Miałam pięć lat, kiedy matka zabrała mnie i siostrę do akuszerki. Próbowałam uciekać, ale przytrzymały mnie siłą. Ta kobieta rozwarła mi nogi, wycięła kawałek ciała, a na koniec posypała ranę popiołem. Strasznie bolało - opowiada 22-letnia Bacha.
Tak zaczyna się raport zatytułowany "Zabrały mnie, nic mi nie mówiąc", o obrzezaniach w autonomicznym irackim Kurdystanie. Autorzy rozmawiali z kobietami, które przeszły zabieg, z ich matkami i z akuszerkami.
Z badań wynika, że w tym rejonie obrzezanych jest ponad 70 proc. kobiet. Większość między trzecim a dwunastym rokiem życia. - W tym wieku rana najlepiej się goi - tłumaczy jedna z akuszerek.
Zabiegi polegają na wycięciu narządów płciowych, najczęściej łechtaczki, rzadziej warg sromowych. Mniej niż 1 proc. z nich odbywa się w szpitalach, reszta u wiejskich akuszerek, które zwykle posługują się brzytwą, często tępą i używaną wielokrotnie. Nie stosują znieczulenia i nie dezynfekują rany, którą zasypują popiołem albo smarują olejem.
Dziewczynka rzadko wie, co się święci I dopiero na miejscu jest siłą unieruchamiana. - Córki pomagają mi je przytrzymywać, bo wyrywają się z rąk - opowiada akuszerka Nazdar.
Lekarze ostrzegają, że obrzezanie prowadzi do infekcji, chorób układu moczowego, kłopotów z porodem. Niektóre dziewczynki po zabiegu wykrwawiają się na śmierć.
Według ONZ na świecie obrzezanych jest ok. 140 mln kobiet, głównie w krajach Afryki, w Malezji i w Indonezji. W północnej Afryce procent obrzezanych waha się od 97 w Egipcie do 80 w Etiopii. Chociaż zabiegu nie wykonuje się w Iraku, w plemiennym tradycyjnym społeczeństwie irackiego Kurdystanu jest on silnie zakorzeniony.
Obrzezanie nie jest objawem zacofania rodziny. Podobna liczba dziewczynek jest obrzezanych w biednych i bogatych domach, wśród analfabetów i ludzi wykształconych. W Egipcie na wsiach obrzezanych jest 99 proc. kobiet, w miastach - 95 proc.
Większość pytanych przez HRW mieszkanek Kurdystanu uważa zabieg za konieczność. Twierdzą, że tak każe religia i tradycja, że nieobrzezana kobieta jest rozwiązła i brudna, nieczyste jest nawet ugotowane przez nią jedzenie.
Zgodnie przyznają, że to babska sprawa, nawet wspominanie o tym przy mężczyźnie jest niewłaściwe. Jednak większość mężczyzn chce obrzezanej żony, niektóre kobiety przyznawały, że zabieg bywa warunkiem ślubu.
Chociaż w 2007 r. kurdyjskie ministerstwo sprawiedliwości kazało aresztować akuszerki, nikt tego nie robi. Parlament nie zajął się obiecywaną zmianą prawa, nie ruszyła też planowana kampania uświadamiająca. - Rząd musi działać zdecydowanie, żeby wyeliminować tę praktykę, bo sama nigdy nie zaniknie - przekonuje autorka raportu Nadia Chalifa.
Jednak miejscowi politycy bagatelizują problem. - Owszem, to niewłaściwa praktyka, ale nie mamy wielu takich przypadków - przekonuje były minister zdrowia dr Abd Ar-Rahman Usman Junis. Wtóruje mu były minister ds. religii Muhammad Ahmad Said Szakali: - To pojedyncze sytuacje, a nie powszechny problem.
Chociaż w irackim Kurdystanie zdarzają się duchowni, którzy popierają obrzezanie jako ograniczające kobiece pożądanie, zabieg nie jest nakazem religii, nie ma o nim mowy w Koranie.
Kobiet nie obrzezuje się w Arabii Saudyjskiej, gdzie obowiązuje najbardziej konserwatywna wersja islamu. W Nigerii, Nigrze, Kenii i Tanzanii najwięcej obrzezanych stanowią chrześcijanki. Jeden z największych autorytetów świata islamu szejk Muhammad At-Tantawi z uniwersytetu Al-Azhar w 2006 r. stwierdził, że "obrzezanie kobiet to tradycja kulturowa, niemająca nic wspólnego z islamem".
Takie zalecenia niewiele dają, bo zwyczaj jest silnie zakorzeniony w tradycji, a pytane kobiety niezmiennie odpowiadają: moja prababka, babka i mama były obrzezane, nie wyobrażam sobie, żeby ze mną miało być inaczej.
Źródło: Gazeta Wyborcza