http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Chcę zbudować szkołę na Haiti

Rozmawiał Wojciech Tymowski
2010-06-19, ostatnia aktualizacja 2010-06-19 16:13

Ktoś kiedyś postawił na Polskę. Mam poczucie wdzięczności za to, jakiś dług, który powinnam oddać - mówi Zofia Pinchinat-Witucka, szefowa fundacji Polska - Haiti.

ZOBACZ TAKŻE
Zofia Pinchinat-Witucka: Bardzo chcę zbudować szkołę na Haiti.

Wojciech Tymowski: Dlatego, że jest pani pół-Haitanką.

- Jestem absolutnie Polką. Cieszę się, że tak się potoczyło moje życie, że tu przyjechałam i tu dorosłam.

Pamięta pani pierwszy dzień w Polsce?

- Dzień? Nie..., pamiętam początki w Polsce, migawki. Miałam siedem lat.

Nie mówiła pani po polsku.

- A poszłam do pierwszej klasy. Obca, inna. Gdy wychodziłam z domu, wywoływałam zaciekawienie. Mama starała się mnie na to uodpornić. Ale dla mnie to ciągłe wpatrywanie się we mnie to była forma odrzucenia. Znałam inny świat, otwarty, różnorodny, wieloetniczny. Urodziłam się w Kostaryce.

Tam był ten otwarty, różnorodny świat?

- To była enklawa. Amerykański ośrodek badań nad problemami rolnictwa i żywienia, w którym pracowali i mieszkali ludzie z różnych krajów, naukowcy, ciekawi świata i siebie. Tam dostał pracę mój tata z Haiti. Rodzice poznali się na stypendium w USA, oboje zajmowali się agronomią.

To mama zdecydowała, że oboje z bratem jedziecie z nią do Polski?

- Rodzice tak zdecydowali. Ale cieszę się, że tu dorastają moje dzieci. Polska jest szczególnym krajem. Pewne wartości są jasno definiowane. Np. ojczyzna. W Polsce to wartość, o którą warto walczyć. Nie wszędzie na świecie to przekonanie jest tak powszechne. To daje człowiekowi tożsamość. Nie mogę się nacieszyć, że Polska tak się szybko zmienia.

Tak szybko?

- Niezwykle. Zapominamy, jak było. Ale to tempo to cud. W 20 lat Polska stała się innym krajem. Po 1989 r. wyjechałam z Polski i wróciłam na stałe po dziewięciu latach, w nowe realia. Był 1999 r. Idę Marszałkowską i w pewnej chwili zdaję sobie sprawę, że nikt się za mną nie ogląda. A przecież w Polsce zawsze mój wygląd nadmiernie ludzi zaciekawiał. Pomyślałam, że mój kraj zmienił się naprawdę.

Po powrocie do Polski pracowałam w funduszach przedakcesyjnych, które miały pomóc Polsce przed wejściem do UE. Może ta praca też wpłynęła na to, co robię teraz.

Wciąż się dziwię tym cudownym zmianom w Polsce. Czy mieliśmy kiedykolwiek tak dobre perspektywy, spokój, dostatek? Mam poczucie wdzięczności za to, co się stało, jakiś dług, który powinnam oddać.

Komu?

- Francuzi czy Niemcy nie potrzebują naszej pomocy. Ale są tacy, którym moglibyśmy się przydać. Szkoła na Haiti może powstać dzięki pomocy z Polski. 20 lat temu nie byłoby chyba nas na taki gest stać, dziś tak.

Ludzi to przekonuje? Zwykle chętniej pomagamy tym, którzy są blisko.

- Kiedyś w Europie też tak można było powiedzieć o Polsce, że to kraj zza żelaznej kurtyny, geograficznie bliski, jednak daleki, niewart zainteresowania. A jednak ktoś podjął ryzyko walki o nas, mimo że na Zachodzie było wiele obaw o skutki integracji.

Wiem, że była w Polsce powódź, mnóstwo ludzi potrzebuje wsparcia. Zdecydowaliśmy, że ze środków zebranych w czasie zawodów sportowych w Płocku połowę oddamy na powodzian. Wesprzemy rodzinę z Sandomierza. Jednak nie możemy zapominać, po co jesteśmy. Fundacja Polska - Haiti powstała, by przypominać o tragedii na Haiti. W Port-au-Prince 1,5 mln ludzi koczuje pod namiotami, na które co noc leją się strugi deszczu. Ich też zalewa woda, pod namiotami osuwa się ziemia. W lipcu zaczną się huragany.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':