http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jak naprawdę zginęła Barbara Blida

Agnieszka Kublik, Wojciech Czuchnowski
2010-06-19, ostatnia aktualizacja 2010-06-18 19:40

Agentka ABW, która była przy tragicznej śmierci Barbary Blidy, umyła dłonie, zanim zabezpieczono na nich ślady prochu. Może więc nigdy nie dowiemy się, czy Blida popełniła samobójstwo, czy też zginęła od przypadkowego strzału w wyniku szamotaniny

Barbara Blida
Fot. Marta Blażejowska / AG
Barbara Blida
ZOBACZ TAKŻE
Bardzo poważna krytyka postępowania w śledztwie po śmierci Barbary Blidy: Policja i ABW nie zabezpieczyły na miejscu tragedii dowodów, które mogłyby dać odpowiedź na te pytania. To teza raportu byłego gdańskiego prokuratora Donata Paliszewskiego. Jego analizę zagadki śmierci Blidy dostała sejmowa komisja śledcza.

Prokurator Paliszewski rozprawia się z ekipą śledczą, która zbierała dowody. Stawia jej zarzut nieprzeprowadzenia w domu Blidy i potem podczas eksperymentów procesowych wszystkich możliwych analiz zmierzających do rekonstrukcji przebiegu zdarzeń. A to kluczowa sprawa dla wyjaśnienia, jak padł strzał - czyli co naprawdę działo się w domu Blidów po wkroczeniu ABW.

Barbara Blida, była posłanka SLD, zginęła 25 kwietnia 2007 r. od strzału z własnego sześciostrzałowego rewolweru Astra 680 chwilę po wejściu do jej domu oficerów ABW z nakazem rewizji i zatrzymania. Była wtedy w łazience razem z funkcjonariuszką Barbarą P.

Rządził wówczas PiS, ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym był Zbigniew Ziobro. Zatrzymanie Blidy miało przynieść sukces rządowi Jarosława Kaczyńskiego - Blida miał być dowodem istnienia "układu".

Sejmowa komisja śledcza badająca sprawę jej śmierci zawiesiła prace po katastrofie smoleńskiej. Skończy je po wakacjach.

Zaniechano badań

Paliszewski analizuje trzy zagadnienia: - balistyczne (charakterystyczne dla danej broni dowody) - śladów GSR (czyli Gun Shot Residue) - cząstek odpowiadających użytej amunicji rewolwerowej - śladów osmalenia i opalenia powstałych po strzale na ciałach i odzieży osób będących w pobliżu.

Z materiału dowodowego nie wynika, gdzie w łazience była Blida w chwili strzału i w jakiej pozycji: stała, klęczała czy była pochylona.

Na podstawie uszkodzeń szlafroka i rany wlotowej po kuli eksperci uznali, że strzał został oddany "z przyłożenia" (czyli broń dotykała szlafroka), w dół, pod kątem 20 st. w stosunku do ciała. Ręka Blidy musiała być wygięta pod nienaturalnym kątem. Eksperci nie umieli określić, w której dłoni trzymała broń. Dopiero po sekcji zwłok ustalili, że być może w prawej.

Ale zdaniem Paliszewskiego można było ustalić więcej - i w której dłoni była trzymana broń, i z jakiej odległości padł strzał. Dlaczego zaniechano takich badań, nie wiadomo.

Paliszewski pisze, że odpowiedzi daje specjalistyczna literatura. Wystarczy skupić się na śladach osmalenia.

Cytat z jego raportu: "Podczas oddawania strzału z rewolweru produkty spalania ładunku miotającego, takie jak sadza, niespalone drobiny prochu oraz gazy prochowe, mogą opuszczać broń nie tylko przez przewód lufy. W zależności od konstrukcji rewolweru mogą uchodzić szczeliną znajdującą się między lufą i bębenkiem, opuszczając ją pod kątem prostym w stosunku do osi podłużnej broni. Może wówczas powstać na ciele charakterystyczny ślad osmalenia w postaci liniowej o kształcie litery L lub V. Ponadto w wyniku oddziaływania gorących gazów prochowych skóra może ulec opaleniu".

Jak wyglądały dłonie Blidy? Nie wiadomo. Nie zostało to zbadane.

Skąd ślady prochu?

Doradca komisji śledczej dr Michał Gramatyka w opinii sporządzonej dla posłów kilka miesięcy temu napisał, że skoro eksperci stwierdzili, iż strzał padł z przyłożenia, to "do minimum ogranicza hipotezę, że na miejscu doszło do szamotaniny" między Blidą a agentką ABW.

Jednak - jak ustalono w śledztwie - ślady amunicji z rewolweru są charakterystyczne "dla [prochu produkcji] dawnego bloku wschodniego". A na dłoniach i kurtce funkcjonariuszki Barbary P., która w chwili strzału była blisko Blidy ("nie umiem ocenić, ile to było w metrach, sądzę, że gdybym zrobiła kilka kroków, to bym jej dotknęła" - zeznała), znaleziono ślady po innej amunicji, określanej jako "klasyczna".

To dla śledczych dowód, że funkcjonariuszka nie miała kontaktu z rewolwerem Blidy i że nie doszło do szarpaniny.

Porucznik Barbara P. zeznała, że przed akcją u Blidy nie brała udziału w zajęciach z wyszkolenia strzeleckiego. Eksperci tłumaczą więc, że ślady amunicji na jej dłoniach i kurtce powstały, gdy manipulowała własną bronią.

Jak to możliwe? - pyta prokurator Paliszewski. Cząstki GSR przenoszą się tylko w wyniku oddania strzału i oddziaływania chmury gazów prochowych. Jeśli na agentce były ślady prochu z jej broni, to musiała z niej strzelać! A przecież nic nie wiadomo, by w domu Blidy używała broni. I by ćwiczyła ostatnio strzelanie!

Strzał z przyłożenia?

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2
  • 1
  • 170 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    135 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':