- Ten tydzień będzie nasz! - mówią działacze PO z południa Polski, gdzie Komorowski spędzi najbliższe dni. W środę będzie w Małopolsce, w czwartek na Podkarpaciu. - Kto chce zobaczyć kandydata PO w stroju krakowskim, niech przyjedzie dziś po południu do Krakowa, a kto chce w góralskim - wieczorem do Nowego Sącza - zachęca Ireneusz Raś, szef małopolskiej PO. Nie chce zdradzić szczegółów, jedynie dodaje: - Krakowska czapka z piórkiem to minimum. Na pewno nie damy mu kosy, bo to specjalność
PiS-u.
Z frekwencją na wiecu kandydata PO kłopotów nie będzie - na krakowskim rynku zawsze jest sporo ludzi. Co wymyśli sztab PO w Krakowie, by wizyta Jarosława Kaczyńskiego w piątek w krypcie na Wawelu nie skupiła uwagi tylko na nim? - Wielkiego manewru nie mamy. Poza tym najważniejsze decyzje zapadają w sztabie w Warszawie, nie konsultują się z nami szczególnie - mówi jeden z małopolskich polityków.
Przed wyjazdem na południe Komorowski spotka się w Jabłonnie z leśnikami (czy przy okazji pojawi się zamiatany w kampanii pod dywan temat zamiłowania kandydata PO do myślistwa?).
W piątek dwaj najważniejsi kandydaci zaplanowali finał kampanii w Gdańsku - kolebce "Solidarności". Komorowski najpierw złoży kwiaty pod Pomnikiem Poległych Stoczniowców, potem w Sopocie ma wiec - będą na nim najprawdopodobniej:
Lech Wałęsa,
Tadeusz Mazowiecki,
Bogdan Borusewicz,
Donald Tusk.
Końcówka kampanii będzie gorąca, ale atmosfera już wczoraj tak się zagęściła (pozwy w trybie wyborczym w sprawie służby zdrowia i kłamstw w kampanii, awantury o debatę), że kandydatom brakowało czasu na spotkania z wyborcami. Bronisław Komorowski miał być we Wrocławiu, ale nie pojechał. Wydarzeniem dnia było spotkanie z Cimoszewiczem, który udzielił mu poparcia.
Sztab kandydata PO myślał od rana, jak wykorzystać w kampanii dezercję Jarosława Kaczyńskiego z zaplanowanej na wieczór debaty telewizyjnej. Komorowski zapowiadał, że w miejscu debaty, czyli w Teatrze Polskim, chce się pojawić tak czy inaczej. - Będzie jakiś happening? Pójdzie pan i postawi puste krzesło dla Jarosława Kaczyńskiego? - pytał marszałka gospodarz Kontrwywiadu RMF. - Coś wymyślimy. Myśli o tym sztab, myśli w tej chwili - odpowiadał kandydat PO.
Sztab jednak zbyt wiele nie wyczarował. Po południu Komorowski pojawił się przed Teatrem Polskim, ale żadnego happeningu nie było. Marszałek wezwał jedynie Jarosława Kaczyńskiego do honorowego pojedynku, jakim jest według niego debata jeden na jeden. - To nie przypadek, że miejscem naszej debaty - honorowej, jeden na jednego - miał być Teatr Polski. Podobno najważniejsza jest Polska. Ale tylko podobno - mówił marszałek i przypominał, że trzy razy stawiał się na debaty.