W piątek zbierze się Rada Naczelna
PSL, aby przedyskutować warunki, pod jakimi PSL poparłoby Bronisława Komorowskiego albo Jarosława Kaczyńskiego w II turze. Jak powiedział wczoraj Waldemar Pawlak, "lista najważniejszych spraw" zostanie przekazana obu kandydatom i od odpowiedzi uzależnione jest ewentualne poparcie. Jednak część posłów ludowców nalega na jak najszybsze rozliczenie zakończonej dla Pawlaka kampanii. Szef PSL, którego przed wyborami kreowano jako polityka, który może być "trzecią siłą", zdobył 1,8 proc. głosów.
W wieczór wyborczy Waldemar Pawlak mówił o swoim ugrupowaniu: "Jak widać, wybory prezydenckie to nie nasza specjalność", a minister rolnictwa
Marek Sawicki zapewniał, że "w Stronnictwie nie ma nastrojów rewolucyjnych".
Ale już wczoraj rano poseł
Janusz Piechociński powiedział Informacyjnej Agencji Radiowej, że taka sytuacja powinna rodzić konsekwencje. - Wynik jest fatalny, żaden z celów stawianych przez ludowców nie został osiągnięty - stwierdził.
Jego zdaniem Pawlak powinien jak najszybciej złożyć wniosek o wotum zaufania. Piechociński argumentuje, że wbrew przekonaniu o tym, że wybory zamieniły się w plebiscyt między Komorowskim a Kaczyńskim, jest miejsce dla kandydata PSL. Świadczyć może o tym niedzielny wynik Michała Boszki, który wygrał z kandydatem PiS w wyborach uzupełniających do Senatu w okręgu płockim. Wcześniej Piechociński twierdził, że Pawlak, gdy zgodził się na kandydowanie, obiecywał wynik wyborczy w granicach 10 proc.
- Nie można było liczyć na Janusza przed wyborami, można liczyć po, nie można było liczyć na pozytywne zaangażowanie, można liczyć na negatywne - odpowiadał wczoraj wyraźnie zirytowany Pawlak.
- Rozumiem szok, jakim był wynik wyborczy uzyskany przez kandydata, ale moim zdaniem o rozliczeniach powinniśmy mówić po wyborach samorządowych, bo te wybory oraz wybory parlamentarne są najważniejsze dla partii - powiedział "Gazecie" poseł Eugeniusz Kłopotek.
Ludowcy w rozmaity sposób przedstawiają przyczyny porażki. Według nich ich programowi brakowało wyrazistości, a kandydat nie był w stanie zmobilizować elektoratu. Ludowcy mają też pretensje do telewizji publicznej, że nie pokazywała ich kandydata dlatego, żeby nie odbierał głosów Jarosławowi Kaczyńskiemu. Dla niektórych powodem klęski Pawlaka jest "brak wyrazistości PSL w koalicji z PO".
- To oczywiste, że musimy zmienić relacje w koalicji - uważa Kłopotek. I dodaje: - Jesteśmy w sytuacji, że PO na tym zyskuje, a my nie.
Według części ludowców po wakacjach powinno dojść do spotkania kierownictw obu partii i ponownego przedyskutowania formuły koalicji. Najprawdopodobniej w relacjach PO i PSL może dojść do istotnej zmiany. Podczas wyborów samorządowych PSL wystawi osobną listę do sejmików wojewódzkich. Przypomnijmy, że blokowanie list PO z PSL wymuszone koalicją samorządową PiS-
Samoobrona-LPR było pierwszym wspólnym działaniem wyborczym obu partii. - To będzie sprawdzian, musimy działać na własny rachunek - twierdzi Kłopotek.
Działacze PSL alergicznie reagują na pogłoski o możliwości rozszerzenia koalicji o
SLD, o którego głosy elektoratu zabiega Komorowski.
Wczoraj poseł PO Janusz Palikot powiedział, że dla PO lepiej byłoby wejść w koalicję z SLD i dzięki temu zyskać poparcie Napieralskiego. - Mamy koalicję z PO, a nie z posłem Palikotem - odpowiedział Pawlak.
- Nikt nikogo na siłę w koalicji nie trzyma, jeśli PO chce z SLD, to ich sprawa - mówi Kłopotek. Dodaje, że jeśli doszłoby do koalicji PO z SLD, to nie będzie to koalicja z udziałem PSL.
Ale większość polityków PSL sceptycznie patrzy na możliwość koalicji PO z SLD. - Nie jestem przekonany, czy w obu partiach jest chęć do takiej koalicji i czy mogą na niej cokolwiek zyskać - powiedział nam Jarosław Kalinowski.