Rozmowa z Włodzimierzem Cimoszewiczem
b. premierem w rządzie SLD, senatorem niezależnym. Renata Grochal: Dlaczego polityk lewicy poparł w wyborach prezydenckich Bronisława Komorowskiego, kandydata konserwatywno-liberalnej PO, i to już w pierwszej turze, zamiast poprzeć kandydata SLD Grzegorza Napieralskiego? Włodzimierz Cimoszewicz: Powodów było kilka. Był wśród nich i ten, że Napieralski tak naprawdę nie walczy o prezydenturę, choć kandyduje, ale o wzmocnienie własnej pozycji w SLD. Z jego punktu widzenia to racjonalne.
Ale mój punkt widzenia jest inny. Dla mnie ważne jest to, co będzie działo się w Polsce. Uważam, że trzeba poprzeć tego kandydata spośród wchodzących rzeczywiście w rachubę, który stwarza szansę na lepszą prezydenturę.
Nie zamykajmy oczu na rzeczywistość. Nie mówmy, że sondaże sondażami, ale nie wiadomo jak to będzie. Realnych kandydatów do sukcesu jest dwóch.
Boi się pan, że Komorowski może przegrać wybory? - Jak mawiał Kazimierz Górski "wszystko jest możliwe na boisku". Poparcie dla poszczególnych kandydatów nie jest stabilne, widać nawet pewne tendencje. Jeżeliby doszło do drugiej tury, to obawiam się, że spora część, głównie sympatyków pana Komorowskiego, może wybrać wakacje.
I wygra Jarosław Kaczyński. Pańska decyzja zwiększy prawdopodobieństwo rozstrzygnięcia wyborów w pierwszej turze? Sondaże raczej wskazują, że będą dwie tury. - Byłoby lepiej, gdybyśmy wybrali prezydenta w pierwszej turze. Po raz pierwszy jesteśmy w takiej sytuacji, że ewentualna druga tura mogłaby się odbyć w czasie wakacji. Do końca nie wiemy, jaki będzie to miało wpływ, nie tylko na wynik poszczególnych kandydatów, ale i na frekwencję. Gdyby raptem spadła do 30-40 proc., to jaki wysłalibyśmy sygnał w świat? Że Polacy wolą jechać na wakacje, niż wybierać głowę swojego państwa.
Jak długo PO pana namawiała do poparcia Komorowskiego? - Nikt mnie do niczego nie namawiał. Raz widziałem się z Bronisławem Komorowskim, kiedy przyjechał do Hajnówki na festiwal muzyki cerkiewnej. Potem wpadł do mnie do lasu i pogadaliśmy sobie. Nie było żadnych dalszych rozmów.
Obserwuję, co się dzieje, i uważam, że pewne rzeczy trzeba robić we właściwym czasie.
Grzegorz Napieralski zabiegał o pana poparcie? - Przyszedł do mnie szef jego sztabu, pytając, czy mógłbym udzielić poparcia. Powiedziałem, że to, niestety, niemożliwe.
Wcześniej mówił pan o nim, że nie jest politykiem "dostatecznie dojrzałym". - Powiedziałem tyle, ile chciałem powiedzieć, i się tego trzymam. Nie chcę dziś się wdawać w partyjne młócki.
Politycy SLD mówią, że zachował się pan nie fair wobec Napieralskiego. Będzie pan już chyba wyklęty w Sojuszu. - To jakieś teatralne gesty. O żadnym zaskoczeniu tutaj mowy być nie może. Szefowi sztabu pana Napieralskiego już dłuższy czas temu powiedziałem otwarcie, że jeżeli Bronisław Komorowski będzie utrzymywał w sondażach dużą przewagę nad panem Kaczyńskim, to mogę nie wypowiadać się w kwestii wyborów przed pierwszą turą. Natomiast jeśli ta różnica będzie się zmniejszała, to się wypowiem.
Ale liczyłem się z takimi reakcjami. Nie jestem dzieckiem. Jednak nasze myślenie biegnie w trochę innych płaszczyznach. Poparłem Komorowskiego, bo naprawdę jestem przekonany, że rozstrzygają się ważne kwestie państwowe.