http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wolne szkoły po angielsku

Jacek Pawlicki
2010-06-21, ostatnia aktualizacja 2010-06-20 18:58

W Anglii ruszył program pozwalający na tworzenie prywatnych szkół za publiczne pieniądze. Co dla władz jest rewolucją w szkolnictwie, dla związkowców i opozycji - kupczeniem edukacją

Big Ben
Fot. Albert Zawada / AG
Big Ben
SONDAŻ
Prywatna szkoła to...

Wysoki poziom i grzeczne dzieci
Niski poziom i niegrzeczne dzieci
Zwykła szkoła, tyle, że płatna
Nie interesuje mnie to

Możliwość tworzenia tzw. wolnych szkół, czyli placówek oświatowych zakładanych przez grupy nauczycieli czy stowarzyszenia rodziców, a finansowych z publicznych pieniędzy, było sztandarową obietnicą wyborczą konserwatystów w dziedzinie edukacji. Wszystko wskazuje na to, że będzie jedną z tych najszybciej spełnionych przez nowy rząd premiera Davida Camerona.

Od piątku w Anglii (program nie obejmuje Szkocji, Walii i Irlandii Płn.) można bowiem składać wnioski o założenie takich placówek. Pierwsze wolne szkoły mają zostać otwarte we wrześniu 2011 r.

Według szacunków brytyjskiego resortu edukacji utworzeniem nowych placówek jest zainteresowanych ok. 720 różnego rodzaju grup, stowarzyszeń i organizacji charytatywnych. Wnioski będzie rozpatrywało ministerstwo edukacji. Chętni będą mogli skorzystać z doradztwa specjalnie powołanej instytucji New Schools Network, która otrzymała od rządu pół miliona funtów.

Głównym kryterium ma być wola i zapotrzebowanie na wolną szkołę ze strony rodziców uczniów. Starający się o pozwolenie będą musieli też przedstawić dokładny program i metody nauczania, cele, jakie im przyświecają, zarysować szkolny etos, wskazać siedzibę przyszłej szkoły i wytłumaczyć powody, dla których decydują się założyć placówkę.

Wprowadzając nowy program, rząd konserwatystów i liberalnych demokratów chce wyrównać szanse zdobywania wiedzy oraz zmniejszyć przepaść między dobrymi i złymi szkołami działającymi w Anglii.

- Mamy najbardziej rozwarstwiony i posegregowany system edukacji w krajach rozwiniętych - tłumaczy minister edukacji Michael Gove. Według resortu wolne szkoły staną się alternatywą dla źle zarządzanych albo słabo radzących sobie szkół publicznych, szczególnie na prowincji. Gove powołuje się na podobne systemy działające w Szwecji i USA. - W Ameryce część najlepszych szkół została założona przez nauczycieli - mówi minister.

MEN zapewnia, że cały proces będzie pod ścisłą i rygorystyczną kontrolą. Inspektorzy państwowej agencji nadzorującej szkoły i instytucje mające kontakt z dziećmi będą kontrolować nowe placówki i zamykać je, jeśli stwierdzą jakiekolwiek nieprawidłowości. - Nie przewiduję niepowodzenia, spodziewam się sukcesów - twierdzi Gove, zapewniając, że pozwolenie na otworzenie nowych placówek otrzymają tylko te organizacje czy grupy, których biznesplany będą gwarantowały sukces.

Optymizmu ministra nie podzielają nauczycielskie związki zawodowe i opozycja. Najbardziej nie podoba im się założenie, że publiczne pieniądze, przeznaczone na szkoły będące pod kontrolą władz lokalnych, można przekazać nowo tworzonym placówkom prywatnym. - Michael Gove nie mówi nic o nowych funduszach, tak więc należy się spodziewać, że koszty tworzenia nowych szkół poniosą budżety już istniejących - mówi Ed Balls, minister edukacji w rządzie laburzystów.

Związkowcy obawiają się nie tylko drenażu pieniędzy, ale i odpływu uczniów ze szkół publicznych do placówek niezależnych od władz lokalnych. - Zamiast tworzyć nowe możliwości dla wszystkich rodziców, pojawią się przywileje dla nielicznych kosztem wielu - mówi Christine Blower, sekretarz generalny największej nauczycielskiej centrali związkowej NUT.

Krytycy rządowego pomysłu wytykają też, że wcześniej czy później nowe placówki staną się przedsiębiorstwami nastawionymi na przynoszenie zysków, a edukowanie młodzieży zejdzie na drugi plan. Minister Gove zapewnia wprawdzie, że wolne szkoły nie będą prowadzone dla zysku, istnieje jednak groźba, że ci, którzy stworzą nowe placówki, będą wynajmowali do ich prowadzenia prywatne firmy, a te dbać będą przede wszystkim o odpowiednie wpływy finansowe.

- Przyjęcie takiego biznesowego modelu w stosunku do naszych szkół skończy się poważnym demontażem naszego systemu edukacyjnego - przestrzega Blower.







Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':