Anna Branicka-Wolska, ostatnia dziedziczka Wilanowa, otrzymała wczoraj z rak ambasadora Francji François Barry Delongchamps Legię Honorową za uratowanie życia francuskiemu oficerowi w czasie II wojny. Oficer ukrywał się w pałacu w Wilanowie, a kiedy po wybuchu Powstania
Niemcy wkroczyli do pałacu i zaaresztowali rodzinę Branickich - schował się na strychu. - Pod drzwiami naszego pokoju cały czas stało dwóch żołnierzy. Wyprowadzali nas tylko do łazienki. W łazience był sufit z mlecznego szkła, on jedną szybkę z sufitu zdołał wyjąć i tamtędy dostarczałyśmy mu jedzenie, które przemycałyśmy z naszych posiłków. Spuszczał sznurek, a my do torebki wkładałyśmy jedzenie. Cały czas bałyśmy się, że Niemcy go usłyszą. Kiedy Niemców zastąpili żołnierze węgierscy, było łatwiej, bo oni tak nie pilnowali. Wtedy udało go się w przebraniu wyprowadzić z pałacu i wywieźć do Konstancina. Przeżył wojnę - tak o tym opowiadała Anna Branicka-Wolska rok temu w wywiadzie dla "Wysokich Obcasów".