Intrygę wymyślił znany skandalista Aleksiej Plucer-Sarno. Kiedy otwierany co noc o godzinie 1.40 most Litejny był już zamknięty dla ruchu, wbiegła nań spora, podobno nawet 40-osobowa grupa ludzi z kanistrami farby w rękach. Byli dobrze przygotowani do operacji, pewnie wszystko przedtem przećwiczyli. W każdym razie rozlewając farbę na nawierzchnię, w kilkadziesiąt sekund namalowali wielkiego członka.
Obsługa mostu nic nie mogła zrobić. Statki po Newie przepływają przez Sankt Petersburg zgodnie z grafikiem i nocą jeden za drugim idą w kierunku miasta. Gdyby Litejny nie został otwarty, statki nie zdążyłyby wyhamować i doszłoby do katastrofy. Dlatego ważące ponad 3 tys. ton, długie na 55 i szerokie na 34 m przęsło z penisem na nawierzchni uniosło się tak jak zawsze do góry - skonfundowanym pracownikom z obsługi mostu nie przyszło do głowy, żeby wyłączyć silne reflektory oświetlające przęsło.
I stało tak z wielkim, nieprzyzwoitym rysunkiem do samego rana naprzeciw położonego tuż obok przy Prospekcie Litejnym "wielkiego domu" jak w Rosji nazywa się wzniesioną w latach 30. petersburską centralę służb specjalnych. Z okien "wielkiego domu", w którym przez okrągłą dobę dyżurują funkcjonariusze, penisa było świetnie widać.
Plucer-Sarno tłumaczy, że w całej tej akcji chodzi o protest przeciwko przyjmowanym właśnie przez parlament poprawkom do ustawy o FSB.
Rzeczywiście zmiany, które Duma kilka dni temu przyjęła już w pierwszym czytaniu, są kuriozalne. Zgodnie z nimi, gdy szef terytorialnego organu FSB lub jego zastępca uznają, że obywatel postępuje nieprawidłowo, będą mieli obowiązek wezwać go i ostrzec, że jest na prostej drodze do złamania prawa. Natomiast obywatel po takiej rozmowie powinien od razu się poprawić i zaprzestać działań, które nie spodobały się funkcjonariuszom FSB, spadkobierczyni KGB, NKWD i Czeka. Jeśli się nie podporządkuje, to może zostać aresztowany na 15 dni.
Związani ze służbami specjalnymi autorzy poprawek tłumaczą, że są one niezbędne, bo może się zdarzyć, że np. obywatel Iwan Iwanowicz stale trzyma swój sejf otwarty, a przechowuje w nim tajne dokumenty państwowe. Trzeba go ostrzec, a jak nie posłucha, przykładnie ukarać.
Protestują media i opozycjoniści, bo wiedzą, że to prawo przeciwko nim. Nawet Władimir Łukin, rzecznik praw obywatelskich, a więc urzędnik rangi ministerialnej, nazywa je "potworem w stylu Ławrentija Berii", czyli krwawego szefa NKWD z przelomu lat 30. i 40.
Protesty nic nie dają. Parlament głosami partii władzy Jedna
Rosja przyjmie poprawki we wszystkich trzech czytaniach. Plucer-Sarno zapowiada więc, że będzie protestował nadal i to samo co w Sankt Petersburgu pokaże FSB w Moskwie, Jekaterynburgu, Permie i innych miastach.