Premier wystąpił na zaimprowizowanej konferencji prasowej podczas wizyty nad brzegami wezbranej Wisły w Tczewie. Bardzo ostro zaatakował Jarosława Kaczyńskiego za - jak powiedział - kłamstwa jego obozu jakoby PO dążyła do sprywatyzowania szpitali. Najpierw jednak ostrzegł, by nie doceniać konkurenta politycznego.
Wielka stawka, poważni rywale Tusk: - Wybory prezydenckie to bardzo poważny bój o to, jaka będzie Polska w ciągu najbliższych kilku lat. Bój będzie także poważny dlatego, że wyrównane są szanse dwóch głównych kandydatów. To jest wielka stawka i bardzo poważni rywale.
Rzeczą oczywistą jest to, że wspieram z całych sił Bronisława Komorowskiego, ale nie dlatego że reprezentuje moje środowisko, tylko dlatego, że jako premier polskiego rządu, wygrana jego konkurenta oznacza bardzo poważne kłopoty. Wiadomo o czym mówię. Współpraca na tych najwyższych poziomach rządzenia będzie z cała pewnością bez porównania trudniejsza, niż w wypadku zwycięstwa Komorowskiego.
Tak, że nawet jeśli się nie lubi tego czy innego kandydata, to trzeba iść i głosować, bo powód, dla którego konkurują ci kandydaci, jest naprawdę bardzo ważny i będzie decydował o tym, jak Polska przez najbliższe pięć lat będzie wyglądała. Nie sądzę, aby tutaj ktokolwiek chciał lekceważyć konkurenta. Jeśli by ktoś lekceważył, to zrobił by bardzo poważny błąd. Ja na pewno nie lekceważę.
Kłamstwa Kaczyńskiego i PiS nie mogą być bezkarne Pytanie dziennikarza: A jak pan się ustosunkowuje do tego, że Bronisław Komorowski w trybie wyborczym chce zaskarżyć Jarosława Kaczyńskiego w związku z informacjami o prywatyzacji szpitali. Tusk: - Nie może być tak, że ktoś jest ofiarą ciągle powtarzanego kłamstwa i że będzie bezradną ofiarą. Kłamstwo i insynuacja jest jedną z głównych metod postępowania obozu Jarosława Kaczyńskiego. Ja jestem gotów zaprosić Państwa do tych szpitali, które skorzystały z projektu, który zaproponowaliśmy, mimo blokowania przez poprzedniego prezydenta, śp. Lecha Kaczyńskiego, i udało się te szpitale wyciągnąć ze spirali długów i są dzisiaj, tak jak na przykład w Tomaszowie, Mazowieckim, szpitale, które wreszcie stanęły na nogi.
My te szpitale chcemy ratować, inni nam przeszkadzają a potem kłamią mówiąc, że chodzi o prywatyzację. Nikt w Polsce nie chce prywatyzować szpitali, chcemy zmienić sytuacje w szpitalach, bo ona jest naprawdę zła, a ci, którzy przeszkadzają, mają nieczyste sumienie, i na końcu jeszcze posługują się kłamstwem. Nie ma innej metody, ponieważ do tej pory byli bezkarni, trzeba kłamcę podać do sądu.
Zaangażuje się pan bardziej w ostatnim tygodniu w kampanię Bronisława Komorowskiego? - Jednego dnia czytam, że za bardzo wspieram Bronisława Komorowskiego, przecież jestem premierem i powinienem się zająć czymś innym, drugiego dnia czytam, że go za mało wspieram. Wspieram go z całych sił, i - chcę to podkreślić - mam 53 lata i brałem udział w wielu, wielu wyborach w Polsce niepodległej, we wszystkich byłem bardzo zaangażowany, czasami osobiście, nigdy do tej pory nie było tak ważnych - z mojego punktu widzenia - wyborów. Od nich zależy tak naprawdę istota, sens, mojego działania w ciągu najbliższych kilku lat. I zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby Bronisław Komorowski te wybory wygrał.
A co zamierza pan zrobić? - Zarówno nasz kandydat, jak i ja, nie nadużywamy tych form, które wynikają z faktu, że sprawujemy pewne funkcje. Nie przewiduję orędzia w mediach do narodu. Naród swoje wie, nie sądzę także, by moje słowa trafiły do zwolenników Jarosława Kaczyńskiego.
Będę przekonywał wszystkich Polaków, żeby szli głosować, żeby szli wybierać. Że dla Polski ważny jest ktoś, kto chce pomagać Polsce i rządowi, a nie ktoś, kto chce walczyć i przeszkadzać. Że to jest najistotniejszy powód. I ja jestem żywym dowodem na to, że można robić dobre rzeczy, jak ktoś pomaga, i że te dobre rzeczy są bardzo utrudnione, jak ktoś przeszkadza.
Kaczyński się zmienił, ale na gorsze W ostatnich tygodniach mam okazję uczestniczyć w radach bezpieczeństwa narodowego, gdzie także pojawia się pan prezes
Jarosław Kaczyński. Chcę Państwu powiedzieć, że jeśli się zmienił, to nie w tę stronę jaką deklaruje. Ta gotowość do wojny, konfliktu, zaciekłości nie jest mniejsza niż przedtem i ostrzegam, jeszcze jest czas, żeby się zastanowić.
Pytanie telewizji Trwam o koncentrację władzy, gdyby zwyciężył kandydat PO. - Jeśli pytacie mnie Państwo, czy dobrze by było, żeby PO miało więcej władzy, to dla Polski na pewno dobrze. I że jeśli mówimy na serio o końcu wojny polsko-polskiej, to naprawdę trzeba ją zakończyć.
Ostatnie dwa lata to był wielki problem, instytucje państwowe opanowane przez PiS walczyły z polskim rządem, i to bez pardonu. Problem polega na tym, że w Polsce nie ma miejsca i nie może być miejsca na dwuwładzę. Jak ktoś wygrywa wybory, powinien rządzić, a opozycja powinna się przygotowywać do wygrania następnych wyborów. Dla Polski największym zagrożeniem byłoby, gdyby poszczególne instytucje państwowe walczyły między sobą dlatego, bo mają takie lub inne sympatie polityczne.
Tak, że z cała pewnością zwycięstwo Bronisława Komorowskiego daje szanse na spokojną i ciężką pracę, i naprawdę może zakończyć ten czas bezsensownych i niezwykle ostrych konfliktów.
I chciałbym też zwrócić Państwa uwagę na jedną rzecz, bo często się powtarza ten niepokój, bardzo często słyszę od Jarosława Kaczyńskiego, jak się niepokoi, że to będzie coś bardzo groźnego, jeśli premier i prezydent będą z tego samego obozu politycznego. To mówi polityk, który zbudował taką koncentrację władzy, już nie w jednej partii politycznej, ale w rodzinie, że on jest ostatni który te zastrzeżenia powinien podnosić.
not. Anna Ostrowska