Sprawę nagłośnił ukazujący się na Florydzie "St. Petersburg Times", który dotarł do kilkunastu kobiet pracujących w See Org, liczącej ok. 6 tys. ludzi przybudówce sekty scjentologów skupiającej 6 mln ludzi. Jak ujawnił "St Petersburg Times", kobietom z See Org nie wolno było zachodzić w ciążę, bo bossowie byli święcie przekonani, że wychowywanie dzieci ograniczyłoby wydajność ich pracy dla sekty.
Gazeta opisuje przypadki Laury Dieckmann i Claire Headley, które złamały ten zakaz. Obydwie poddano wówczas potwornej presji, a przełożeni grozili im, że jeśli urodzą dzieci, zostaną skierowane do ciężkiej pracy fizycznej. Gdy w końcu się ugięły, pochwalono je za "poświęcenie na rzecz ratowania planety". Natychmiast po usunięciu ciąży wróciły do wykonywania obowiązków . Z kolei kobiety, które wytrzymały presję i urodziły dzieci, zostały zdegradowane, a ich przełożeni regularnie je upokarzali.
Dieckmann i Headley w końcu odeszły z sekty, a jej kierownictwu wytoczyły procesy. Scjentolodzy jednak zarzuty o zmuszanie wiernych do aborcji odrzucają.
See Org, gdzie dochodziło do szantażu, zajmuje się obsługą bieżącej działalności sekty na całym świecie . Jej pracownicy, wybierani spośród najbardziej lojalnych wyznawców, dbają o czystość w świątyniach, pomagają zbierać fundusze, badają też bilanse sekty i tropią jej krytyków. See Org funkcjonuje na podobnych hierarchicznych zasadach jak wojsko, a członkowie mieszkają w koszarach, których bez zgody przełożonych nie wolno im opuszczać. Nie wolno im też zawierać związków z ludźmi spoza organizacji.
Zmuszanie kobiet do aborcji to kolejny ujawniony w sekcie przypadek łamania praw człowieka. Wcześniej zarzucano jej, że poddaje członków praniu mózgu, wyłudza od nich pieniądze (często oszczędności całego życia), a tych, którzy postanowili opuścić szeregi wyznawców, prześladuje.
Źródło: Gazeta Wyborcza