Kandydat PiS odwiedził kilka dni temu zabrzańską fundację Zbigniewa Religii, gdzie mówił o konieczności dokończenia reformy zdrowia w taki sposób, by służyła wszystkim, niezależnie od grubości portfela. Chwalił też publiczną służbę zdrowia.
Komorowski musi odpowiedzieć, zwłaszcza, że politycy PiS wielokrotnie straszyli Polaków PO i pomysłami prywatyzacji szpitali. Kandydat PO będzie więc o tym mówił w piątek na Uniwersytecie Medycznym w Warszawie. Wspomni też prawdopodobnie o polskiej transplantologii, która od kilku lat znajduje się w głębokiej zapaści (czy pojawią się watki doktora G?).
Potem Komorowski jedzie do Szczecina. - Wygłosi tam mocne przemówienie polityczne - zdradzają jego współpracownicy. Prawdopodobnie będzie ono poświęcone prywatyzacji. Kolejnego dnia kandydat odwiedzi Kielce.
W regionach działacze PO już się szykują na wizyty marszałka. - To co dotychczas robił Komorowski jest takie nieco smutne i bezbarwne. W naszym mieście wymyśliłem więc mu program pełen fajerwerków i bardzo medialny - zdradził mi organizator pobytu Komorowskiego w jednym z miast na zachodzie Polski.
Polską kulturę czekają złote lata? Wczoraj Bronisław Komorowski spotkał się z ludźmi kultury i podpisał (jako trzeci kandydat) petycję pod wnioskiem o przeznaczanie jednego procenta z budżetu na kulturę.
Już dawno podpisy pod petycją ruchu Obywatele Kultury złożyli
Grzegorz Napieralski (podczas targów książki podszedł z własnej inicjatywy do wolontariusza zbierającego podpisy) a także Jarosław Kaczyński (namówiony przez twórców z mediów publicznych).
- Niektórzy podpisują bez odpowiedzialności. Marszałek Komorowski dłużej się zastanawiał, bo musiał sprawdzić, czy realizacja tego postulatu jest realna - wyjaśniała Małgorzata Kidawa-Błońska, rzeczniczka sztabu kandydata PO.
Swoje wsparcie dla kultury marszałek ogłosił podczas spotkania z twórcami w Arkadach Kubickiego (obecni byli m.in. Anna Nehrebecka, Krzysztof Materna, Janusz Gajos, Leszek Możdżer).
- Jako prezydent spróbuję zrealizować obietnicę przeznaczania minimum 1 proc. budżetu na kulturę. To naprawdę jest w naszym zasięgu - mówił marszałek.
Podczas spotkania z twórcami miało być miło i uprzejmie, pojawiły się jednak kontrowersyjne pytania. - Czy podpisałby Pan ustawę wywłaszczającą
Kościół Katolicki z
nieruchomości zajmowanych przez muzea, teatry, operetki i szkoły, które wcześniej przeszły na własność skarbu państwa? - zapytał Tomasz Piątek, pisarz, felietonista Krytyki Politycznej.
Komorowski nie był zdecydowany: - Jak się zaczniemy rozliczać z Kościołem, kto bardziej wspierał sztukę, nie wiadomo po której stronie będzie racja - odpowiedział wymijająco. Tomasz Piątek nie był zdziwiony. - Przygotowałem sobie kilka pytania do kandydata PO a pod każdym napisałem trzy możliwości: "tak" , "nie" i "K" oznaczające odpowiedź w stylu Komorowskiego. W większości przypadków zakreśliłem ostatnią możliwość, kandydat odpowiadał mało wyraziście - tłumaczył felietonista Krytyki Politycznej.
Komorowskiego Piątek pytał też, czy zawetuje budżet, w którym będzie mniej niż 1 proc. na kulturę? - Prezydent nie może wetować budżetu - odpowiadał Komorowski. - To po co kandydat coś takiego artystom obiecuje - zastanawiała się jedna z uczestniczek spotkania. - Chce pokazać, że jest "miłym misiem" - odpowiedział jej ktoś.
Inicjatorzy petycji zapowiedzieli jednak, że deklaracje kandydatów będą egzekwować od nich i ich politycznego zaplecza.
Kandydat z Warszawy Przez ostatnie dni Bronisław Komorowski nie ruszał się z Warszawy. W czasie gdy Jarosław Kaczynski obiecywał najróżniejsze rzeczy w różnych częściach kraju, kandydat PO był na posiedzeniu Sejmu i walczył o Marka Belkę.
- Nigdy nie ukrywaliśmy, że kampania Bronisława Komorowskiego jest znacznie trudniejsza niż jego konkurentów. Jarosław Kaczyński nie ma żadnych obciążeń, wynikających z pełnienia funkcji państwowych i może jeździć po kraju, choć i tak robi to mało intensywnie - tłumaczy Sławomir Nowak, szef sztabu Komorowskiego.
Swoje obowiązki państwowe Komorowski próbuje jednak "sprzedać dobrze" w kampanii. Podczas debaty w Uniwersytecie Warszawskim podkreślał kilkakrotnie, że prezydent musi wznieść się ponad podziałami partyjnymi, i że on właśnie to robi podczas wykonywania swych obowiązków. Dowody? Powołanie Rady Bezpieczeństwa Narodowego i typowania na szefa
NBP człowieka spoza własnego zaplecza politycznego.