Już sąd pierwszej instancji zasądził rolnikowi 2,3 tys. zł z odsetkami. Do zapłaty zobowiązał, solidarnie, wojewodę podlaskiego i ministra środowiska.
Wojewoda złożył apelację, domagając się oddalenia powództwa. Jego prawnik argumentował, że wojewoda nie jest "legitymizowany" do reprezentowania Skarbu Państwa w tej sprawie, bo to nie on jest organem wymienianym w prawie łowieckim.
Sąd Okręgowy w Białymstoku apelację wojewody oddalił, ale sprecyzował w wyroku, że reprezentantem Skarbu Państwa, który ma zapłacić pieniądze rolnikowi, jest minister środowiska. Sędzia Renata Tabor uzasadniała, że wojewoda w swej apelacji nie kwestionował odpowiedzialności Skarbu Państwa, ale sporne było, kto w tej sytuacji Skarb Państwa reprezentuje.
- Sąd - biorąc przede wszystkim pod uwagę treść prawa łowieckiego - uznał, że niewątpliwie takim organem, z którego działalnością wiąże się dochodzone roszczenie, jest minister środowiska - mówiła sędzia.
Jednocześnie sąd uznał, że wojewoda nie ma żadnych uprawnień ani obowiązków związanych ze zwierzyną łowną, a taką - mimo moratorium na odstrzał - jest łoś.
Rolnik ze wsi Downary koło Moniek, który pierwszy złożył pozew o odszkodowanie od Skarbu Państwa, swoje straty wycenił na nieco ponad 2,3 tys. zł i taką kwotę, wraz z odsetkami, sąd mu zasądził.
W procesie kluczowa była jednak nie wysokość odszkodowania, ale ustalenie, kto powinien płacić za szkody łosi w drzewostanach prywatnych. Łosie nie są bowiem pod ochroną, choć od 2001 roku obowiązuje zakaz strzelania do nich.
Sąd rejonowy, orzekając jako sąd pierwszej instancji uznał, że w przypadku szkód wyrządzanych przez łosie, odpowiedzialność Skarbu Państwa sprowadza się do zaniechania. Polegało ono na tym, że nie wprowadzono terminu, do którego zakaz odstrzału łosi ma obowiązywać i przy tym nie wprowadzono i nie wskazano żadnych metod zapobiegania ewentualnym szkodom tych zwierząt.
Trwają badania naukowe populacji łosia, które mają być podstawą do przyjęcia krajowej strategii wobec tych zwierząt. Chodzi m.in. o informacje, które pomogą podjąć decyzję, czy można już cofnąć moratorium na odstrzał łosi.
Samego rolnika na publikacji wyroku nie było. Już w trakcie procesu inni rolnicy z tych okolic, w których lasach łosie wyrządzają znaczne szkody mówili, że w razie pozytywnego orzeczenia, i oni będą składali pozwy.
Naukowcy szacują, że w Polsce może być 8 tys. łosi, z czego 70 proc. żyje w północno-wschodniej Polsce.
Źródło: Gazeta Wyborcza