Nelli Rokita twierdzi na łamach "Dziennika Polska The Times", że Kaczyński wygra, choć się nie zmienił. "Cały ten publiczny cyrk wokół rzekomych przemian prezesa ma mały sens. To nawiasem mówiąc, jest kolejny chwyt mający dezawuować prezesa i jego publiczną wiarygodność. A Kaczyński ma mocne i te same poglądy, i to się przede wszystkim liczy".
Czy Nelli Rokita wie więcej niż wszyscy inni? Czy Jarosław Kaczyński nabrał nas zamknięciem IV RP? Nelli Rokita dodaje: "To, co mówił wcześniej, jest aktualne i dzisiaj".
Czy Jarosław Kaczyński przebrał się za wilka niczym w bajce, którą możemy oglądać w internecie? A wynika z niej, że udaje, że gra na pianinie, że lubi Rosjan i że ma kłopoty ze wzrokiem.
Ta bajka przypomina mi bajkę PiS sprzed dwóch lat, kiedy wilkiem był Donald Tusk, a w roli gajowego, który uratował Czerwonego Kapturka, występował Jarosław Kaczyński. Wtedy, w 2008 r.,
Stefan Niesiołowski kpił z odwagi Kaczyńskiego, mówiąc, że to nie żaden dzielny gajowy, tylko gajowy Marucha buszujący w poszyciu leśnym.
Każdy chce się dostać do domku babci i każdy chce zjeść Czerwonego Kapturka. Jarosław Kaczyński sam sobie podłożył nogę, mówiąc o Komorowskim, że ten chce prywatyzować szpitale. Niepotrzebnie, bo PiS już raz w tej kwestii przegrało, ale jego prezes brnie dalej. Chce debaty z Komorowskim tylko na tematy zdrowotne. Tak jakby prezydentura to były tylko szpitale i nic więcej. Zamienia się to w zabawę w doktora. Panowie nie dają nam szans na to, żebyśmy mieli prawdziwy wybór, bo wtedy jest prawdziwy, kiedy możemy porównać poglądy jednego i drugiego na różne kwestie.
Pięć lat temu Donald Tusk i Lech Kaczyński mierzyli się w wywiadach prasowych, radiowych, telewizyjnych. Teraz dziennikarze muszą pędzić za kandydatami i łowić każde ich słowo. A kandydaci stają się coraz bardziej ludzcy i ekologiczni - a to pogłaszczą jagnię, a to popatrzą łaskawym wzrokiem na krowę.
Wszyscy dziennikarze poszukują gaf. Mistrzem stał się Bronisław Komorowski, który ma nawet w internecie fanów swoich wpadek. Ale w końcu mamy trudny wybór: Czy wybrać polityka udawanego, czy prawdziwego?
Komorowski ma problem z przyklejonym żyrandolem, a Kaczyński - z IV RP. Nie wiem, co jest cięższe. Każdy stara się o czyjeś względy. Tym razem języczkiem u wagi stał się
Grzegorz Napieralski. Wyrósł na męża stanu, który strofuje Schetynę za to, że go nazywał "handlarzem posad", a Kaczyńskiego za to, że jest symbolem IV RP. Napieralski nie wygra, ale zabawnie jest obserwować umizgi Adama Bielana i Grzegorza Schetyny do człowieka, który wymazał ze słownika politycznego "aferę Rywina".
Do kampanii włącza się ojciec Rydzyk, który nie protestuje, gdy PO nazywa się cudzoziemską partią. Nie szczędzi przykrych słów Komorowskiemu, nie mówi, na kogo będzie głosował, bo nie musi. Wszyscy wiedzą.
A my też swoje wiemy. Idźmy i zagłosujmy 20 czerwca.