Kolejki po wyborcze zaświadczenia są zwłaszcza w dużych miastach. - Wyjeżdżam w przyszłym tygodniu na wycieczkę do Japonii. Nie wyobrażam sobie jednak, by nie wziąć udziału w tak ważnych wyborach. Będę głosował w ambasadzie - mówi Józef Różański z Nowego Targu.
Po zaświadczenie trzeba iść do swojego urzędu miasta/ gminy/ dzielnicy (z dokumentem tożsamości). Z zaświadczeniem można w dniu wyborów wejść, żeby zagłosować, do dowolnego lokalu wyborczego w kraju lub za granicą.
Do wydziału spraw obywatelskich poznańskiego urzędu od początku czerwca przychodziło każdego dnia ponad pół tysiąca interesantów. - Od 20 lat nie widziałam takiego zainteresowania zaświadczeniami wyborczymi - przyznaje Katarzyna Wilk, dyrektorka wydziału. - Na pewno wpływ na to ma wakacyjny termin wyborów.
Także we wszystkich dużych miastach w Świętokrzyskiem urzędy oblegane są przez mieszkańców, którzy chcą głosować poza domem.
W Łodzi zaświadczenia odebrało ok. 3 tys. osób. - Najczęściej zgłaszają się emeryci, którzy wyjeżdżają do sanatoriów i na działki. Chociaż od kilku dni przychodzi coraz więcej 20-latków. Myślę, że z każdym dniem będzie ich coraz więcej - mówi jedna z urzędniczek delegatury Łódź-Bałuty Urzędu Miasta Łodzi.
W śląskich miastach kolejek po zaświadczenia nie ma, ale Wojciech Litewka, szef katowickiej delegatury Krajowego Biura Wyborczego, mówi, że do tej pory w regionie wydano ich ok. 7 tys. sztuk. Przypomina, że każdy kto weźmie takie zaświadczenie, musi strzec go jak oka w głowie. Jeśli się je zgubi, drugiego nie będzie, więc nie będzie można głosować.
W centrum administracyjnym krakowskiego magistratu chętnych po zaświadczenia jest tak wielu, że przedłużono przyjmowanie wniosków o trzy godziny. Więcej niż zazwyczaj okienek otwarto też w urzędzie we Wrocławiu. A w Szczecinie planują wydawanie zaświadczeń 16 i 17 czerwca aż do godz. 20.
Źródło: Gazeta Wyborcza