http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jarosław Kaczyński w Lublinie: Dla każdego coś miłego

Krzysztof Katka
2010-06-10, ostatnia aktualizacja 2010-06-09 20:52

Fot. Iwona Burdzanowska / Agencja Gazeta

Wybieramy między bardzo radykalną koncepcją społeczną reprezentowaną przez PO - taką koncepcją, gdzie prywatyzujemy wszystko - a sprawdzoną w Europie koncepcją społecznej gospodarki rynkowej - mówił w Lublinie Jarosław Kaczyński.

- Nikt ci tyle nie da, ile Kaczyński obieca - mówił kilka dni temu rzecznik rządu Paweł Graś. I kandydat PiS na prezydenta nie wychodzi z roli rozdającego. Z każdym dniem Jarosław Kaczyński obiecuje coraz więcej. W Elblągu dał nadzieję emerytom na podwyżki. We wtorek na Śląsku opowiedział się za rozwojem regionu, naukowców kusił wizją większych środków na badania, lekarzy większymi pensjami. Górnikom przyobiecał, że nie będzie zamykał kopalni, a sadownikom z podlubelskich Płouszowic wsparcie w staraniach o wprowadzenie cen minimalnych na wiśnie i jabłka. Twardo trzyma się przy tym nowego, łagodnego wizerunku męża stanu. Jak mantrę powtarza też: - Koniec wojny polsko-polskiej. Nie inaczej było wczoraj na konwencji w Lublinie.

Pod sceną na placu Litewskim zebrało się około trzech tysięcy zwolenników prezesa PiS. Zapełnili większą część placu, pobliski park.

Gdy kandydat PiS się witał kilka razy przerywały mu brawa i powtarzane również potem okrzyki: "Ja-rek, Jarek".

Kaczyński wybrał Lublin - miasto słynące z dużej liczby studentów - by powiedzieć o studiach wyższych. Podkreślał: - Na to musi łożyć państwo, edukacja jest bardzo ważna.

W Lublinie ponownie wezwał do "rzeczowej rozmowy o Polsce" i pojednania. Zapewnił, że z jego ust nie padną w tej kampanii agresywne słowa szczególnie "po doświadczeniach tragedii smoleńskiej i drugiej związanej z powodzią".

Sympatycy prezesa przyszli z flagami, obrazkami, wielu z własnoręcznie zrobionymi plakatami. To już nie był głównie tłum seniorów, jak niedawno w Elblągu, nie brakowało osób w średnim wieku, młodzieży i dzieci. Sztabowcy Kaczyńskiego rozdawali im białe kwiaty. Później prezes dziękował: - Dziękuję, że przyszliście z kwiatami.

Pokojowa symbolika to stały, ale nie rozwijany już wątek kampanii. Jarosław Kaczyński rozszerza natomiast swoją tezę, że należy przyjrzeć się programom kandydatów i zaczyna akcentować różnice.

Wczoraj ostro postraszył rządami Platformy.

- W tych wyborach wybieramy między bardzo radykalną koncepcją społeczną reprezentowaną przez Platformę Obywatelką - taką koncepcją, gdzie prywatyzujemy wszystko - a sprawdzoną w Europie koncepcją społecznej gospodarki rynkowej - mówił.

Zapowiedział, że to dopiero początek sporu programowego. - W kolejnych dniach w innych miejscach przedstawię inne różnice - zapowiedział.

Na chwilę zdjął garnitur męża stanu, by wyśmiać potknięcia Bronisława Komorowskiego.

- Są tacy, którzy wiedzą, że Norwegia nie należy do Unii Europejskiej. Albo którzy odróżniają dług publiczny od deficytu i tacy, z których to można powiedzieć wyparowało tak jak ten gaz z kopalni odkrywkowej - mówił, rozbawiając tłum.

Do ostatniej chwili sztab Kaczyńskiego obawiał się, czy konwencji kandydata PiS nie zepsuje Janusz Palikot. To dlatego, że poseł PO tuż naprzeciwko sceny Kaczyńskiego rozstawił własną. Oficjalnie miała to promocja świadomego macierzyństwa, ale Palikot mówił ze sceny, zagłuszając wiec prezesa PiS.

- Nie wierzę w przemianę Kaczyńskiego. To Jarek podróbka, to nadal ten sam destruktor, który przez 20 lat szkodził - mówił.

- Musimy być czujni, mogą być prowokacje - ostrzegał z drugiej sceny Tomasz Dudziński (PiS). Obaj politycy przekrzykiwali się przez kilka minut.

Poseł PO przemawiał: - Jarosław Kaczyński nie ma żony, nie miał nawet narzeczonej, nie zbudował domu, rodziny. A Bronisław Komorowski ma pięcioro dzieci, żonę, dom. To są dwa wybory.

Dudziński odpowiadał: - Nikt nie zagłuszy, że zwycięży Jarosław Kaczyński, proszę zobaczyć, co robi blisko przyjaciel Komorowskiego. Dlaczego Komorowski nie reaguje? Bo boi się przegranej.

Palikot raczej nie pomógł kandydatowi Platformy. Zwolennicy Kaczyńskiego opuścili wiec z poczuciem wygranej. Tłum skandował: "Zwy-cię-żymy, zwy-cię-żymy". Niektóre kobiety stały z rękoma złożonymi jak do modlitwy. Spin doktor prezesa PiS Michał Kamiński w mokrej od upału i emocji koszuli uśmiechał się z zadowoleniem.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 8 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    20 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':