Powiedzmy jasno: minimalnym warunkiem ewentualnego zniesienia blokady byłoby pozwolenie Czerwonemu Krzyżowi na regularne wizyty u Gilada Szalita - oświadczył wczoraj szef izraelskiego
MSZ Awigdor Lieberman.
Kapral Szalit został porwany w czerwcu 2006 r. z posterunku granicznego między Izraelem a Strefą Gazy przez bojówki powiązane z Hamasem. Od tej pory Izraelczycy próbują wymóc na Hamasie jego uwolnienie, jednak nikt w Izraelu ani nawet w pośredniczącym w rozmowach o jego wypuszczeniu Egipcie nie wie na 100 proc., jaki jest los kaprala. Hamas przez wszystkie te lata nikogo do niego nie dopuścił.
W środę prezydent
Barack Obama w czasie spotkania się z palestyńskim przywódcą Mahmudem Abbasem przyznał, że sytuacja w blokowanej przez Izrael Strefie Gazy jest "nie do utrzymania". - Czas pójść do przodu i osiągnąć postęp na drodze do stworzenia dwóch państw: izraelskiego i palestyńskiego - mówił Obama. Obiecał też 400 mln dolarów pomocy na odbudowę mieszkań i szkół w Strefie Gazy.
Amerykańskie wysiłki, żeby doprowadzić do kolejnej rundy rozmów pokojowych, zostały udaremnione przez niedawny incydent z Flotyllą Wolności. 31 maja konwój wiozący kilkuset aktywistów i pomoc humanitarną dla mieszkańców Strefy został zaatakowany przez izraelskich komandosów, którzy chcieli przechwycić statki, żeby nie dopuścić do przerwania blokady. W walce, jaka wywiązała się między żołnierzami a pasażerami jednego ze statków Flotylli, zginęło dziewięciu tureckich aktywistów. W czwartek na spotkaniu państw arabskich i Turcji szef Ligi Państw Arabskich Amr Musa nazwał izraelską akcję "okrutnym atakiem" naruszającym prawa człowieka i międzynarodowe prawo. - Izrael jest główną przyczyną czarnej dziury na Bliskim Wschodzie - przekonywał, a Turków, którzy zginęli na pokładzie jednego ze statków, nazwał "męczennikami".