http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Holandia na prawo

Tomasz Bielecki, Bruksela
2010-06-11, ostatnia aktualizacja 2010-06-10 17:59

Mark Rutte z Partii Ludowej, która zwyciężyła w środowych wyborach, będzie miał kłopot ze zmontowaniem koalicji. Jego rząd najpewniej przyłączy się do przeciwników szczodrego budżetu UE

Mark Rutte
Fot. Peter Dejong AP
Mark Rutte
ZOBACZ TAKŻE
Liberalna partia Ruttego zdobyła 31 mandatów w 150-osobowym parlamencie, jej centrolewicowa rywalka Partia Pracy ma 30 mandatów, a antyislamska partia Geerta Wildersa zajęła trzecie miejsce z aż 24 mandatami. Zaskakująco wielu wyborców odwróciło się od chadecji odchodzącego premiera Jana Petera Balkenendego - dostali 21 miejsc, czyli blisko dwa razy mniej niż w poprzednich wyborach.

- Do koalicji trzeba co najmniej trzech partii. Na razie sam Rutte nie wie, kogo w pierwszej kolejności zaprosić do rozmów - mówi politolog Kees Aarts. Publicyści spekulują, że najpierw może spróbować utworzyć rząd oparty m.in. na partii Wildersa.

Choć Wilders słynie głównie z posądzania islamu o nierozerwalny związek z terroryzmem, to jego wpływ na politykę nowego rządu może okazać się najsilniejszy w polityce unijnej.

Partia Wildersa odwołuje się nie tylko do bojących się masowej imigracji, ale też przyciągała wyborców tradycyjnych partii centroprawicowych niezadowolonych z rozszerzenia Unii i bezskutecznie domagających się od chadeków i liberałów deklaracji na rzecz wstrzymania rozszerzenia UE o Turcję i część krajów bałkańskich. - Wilders przedstawia UE jako siedlisko biurokratów, którzy jest dla Holandii niepotrzebnym kosztem - tłumaczy Aarts.

Choć Mark Rutte nie jest eurosceptykiem, to zamierza być w Unii graczem stanowczym i niechętnym wydatkom. Zapowiadał w kampanii zmniejszenie o połowę składki wpłacanej przez Holandię do wspólnego budżetu Unii, z którego korzysta m.in. Polska i inne kraje nowej UE.

Zresztą budżet na lata 2014-20 trudno będzie utrzymać bez redukcji. W Londynie rządzi David Cameron, który będzie bronił każdego funta; Berlin mówi, że porzucił "politykę niemieckiej książeczki czekowej" w UE, a teraz w Holandii górę biorą rzecznicy chudszego budżetu.

Jeśli Ruttemu nie uda się uzbierać większości po prawej stronie, to pozostanie wielka koalicja z lewicową Partią Pracy. Wymagałoby to wielkich kompromisów, bo w kampanii wyborczej właśnie Rutte i przywódca Partii Pracy Job Cohen stali na przeciwnych biegunach w dwóch głównych merytorycznych debatach - o podniesieniu wieku emerytalnego oraz podwyższeniu podatków dla bogatszych Holendrów (głównie w dziedzinie nieruchomości).

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':