Jeden z ostatnich dużych terenów inwestycyjnych w Warszawie (47 ha) siostry dostały jako rekompensatę za dobra w Wielkopolsce, które odebrały im po wojnie władze PRL. Decyzję podjęła w 2008 r. działająca przy
MSWiA Komisja Majątkowa złożona z przedstawicieli resortu i Kościoła. Eksperci wynajęci przez elżbietanki wycenili teren na ponad 30 mln zł. Władze Białołęki alarmowały, że wartość sięga 240 mln zł. Mimo to Komisja Majątkowa zaakceptowała wycenę sióstr. Burmistrz uznał to za niegospodarność i zawiadomił prokuraturę.
Zakonnice szybko sprzedały ziemię. Jak pisaliśmy, za ponad 30 mln zł kupił ją Stanisław M., biznesmen z Pomorza. Zgodnie z umową zakonnice na początek dostały 5,5 mln zł. Pozostałą sumę (ponad 25 mln zł) miały otrzymać do listopada 2008 r.
- Stanisław M. tuż po podpisaniu aktu notarialnego prosił o przesunięcie terminu płatności. Twierdził, że przez kryzys ma problem z kredytem na zakup - mówi mecenas Krzysztof Mazur, który reprezentuje zakon.
W tym czasie biznesmena sąd wpisał do księgi wieczystej. Czas mijał, a pieniądze nie wpływały na konto sióstr.
- W końcu M. uznał, że transakcja kupna ziemi ma wadę prawną, bo zakon nie miał zgody Watykanu na sprzedaż gruntu. I do dziś pieniędzy nie zapłacił - dodaje Mazur.
Siostry na początku 2009 r. poszły do komornika i dług wpisano do księgi wieczystej
nieruchomości. To jednak nie przeszkodziło biznesmenowi w pozbyciu się gruntu. W październiku 2009 r. sprzedał teren synom - Radosławowi i Przemysławowi. Cena wynosiła już 80 mln zł.
Dotarliśmy do aktu notarialnego. W jednym miejscu czytamy ostrzeżenie o toczącej się egzekucji, w innym Stanisław M. oświadcza, że nieruchomość jest "od wszelkich długów i obciążeń". Syn Stanisława M. Radosław w rozmowie z "Gazetą" przyznał, że kupił ziemię w Białołęce. Twierdzi, że to "zwykła, komercyjna transakcja". Zastrzega, że nie życzy sobie robienia z tego sensacji i cytowania.
- Stanisław M. oszukał siostry! - oburza się mecenas Mazur. - Jeśli do września nie spłaci długu, ziemia trafi na licytację - zapewnia.
Władze Białołęki są oburzone: - Chcieliśmy zapobiec dziwnym transakcjom na tej ziemi. Prosiliśmy śledczych, by zablokowali możliwość jej sprzedaży. Bezskutecznie. Grunt, którego tak bardzo potrzebowała nasza dzielnica, jest już w trzecich rękach - mówi Jacek Kaznowski, burmistrz Białołęki.
We wtorek w związku z tą sprawą zarzuty postawiono dwóm członkom składu orzekającego Komisji Majątkowej - ks. Mirosławowi Piesiurowi i stołecznemu adwokatowi Krzysztofowi Wąsowskiemu. Prokuratura Okręgowa w Warszawie oskarżyła ich o poświadczenie nieprawdy.