpienie do strefy euro.

- Unia nie może wysyłać światu sygnałów, że się dzieli. W czasach kryzysu to nie pomaga, lecz podważa jej wiarygodność - mówi minister ds. europejskich Mikołaj Dowgielewicz.

Jednak pomysł "twardego trzonu" wydaje się niezniszczalny. Choć wskutek oporów Berlina (wspieranego protestami Polaków) Francuzi odpuścili przed tygodniem pomysł szybkiego powołania odrębnej rady eurolandu, ale na stole jest już nowa propozycja reformowania UE - tym razem podzielonej na trzy grupy. To głównie zasługa Brytyjczyków, którzy na szczycie w ubiegłym tygodniu zapowiedzieli weto przeciw pomysłowi nakładania politycznych oraz finansowych kar na kraje psujące budżet.

- Wprawdzie szczyt UE ogólnikowo zgodził się na zachęty i sankcje, ale prawdziwa debata dopiero przed nami. Zobaczymy dopiero jesienią, co z tego wyniknie - tłumaczy Janis Emmanulidis z European Policy Centre.

Brytyjczycy są też niechętni wzajemnej ocenie planów budżetowych przez kraje UE. - Francja chciała reform w ramach 16 krajów euro, a Niemcy mówiły o wspólnocie 27 krajów. Brytyjski sprzeciw to kij w szprychy Berlina i stąd pomysł podziału na trzy grupy - mówi unijny dyplomata.

Polska wylądowałaby w drugiej grupie - krajów aspirujących do przyjęcia euro, godzących się na zaostrzone sankcje za brak dyscypliny budżetowej oraz potrafiących nadążyć za celami rozwojowymi wyznaczanymi przez Unię. Grupę trzecią stanowiłaby Wielka Brytania oraz kraje spoza eurolandu, które nie mają ochoty na pogłębianie systemu zarządzania gospodarczego, nie chcą poddawać się sankcjom oraz nie mają ochoty spowiadać się z planów budżetowych.

Elitarna grupa pierwsza byłaby tożsama z krajami eurolandu, gdzie najsurowiej karano by za łamanie dyscypliny budżetowej i najsilniej kontrolowano by projekty budżetowe. Niemcy domagają się nawet karnego odbierania głosu maruderom i prą do zmian traktatów, które pozwoliłyby na wyrzucenie ich ze strefy euro.

O ile pogłębiona współpraca krajów euro jest uzasadniona unią walutową, to oficjalne dzielenie UE na nowe grupy może być kamuflażem dla podziałów politycznych i zachętą do tworzenia nowych instytucji odrębnych dla różnych klubów. - Nicolas Sarkozy pewnie wróci do postulatu odrębnej rady dla eurolandu - słychać w Brukseli. Prezydent Francji dość gwałtownie ścierał się w tej sprawie z Donaldem Tuskiem. I może wkrótce wrócić do ponownych targów z Angelą Merkel.

Czy nie można zatrzymać rozwarstwiania UE? - To bardzo trudne. Lepiej szybko reformować gospodarkę, aby jak najmniej odpaść do unijnej czołówki. I móc "wskoczyć" do strefy euro - mówi polski dyplomata.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':