28-letni Chalid Said z Aleksandrii, w niedzielę 6 czerwca po południu, jak zwykle wybrał się do kafejki internetowej w spokojnej dzielnicy miasta. Nagle do lokalu wpadło dwóch policjantów, zażądali dokumentów od wszystkich obecnych, po czym zaczęli ich rewidować.
Kiedy Chalid zaprotestował, uderzyli jego głową w kamienny stolik, potem wywlekli go na zewnątrz, gdzie na oczach przechodniów bili go, kopali, tłukli jego głową o schody i żelazne drzwi sąsiedniego budynku. Martwego już mężczyznę porzucili na ulicy.
Wezwana na posterunek rodzina usłyszała, że Chalid handlował narkotykami, a kiedy policjanci podeszli, żeby go aresztować, przestraszył się i połknął torebkę z narkotykami, którą miał przy sobie, zakrztusił się i zmarł. Identycznie brzmiało wydane kilka dni później oficjalne oświadczenie ministerstwa sprawiedliwości.
Być może sprawę, jak wiele podobnych w Egipcie, udałoby się zatuszować, gdyby ktoś przed pogrzebem nie sfotografował ciała Chalida i nie wrzucił zdjęcia do internetu.
Widać na nim kompletnie zmasakrowaną twarz, rozerwane usta, wybite zęby, siniaki i mnóstwo krwi.
Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Oburzeni Egipcjanie natychmiast stworzyli na Facebooku grupę "Wszyscy jesteśmy Chalidami", na której od dwóch tygodni skrzykują się na kolejne protesty w Kairze i w Aleksandrii.
Największy zwołali w ostatni weekend w Kairze, gdzie protestowało kilkaset osób. To dużo, zważywszy na obowiązujący w Egipcie od blisko 30 lat stan wyjątkowy, który zakazuje wszelkich zgromadzeń. Zostali brutalnie rozpędzeni przez policję, kilkadziesiąt osób aresztowano. - Radiowozy zatrzymały się na środku ulicy, policjanci wypadli z nich i bili na oślep, chłopaków, dziewczyny - opowiada Philip Rizk, filmowiec i obrońca praw człowieka. - Kiedy próbowałem nakręcić coś komórką, policjant uderzył mnie w twarz.
Młodzi ludzie dwoją się i troją, żeby ominąć zakaz. Kilka dni temu skrzyknęli się na tzw. cichy protest. O osiemnastej w Aleksandrii setki ubranych na czarno młodych ludzi stanęło, nieruchomo patrząc w stronę morza. - Skoro mówienie głośno wywołuje jeszcze większą przemoc, próbujemy wyrazić nasz gniew ciszą - napisał ktoś na Facebooku.
Brutalność policji to w Egipcie standard. Aresztowani są bici, torturowani i wykorzystywani seksualnie na posterunkach i w więzieniach, a oprawcy praktycznie zawsze pozostają bezkarni, bo ofiary boją się i wstydzą mówić. Według egipskich obrońców praw człowieka w egipskich akademiach
policyjnych i wojskowych kadeci nadal są uczeni, jak torturami wydobywać z podejrzanych zeznania.
Jednak tym razem wygląda na to, że brutalność policjantów, którzy zakatowali mężczyznę w biały dzień na oczach przechodniów, a także szokujące zdjęcie, które obiegło internet, wyczerpały cierpliwość Egipcjan. - Chalid stał się symbolem, protestujemy przeciwko torturom, które dla policji są zwykłą rutyną - mówiła jedna z organizatorek protestu Aida Sajf Ad-Dawla, szefowa centrum rehabilitacji ofiar przemocy Nadim.
Śmierć Chalida oburzyła też światowych obrońców praw człowieka. - Żądamy pełnego i niezależnego śledztwa w sprawie tego brutalnego morderstwa - oświadczyła Amnesty International, przypominając, że policjanci, którzy skatowali mężczyznę, nie zostali nawet zawieszeni w obowiązkach. Zaniepokojenie wyraził też Waszyngton. - Wzywamy egipskie władze do ukarania winnych, kimkolwiek są - oświadczył rzecznik departamentu stanu Philip Crowley. Póki co ministerstwo sprawiedliwości zleciło powtórną sekcję zwłok.