Słowa Oswaldo Payi, katolika i laureata Europejskiej Nagrody Praw Człowieka im. Andrieja Sacharowa, padły w chwili, gdy na Kubie gości watykański sekretarz stanu Dominique Mamberti. Dyplomata przyjechał rozmawiać przede wszystkim o planowanej wizycie
papieża.
Kościół chce, by Benedykt XVI uczcił w 2012 r. 400. rocznicę odkrycia wizerunku obrazu patronki Kuby, Matki Boskiej Miłosierdzia del Cobre. Mamberti przyznał jednak, że rozmawia z przedstawicielami władz także o "sprawach humanitarnych", czyli o zwolnieniu chorych więźniów politycznych.
Hawana uwolniła tydzień temu jednego z nich - po siedmiu latach więzienia wyszedł na warunkowe zwolnienie ledwo żywy, wycieńczony i na wpół sparaliżowany. Mamberti nie spotka się jednak ani z dysydentami, ani z rodzinami więźniów.
- Dysydenci to nie jest jakiś temat, o którym rząd i Kościół mogą sobie rozmawiać, nie wysłuchując nas samych i naszych racji - powiedział Paya dziennikarzom zagranicznym podczas ogłaszania manifestu pt. "Jawność na Kubie". - To nie w porządku, by niektórzy pasterze Kościoła zgadzali się na role jedynych rozmówców rządu, bo w ten sposób akceptują narzuconą przez reżim zasadę wykluczenia społeczeństwa.
"Kubańczycy nie mogą być tylko biernymi obserwatorami rozmów czy negocjacji. Muszą być podmiotem własnego wyzwolenia" - napisał Paya w manifeście.
Paya i wielu innych dysydentów mają żal do kubańskich biskupów, że nie utrzymują z nimi kontaktów i nie dość śmiało bronią ich przed prześladowaniami. Trzy lata temu bp Pinar del Rio zamknął w swej diecezji jedyny na wyspie klub inteligencji katolickiej prowadzony od lat przez Dagoberto Valdesa, członka papieskiej rady Iusticia et Pax za czasów
Jana Pawła II.
Ostatnio dysydenci dziękowali jednak biskupom, bo po śmierci głodowej w lutym Orlando Zapaty Tamayo oraz rozpoczęciu głodówki przez Guillermo Farinasa abp Hawany wstawił się publicznie za więźniami oraz ich prześladowanymi krewnymi ze stowarzyszenia Damy w Bieli.
Kościół i katolicyzm na Kubie są o wiele słabiej zakorzenione niż w Polsce. Po surowych prześladowaniach w latach 60., gdy
Fidel Castro wypędził z kraju kilka tysięcy księży i zakonników, przez wiele dziesięcioleci Kościół zachowywał się ostrożnie, by nie prowokować represji.
Oswaldo Paya jest praktykującym katolikiem. W latach 60. został za to zesłany na trzy lata do obozu pracy. Dekadę temu przeprowadził bezprecedensową akcję zbierania podpisów pod żądaniem referendum w sprawie przywrócenia podstawowych swobód demokratycznych. Mimo prześladowań jego współpracowników Paya zebrał ponad 20 tysięcy podpisów. Władze petycję zignorowały, ale
Parlament Europejski przyznał mu za to w 2002 r Nagrodę im. Sacharowa.
Dlatego głos Payi brzmi na Kubie i za granicą wyjątkowo głośno. Zapewne dlatego od razu odpowiedział mu bp Emilio Aranguren: - Nie uważam, by przywódcy Kościoła kubańskiego chcieli kogokolwiek wykluczać lub by mieli poczucie, że są jedynymi partnerami rządu.