http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Futbolowe Babcie z Południowej Afryki

Wojciech Jagielski, Tzaneen-Limpopo
2010-06-23, ostatnia aktualizacja 2010-06-22 16:16

Drużyna Babcie z Limpopo na stadionie w Johannesburgu
Drużyna Babcie z Limpopo na stadionie w Johannesburgu
Fot. Krzysztof Miller / Agencja Gazeta

W rodzinnej wiosce Nkowankowa nosi przydomek "Maradona", bo tak jak sławny argentyński piłkarz ogrywa rywali na boisku i strzela gole. Naprawdę nazywa się Chrestina Machebe, ma 62 lata i jest babką 11 wnucząt

Drużyna Babcie z Limpopo na stadionie w Johannesburgu
Fot. Krzysztof Miller / Agencja Gazeta
Drużyna Babcie z Limpopo na stadionie w Johannesburgu
Drużyna Babcie z Limpopo na stadionie w Johannesburgu
Fot. Krzysztof Miller / Agencja Gazeta
Drużyna Babcie z Limpopo na stadionie w Johannesburgu
ZOBACZ TAKŻE
Drużyna, w której gra, nosi nazwę Vakhegula Vakhegula, co w mowie Tsonga oznacza "Babcie". Założyła ją przed pięciu laty dziennikarka Beka Ntsanwisi. - Zachorowałam na raka płuc, trafiłam do szpitala. Moja terapia się powiodła, ale wróciłam do domu ledwie żywa - opowiada Ntsanwisi. - Wychudłam, straciłam siły, chęć do życia. Znajoma lekarka ostrzegła mnie, że muszę coś z sobą zrobić, zacząć uprawiać sport, zmusić ciało, by odżyło.

W szpitalu spotykała wiele kobiet z Limpopo - schorowanych, starych, tak samo jak ona nieumiejących odnaleźć radości życia. Któregoś dnia, wracając ze szpitala, Ntsanwisi postanowiła, że namówi je, by grać wspólnie w piłkę nożną.

- Zrazu było ciężko. Wstydziły się, bały kpin, mówiły: co ludzie powiedzą - mówi Ntsanwisi. Kiedy przekonała w końcu sąsiadki do gry w futbol, zderzyła się z kolejnym problemem. Kobiety zgodziły się gimnastykować na boisku, kopać piłkę, ale za nic nie chciały włożyć sportowych strojów. Opór i salwy wstydliwego chichotu budziły przede wszystkim namowy, by grać w krótkich spodenkach.

- Przekonały się, kiedy zaczęłyśmy rozgrywać mecze - wspomina Ntsanwisi. - Nogi plątały im się w długich spódnicach, potykały się, upadały. W końcu, gdy rozsmakowały już w piłce nożnej, przystały na te spodenki.

Dziś w drużynie Babcie gra prawie 100 zawodniczek. Najstarsza Nora Makhubela ma 83 lata i przeżyła sześć wylewów. Najmłodsza Nari Baloyi dobiega 50. Była jedną z pierwszych, jakie odważyły się kopać piłkę na boisku, więc Ntsanwisi nie ma sumienia wyrzucić jej z drużyny. Baloyi jest bowiem za młoda, by w niej grać. - Przyjmujemy tylko babcie po 60. - wyjaśnia Ntsanwisi.

Babcie trenują dwa razy w tygodniu, we wtorki i w czwartki. - Ale czasami zbierają się też w inne dni i wydzwaniają do mnie do domu, bym przychodził z nimi grać - mówi David Maake, były piłkarz, który dał namówić się Bece do zrobienia z babć piłkarskiej drużyny. - Ćwiczymy głównie gimnastykę, ale jak przychodzi do gry, kopią tak zawzięcie, że muszę je hamować, by nie zrobiły sobie krzywdy.

Przed rozpoczęciem treningów i meczów Babcie śpiewają pieśni, w których wynoszą pod niebiosa Bekę Ntsanwisi. - Dała mi nowe życie - mówi Chrestina "Maradona" Machebe, poza boiskiem krawcowa. - Zanim zaczęłam przychodzić na treningi, ledwie się ruszałam. Powłóczyłam nogami, roztyłam się. Teraz biegam jak antylopa. Chcesz się ścigać?

Beka Ntsanwisi twierdzi, że uprawiając sport, jej podopieczne odzyskały nie tylko wigor i sprawność, ale także lepiej znoszą dolegliwości serca czy podwyższone ciśnienie. - Nawet lekarze dziwią się, że moje Babcie mają się tak dobrze.

- Odkąd gram, czuję się silniejsza i zdrowsza, spadło mi ciśnienie - podkreśla Machebe. - Kiedyś cierpiałam na bezsenność, dziś, szczególnie po treningach i meczach, śpię jak niemowlę.

Kiedy wieść o kopiących piłkę Babciach rozeszła się po Limpopo, Beka Ntsanwisi nie mogła opędzić się od kobiet z innych miasteczek błagających ją, by także u nich zorganizowała piłkarskie drużyny. Nie potrafiła odmawiać. W rezultacie stworzyła w Limpopo osiem drużyn babć i stała się właścicielką oraz szefową piłkarskiej ligi weteranek Top Eight. Wielka Ósemka dwa razy w roku rozgrywa turnieje o mistrzostwo, na ich mecze przychodzą kibice z wuwuzelami i zagrzewają do boju drużyny z sąsiedztwa.

Przed rozpoczęciem piłkarskich mistrzostw świata w RPA, które po raz pierwszy rozgrywane są na afrykańskim kontynencie, rozochocone Babcie zgłosiły się do władz, by pozwoliły im rozegrać mecz podczas oficjalnej inauguracji mundialu. Rządowi z Pretorii pomysł się spodobał, ale nie zgodziła się nań decydująca o wszystkim światowa piłkarska federacja FIFA.

- Szkoda, zobaczyłby nas cały świat i może łatwiej byłoby mi zdobyć pieniądze na utrzymanie drużyny i ligi - narzeka Beka Ntsanwisi opłacająca z własnej kieszeni treningi, mecze, sprzęt do gry. Udało jej się namówić przyjaciół w Kanadzie, by znaleźli mecenasa, który opłaci podróż i pobyt Babć w Ameryce. Na jej podbój wyruszą jeszcze jesienią.

W przyszłym roku Beka Ntsanwisi chce zaś urządzić w Limpopo pierwsze piłkarskie mistrzostwa świata babć: - Rozegramy zawody, nawet jeśli miałyby przyjechać dwie, trzy drużyny. Poradzimy sobie z pewnością lepiej niż drużyna Południowej Afryki na turnieju mężczyzn.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':