To miał być spokojny dzień dla kandydata
PiS złożony z sympatycznych spotkań ze zwolennikami. W południe
Jarosław Kaczyński pojechał do hodowli owiec w podpoznańskim Kubalinie. To była kolejna jego wizyta na wsi podczas kampanii. - Miło, bardzo miło, i obficie, choć niektórzy mówili, że poznaniacy to skąpcy - chwalił.
Powodów do zadowolenia jednak nie miał. W Warszawie zapadł właśnie wyrok w sprawie z powództwa Bronisława Komorowskiego. Kaczyński musi zamieścić oświadczenie, że kandydat PO nie jest za prywatyzacją służby zdrowia. Z różnic dzielących go od Komorowskiego ta miała być najważniejsza. - Ja w przeciwieństwie do Komorowskiego uważam, że podstawą leczenia powinna być publiczna służba zdrowia - powtarzał na wiecach od początku czerwca.
Z hodowli owiec prezes wpadł na kwadrans na zjazd wielkopolskiej "Solidarności". Działacze przywitali go uchwałą popierającą go. Była tak krótka, że na jednej kartce drukowali dwie i przecinali. - Chciałoby się już dzisiaj powiedzieć "panie prezydencie", ale poczekajmy kilka dni - witał przewodniczący regionu Jarosław Lange. - W kraju mamy
bezrobocie, rozwarstwienie społeczne, dramat związany ze służbą zdrowia, to można mnożyć - to liberalna polityka, której nie chcemy.
Mimo gorącego przyjęcia Kaczyński wyglądał na zdenerwowanego. - Po dzisiejszym wyroku mówię z pewną obawą, więc powiem o sobie, że ja liberałem nie jestem, nie jestem też za polityką drobnych układów - przekonywał.
I mówił związkowcom: - Nie wierzcie tym, którzy mówią, że kandydaci są podobni. Ja ani fizycznie, choć może trzeba nad tym boleć, ani w poglądach i ideach nie jestem podobny do pana Komorowskiego.
Zaakcentował swój epizod jako działacza związkowego. - Trzydzieści lat temu byłem człowiekiem "Solidarności" i pozostałem nim i pozostanę, tak jak mój świętej pamięci brat - mówił.
Ze zjazdu Jarosław Kaczyński pojechał na kolejne zamknięte spotkanie. W bibliotece PAN czekali członkowie poznańskiego komitetu poparcia. Wszedł bocznymi drzwiami w suterenie, przed frontem manifestowała grupa młodzieży z megafonem i transparentami. - Jarosław Kaczyński mógłby zostać aktorem, tak udaje, że się zmienił. Głosujcie na PO, a nie na udającego przemianę Kaczyńskiego - krzyczeli młodzi zwolennicy Komorowskiego.
- Mamy 130 osób, wielu profesorów. Zadajemy kłam stereotypowi, że PiS nie ma zaplecza intelektualnego - witali go zebrani.
Profesorowie chcieli podwyżek, szacunku dla nauczycieli, więcej pieniędzy na badania i uczelnie itd.
Przed kandydatami ostatnie dwa dni kampanii. Na finiszu kampania Kaczyńskiego sprawia wrażenie improwizowanej. Komunikaty o spotkaniach wysyłane są w nocy lub rano - kilka godzin przed wydarzeniem, wczoraj do popołudnia niepotwierdzona była czwartkowa wizyta prezesa w Tychach. Zresztą przed tygodniem Kaczyński był na Śląsku. Po co jedzie tam ponownie?
Zmieniano też scenariusz piątkowego wiecu w Gdańsku. Sztabowcy opóźnili godzinę rozpoczęcia konwencji, aby wystartować w tym czasie co kandydat Platformy.