Po raz pierwszy w historii Unii Europejczycy mogą wpływać na prawo europejskie inaczej, niż tylko głosując w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Dzięki traktatowi z Lizbony mamy europejską inicjatywę ustawodawczą. Wkrótce, po wprowadzeniu odpowiedniej regulacji prawnej, wystarczą podpisy miliona obywateli reprezentujących dziewięć państw członkowskich i będzie można zwrócić się do Komisji o podjęcie inicjatywy prawodawczej w interesujących nas sprawach podlegającym kompetencjom UE. To teoria. Praktyka będzie inna. Jak mówi komisarz odpowiadający m.in. za inicjatywy obywatelskie Maroš Šefeovie, Komisja Europejska będzie blokowała nie tylko głupie i szkodliwe, ale także kontrowersyjne wnioski.
Jacek Pawlicki: Czy obywatele Unii zarzucą Komisję wnioskami?
Maroš Šefeovie: Sądzę, że będzie to powszechnie używany instrument. Wprowadziliśmy możliwość zbierania podpisów online. To ułatwi zadanie młodemu pokoleniu, które łatwo mobilizuje się dzięki Facebookowi i Twitterowi. Zebranie miliona podpisów przez rok wcale nie musi być wielkim problemem.
A jeśli pojawi się inicjatywa dotycząca prawa do aborcji, do której dostęp w kilku krajach UE, np. w Polsce, jest mocno ograniczony?
- Wprowadzimy specjalne zabezpieczenia, gdyż spodziewamy się, że będzie wiele prób nadużywania tego środka. Będziemy bronić się przed czymś, co w języku oficjalnym nazywamy inicjatywami niepoważnymi czy też frywolnymi, a mówiąc bardziej wprost - po prostu głupimi. Jako Komisja nie chcemy stać się platformą do tworzenia prawa sprzecznego z wartościami europejskimi, jak np. kara śmierci.
Ale inicjatywa w sprawie powszechnego prawa do aborcji w całej UE nie byłaby przecież frywolna?
- Zgadza się.
Te mechanizmy, o których pan mówi, są nazywane przez niektórych komentatorów po prostu cenzurą.
- Tak to bywa nazywane, ale powtarzam, nie chcemy być wykorzystywani. Jeśli więc ocenimy, że dana inicjatywa jest głupia albo sprzeczna z wartościami unijnymi, to po prostu nie będziemy się nią zajmowali. Od decyzji Komisji w sprawie odrzucenia danej inicjatywy będzie można odwoływać się do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, który może orzec inaczej niż my.
Jeśli chodzi o aborcję, będzie jeszcze jedno zabezpieczenie - ocena, czy dana inicjatywa jest dopuszczalna. Istnieją bardzo precyzyjne zapisy, do jakich celów można wykorzystywać europejską inicjatywę obywatelską. Może ona dotyczyć spraw, które znajdują się w kompetencji Komisji Europejskiej i które prowadzą do większej integracji w aspekcie traktatowym.
Sugerujemy, by test na dopuszczalność danej inicjatywy wykonywać po zebraniu 300 tys. podpisów. Chodzi o sprawdzenie, czy będzie ona miała poparcie w UE, czy też nie. Spodziewamy się, że niektóre z inicjatyw będą zgłaszane tylko w celach promocyjnych i temu chcemy zapobiec.
Jeszcze raz zapytam, co stałoby się z inicjatywą obywatelską w sprawie aborcji.
- Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Ważne jest także to, jak ewentualnie zostałaby sformułowana taka inicjatywa. Pytał pan wcześniej o zakaz noszenia burek. W wypadku tego rodzaju spraw mamy często do czynienia z konfliktem wartości - wolności do wyrażania swych poglądów z wolnością wyznawania religii. Komisja musi wziąć to pod uwagę. Każda decyzja będzie podejmowana kolegialnie, to znaczy przy uwzględnieniu zdania każdego z komisarzy. Decyzje w takich sprawach nie byłyby bowiem decyzjami administracyjnymi, tylko politycznymi.
Ale nawet jeśli wszelkie wymogi zostaną spełnione, a milion podpisów obywateli zebrany, Komisja nie jest zobligowana do zajmowania się inicjatywą, co do której ma wątpliwości. Komisja ma prawo podchwycić daną inicjatywę, odmówić tego lub poprosić o poprawienie jej.
Źródło: Gazeta Wyborcza