W takich monetach w najlepszej sytuacji są tabloidy - mają swoje żelazne tematy, całkowicie apolityczne - ciekawostki z życia tzw. celebrytów, skandale obyczajowe, zbrodnie i tym podobne przyjemności.
Dzisiejszy Super Express na czołówce informuje o skandalu z udziałem duchownego ("Ksiądz za pieniądze wiernych powiększył piersi kochance"). Ale już "Fakt" okazał się bardziej ambitny: "20 tys. zł miesięcznej pensji, dożywotnia emerytura - 4,3 tys. zł, oprócz emerytury - 11 tys. na biuro, ochrona ośmiu oficerów BOR, apartament to całe piętro w Pałacu Prezydenckim, 40 osób obsługi, w tym kucharze i kelnerzy, pięć luksusowych rezydencji w całej Polsce" - wylicza gazeta na pierwszej stronie przywileje prezydenta. Nie łamiąc ciszy wyborczej nawiązuje jednak do wyborów.
Ale choć cisza trwa i nikt nie agituje za konkretnym kandydatem, to gazety to i owo czytelnikom przekazują. Fachowcy nazywają to podprogowym przekazywaniem informacji.
Fakt i Super Express informują więc o tym, że Marta Kaczyńska "odwiedziła grób taty w dniu jego urodzin" i na sarkofagu ustawiła laurkę od swoich córeczek z napisem "Dla dziadka Leszka".
O smoleńskiej katastrofie "Nasz Dziennik" daje obszerny wywiad z wdową po Januszu Kurtyce, prezesie Instytutu Pamięci Narodowej, która ma duże wątpliwości do wiarygodności badań DNA przeprowadzonych po katastrofie smoleńskiej. Chciałaby więc zobaczyć protokół sekcji zwłok męża, wyniki badań DNA oraz wyniki ekspertyzy toksykologicznej. O odtajnieniu zawartości tzw. czarnych skrzynek rejestrujących rozmowy w kabinie pilotów Zuzanna Kurtyka mówi tak:
- Tak naprawdę dostaliśmy to, co Rosjanie byli łaskawi nam dać, a właściwie skopiować, i to w taki sposób, że trzeba było procedurę jeszcze raz powtarzać.
- Sugeruje Pani, że jako strona na własne życzenie znaleźliśmy się na uboczu tego śledztwa... - docieka dziennikarz
-Powiem więcej: jesteśmy zupełnie poza nim. To nieprawda, że ktokolwiek w Polsce prowadzi to śledztwo. Prokuratura Wojskowa jest kompletnie ubezwłasnowolniona. Może robić cokolwiek z materiałami czy dowodami pod warunkiem, że je dostanie od Rosjan, z kolei
Rosja oprócz dwóch kopii nie była łaskawa przekazać nic więcej. Jesteśmy zatem tylko petentem w tej sprawie, zdani na łaskę i niełaskę strony rosyjskiej.
Temat katastrofy smoleńskiej i śledztwa po niej podchwyciła też "Rzeczpospolita". Na pierwszej stronie pisze o dwóch kontrolerach z wieży lotniska pod Smoleńskiem, którzy "należą do najważniejszych postaci w śledztwie".
- "Rzeczpospolitej" udało się dotrzeć do części zeznań Rosjan, ustaliliśmy prawdopodobny typ radaru, na którym pracowali. (...) Praca kontrolerów rodzi wiele pytań. Pytanie, dlaczego Rosjanie nie korygowali lotu polskiego samolotu? Według ekspertów lotnicy popełnili błąd, bo sami powinni podać kontrolerowi swoją wysokość. Dlaczego? Bo radar RSP -10 (który według Rzplitej mieli na lotnisku Rosjanie) jest urządzeniem niedokładnym. Chodziło o to, żeby kontroler wiedział, że wysokość samolotu zgadza się z tym, co widzi na wskaźniku. Dziwne jest jednak, że Rosjanin ani razu nie napomniał załogi, by podała ile metrów nad ziemią się znajdują."
O SKOK-ach "Gazeta Wyborcza" też ma ciekawą czołówkę niepolityczną, która jednak pewnie wzburzy krew w żyłach niektórych polityków.
W tekście "SKOK bez trzymanki" gazeta przedstawia mocno niepokojące wyniki kontroli skarbowej w Kasie, która jest największą organizacją parabankową w Polsce. Oszczędza tam i pożycza pieniądze ponad dwa miliony osób. I choć w SKOK-ach Polacy trzymają ponad 10,8 mld złotych wciąż nie są one pod nadzorem państwa. SKOK-ów nie może kontrolować Komisja Nadzoru Finansowego, a depozyty klientów nie są chronione przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny. A nie może, bo gdy w zeszłym roku Sejm uchwalił wreszcie ustawę, która ma poddać SKOK-i takiemu nadzorowi, to prezydent
Lech Kaczyński, uważany za protektora SKOK-ów, skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego, gdzie tkwi do dzisiaj.
Tymczasem służby skarbowe po skontrolowaniu SKOK-ów w 2009 r. napisały, że "może istnieć ryzyko, że zgromadzone środki nie zapewnią w wystarczającym stopniu bezpieczeństwa zgromadzonych w SKOK-ach oszczędności członków, a sprawozdania finansowe SKOK-ów nie prezentują ich faktycznej sytuacji majątkowej i finansowej."
No i na koniec jeszcze raz "Nasz Dziennik", który drugi dzień z rzędu zajmuje się śmiercią Dariusza Ratajczaka, historyka oskarżonego o kłamstwo oświęcimskie. Zwłoki Ratajczaka znaleziono w samochodzie na parkingu przez Centrum handlowym w Opolu, śledztwo prowadzi tamtejsza prokuratura.
Wczoraj "Nasz Dziennik" zasugerował, że za Śmierć Ratajczaka (samobójczą?) odpowiada "Gazeta Wyborcza", bo to ona nagłośniła pracę naukową historyka, w której m.in. zaprzeczano istnieniu komór gazowych w obozach koncentracyjnych w czasie II wojny światowej.
Dziś "Nasz Dziennik" jeszcze raz powtarza swoje oskarżenia i broni Ratajczaka, który "w swojej broszurze reprezentował opnie historyków z tzw. nurtu rewizjonistów holokaustu, nie opatrując ich jednak żadnym swoim komentarzem". I informuje, że do filmu dokumentalnego o dr. Ratajczaku przymierza się Grzegorz Braun, autor lub współautor takich filmów jak "Plusy dodatnie, plusy ujemne" i "Towarzysz Generał".
Bez komentarza