Przybysze przyjeżdżają do naszego klasztoru ze swoim regulaminem, a stolica jest miastem, którego życie opiera się na wielowiekowych rosyjskich tradycjach i kulturze. Więc każdy, kto tu przyjeżdża, musi się z tym liczyć. Tak w Radiu Echo Moskwy wprowadzenie kodeksu uzasadniał Michaił Sołomcew, który w merostwie odpowiada za politykę narodowościową. Kodeks wejdzie w życie w tym roku.
Przybysze z innych części Rosji oraz byłych republik radzieckich rzeczywiście często nie respektują niepisanej zasady, że na podwórkach czy w piaskownicach nie zarzyna się ofiarnych baranów nawet w dni muzułmańskich świąt. Lubią też piec szaszłyki na balkonach bloków i wychodzić na ulice w swych narodowych ubiorach. A do tego, co nie podoba się władzom, w miejscach publicznych zamiast po rosyjsku, mówią swoimi językami.
Niezależni publicyści, tacy jak Anton Orech z Radia Echo Moskwy, uważają, że jeśli już kodeks moskwianina ma wejść w życie, to należałoby w nim zakazać również niektórych zachowań typowych dla miejscowych: - Czym od pieczenia szaszłyków na balkonach lepsze jest picie wódki na umór w miejscach publicznych, śpiewy do rana na podwórkach i bójki na ulicach? - pyta Orech.
Pracując nad kodeksem, władze konsultują się z przedstawicielami mniejszości narodowych. Kiedy dokument zostanie już ogłoszony, każdy przybysz osiedlający się w stolicy będzie miał obowiązek zapoznać się z kodeksem, stosować się do zawartych w nim zasad i pilnować, by to samo czynili jego ziomkowie.
Ponadto, jak zapowiedział Sołomcew, władze nie będą już utrzymywać szkół z - jak to określił - komponentem etnicznym, czyli takich, w których część zajęć prowadzi się w języku którejś z mniejszości narodowych. To znaczy, że w stolicy przestanie działać sześć przedszkoli i 32 szkoły średnie. Niektóre z nich mają tradycję i szczycą się wysokim poziomem. Zlikwidowana zostanie albo przejdzie wyłącznie na język rosyjski gruzińska
szkoła średnia nr 1680 przy Starym Arbacie, której absolwenci bez trudu dostają się na
studia w najbardziej cenionych uniwersytetach. Uczniowie tej i innych szkół znajdą się w trudnej sytuacji, bo wielu z nich, rozpoczynając naukę, nie mówi po rosyjsku.
Według statystyk Rosjanie stanowią 75 proc. uczniów szkół moskiewskich. 12 proc. z nich to Azerowie, 6 proc. Ormianie, 5 proc. Ukraińcy, 3,3 proc. Tatarzy. W moskiewskich przedszkolach jest jeszcze więcej przedstawicieli mniejszości.
- U nas najpopularniejsze imiona to nie Iwan czy Marusia, ale Hasan czy Fatima. Rodziny muzułmańskie mają przecież znacznie więcej dzieci niż rosyjskie. Rodzice małych Rosjan czasem przychodzą do nas z pretensjami, że nasi wychowankowie w domu używają słów czeczeńskich - opowiada przedszkolanka Tatjana Milczenko. - W tym roku w Dniu Obrońcy Ojczyzny 23 lutego nie było u nas tradycyjnego spotkania dzieci z ojcami. Większość ojców odmówiła przyjścia, bo dla nich 23 lutego to rocznica deportacji narodów Kaukazu z ojczyzny do Azji Centralnej w 1944 r. - dodaje przedszkolanka.
Przybysze stwarzają wiele problemów, ale też stanowią lekarstwo na wiele kłopotów stolicy. Ubiegłą jesienią mer Moskwy Jurij Łużkow obiecywał bezśnieżną zimę, zapowiadając, że specjalna eskadra samolotów będzie rozpędzać chmury śniegowe. Awiacja jednak zawiodła. Nie zawiedli natomiast Tadżycy, którzy za grosze sprzątali z chodników góry śniegu.
Przybysze sprzątają miasto, pracują bez wolnych dni w sklepach i na targowiskach. Na budowach w Moskwie trudno znaleźć kogoś, kto mówi po rosyjsku.
Ale miejscowi nie lubią przyjezdnych. Wierzą statystykom milicyjnym, że "goście stolicy" są sprawcami połowy przestępstw. Powtarzają historie o morderstwach, gwałtach, grabieżach. Strach czują zwłaszcza mieszkańcy osiedli peryferyjnych, gdzie osiada dużo przyjezdnych.
Nacjonalistyczna młodzież tworzy bojówki rozprawiające się z ludźmi o wyglądzie "niesłowiańskim". Najsłynniejszą jest tzw. banda botaników kierowana przez 18-letniego Artura Ryno - jej członkowie niedawno byli sądzeni za zamordowanie 20 osób z Kaukazu i Azji.
Według nacjonalistycznego polityka Władimira Żyrinowskiego pomysł wprowadzenia kodeksu moskwianina i likwidacji nauki w językach obcych jest dobry, ale spóźniony. Jego zdaniem przybyszy w stolicy jest już zbyt dużo, a nienawiść między nimi a Rosjanami zbyt wielka, by za pomocą kodeksów złagodzić dojrzewające w Moskwie konflikty etniczne.