Liberalna partia Ruttego zdobyła 31 mandatów w 150-osobowym parlamencie, jej centrolewicowa rywalka Partia Pracy ma 30 mandatów, a antyislamska partia Geerta Wildersa zajęła trzecie miejsce z aż 24 mandatami. Zaskakująco wielu wyborców odwróciło się od chadecji odchodzącego premiera Jana Petera Balkenendego - dostali 21 miejsc, czyli blisko dwa razy mniej niż w poprzednich wyborach.
- Do koalicji trzeba co najmniej trzech partii. Na razie sam Rutte nie wie, kogo w pierwszej kolejności zaprosić do rozmów - mówi politolog Kees Aarts. Publicyści spekulują, że najpierw może spróbować utworzyć rząd oparty m.in. na partii Wildersa.
Choć Wilders słynie głównie z posądzania islamu o nierozerwalny związek z terroryzmem, to jego wpływ na politykę nowego rządu może okazać się najsilniejszy w polityce unijnej.
Partia Wildersa odwołuje się nie tylko do bojących się masowej imigracji, ale też przyciągała wyborców tradycyjnych partii centroprawicowych niezadowolonych z rozszerzenia Unii i bezskutecznie domagających się od chadeków i liberałów deklaracji na rzecz wstrzymania rozszerzenia UE o Turcję i część krajów bałkańskich. - Wilders przedstawia UE jako siedlisko biurokratów, którzy jest dla Holandii niepotrzebnym kosztem - tłumaczy Aarts.
Choć Mark Rutte nie jest eurosceptykiem, to zamierza być w Unii graczem stanowczym i niechętnym wydatkom. Zapowiadał w kampanii zmniejszenie o połowę składki wpłacanej przez Holandię do wspólnego budżetu Unii, z którego korzysta m.in. Polska i inne kraje nowej UE.
Zresztą budżet na lata 2014-20 trudno będzie utrzymać bez redukcji. W Londynie rządzi David Cameron, który będzie bronił każdego funta; Berlin mówi, że porzucił "politykę niemieckiej książeczki czekowej" w UE, a teraz w Holandii górę biorą rzecznicy chudszego budżetu.
Jeśli Ruttemu nie uda się uzbierać większości po prawej stronie, to pozostanie wielka koalicja z lewicową Partią Pracy. Wymagałoby to wielkich kompromisów, bo w kampanii wyborczej właśnie Rutte i przywódca Partii Pracy Job Cohen stali na przeciwnych biegunach w dwóch głównych merytorycznych debatach - o podniesieniu wieku emerytalnego oraz podwyższeniu podatków dla bogatszych Holendrów (głównie w dziedzinie
nieruchomości).