Czerwony Kapturek idzie przez las i zbiera grzyby. Wchodzi do chaty swej babci. Nie widzimy jej, słyszymy tylko jak sapie. Dziewczynka podchodzi do pianina i pyta: Babciu, po co ci to pianino? Przecież ty grać nie umiesz. Potem pyta: - Babciu po co włożyłaś okulary? Przecież ty dobrze widzisz. W końcu: - Babciu dlaczego u dołu ekranu są ruskie napisy? Przecież ty nie lubisz ruskich. Babciu, ty jesteś jakaś inna." Spot kończy się krzykiem dziewczynki i napisem: Nie daj się zjeść, głosuj na gajowego.
Spot uderzający w Jarosława Kaczyńskiego robi furorę w internecie. Publicysta "Faktu" Łukasz Warzecha napisał w piątek na twitterze: - Ten spontaniczny spot - całkiem zresztą dobry - przeciwko JarKaczowi to oczywiście spontaniczna twórczość ludowa. W tym spontanicznym filmie całkowitym przypadkiem występuje córka Rafała Grupińskiego.
Nasze źródło w PO potwierdza tę informację, jednak zaprzecza, by za reklamówką stał sztab wyborczy Bronisława Komorowskiego. - Ten film musieli nakręcić albo ludzi z młodzieżówki, albo z warszawskiej PO - mówi nasz rozmówca.
Żona Rafała Grupińskiego jest przewodniczącą rady Warszawy. A Grupiński, były minister z Kancelarii Premiera, na studiach w Poznaniu założył teatr. I tak wspominał jego działalność:
"Chcieliśmy stworzyć teatr, który wypowiada się językiem pozawerbalnym. Nie poprzez technikę mimów, tylko przez dotarcie do emocji współuczestnika spektaklu. Chcieliśmy znieść bariery między autorem, aktorem a widzem; opuścić tradycyjny język kultury. Teatr był jedną wspólną przestrzenią, ale warunkiem było, by widzowie, podobnie jak my, zostawili wszystko na zewnątrz. Także ubrania. (...) Dawaliśmy im tylko białe płótna.