W latach 90. Słowacją rządził premier Vladimir Mecziar i jego Ruch na rzecz Demokratycznej Słowacji (HZDS). Za sprawą autokraty Mecziara, łamania przezeń demokracji i pleniącej się korupcji
Słowacja nie weszła razem z Polską do NATO w 1999 r. Mecziar zdominował słowacką politykę, ale po wyborach w latach 1998 i 2002 r., które wygrał, musiał zasiąść w ławach opozycji. To samo może dziś spotkać Fica i jego partię Smer, chociaż żaden sondaż nie daje mu mniej niż 30 proc. poparcia.
Mimo wielkiej przewagi nad opozycją Fico może zostać sam lub ze swoimi dobrymi przyjaciółmi, czyli aktualnymi koalicjantami - mecziarowską HZDS i skrajnie nacjonalistyczną Słowacką Partią Narodową (SNS) Jana Sloty. O ile oczywiście pokonają one próg wyborczy i wejdą do parlamentu.
Dawny komunista Fico długo szykował się do zwycięstwa, które przyszło cztery lata temu. W 1999 r. odszedł z postkomunistycznej Partii Demokratycznej Lewicy będącej wówczas częścią wielkiej antymecziarowskiej koalicji Mikulasza Dzurindy. To właśnie ta koalicja odsunęła Mecziara od władzy i wprowadziła kraj do NATO i UE.
Swoją partię Smer budował początkowo jako stronnictwo centrowo-liberalne. - Nieważne, czy kot jest czary czy biały, ważne, czy łapie myszy - powtarzał za Deng Xiaopingiem. "Myszami" były głosy wyborców.
W wyborach w 2002 roku Smer nie odniósł sukcesu, zajmując trzecie miejsce z 13,5 proc. głosów, a władzę przejęła prawicowa koalicja kierowana przez Mikulasza Dzurindę. Fico został w opozycji i skierował swą partię ostro w lewo.
Na ostrej, a nawet brutalnej krytyce liberalnych reform Dzurindy, takich jak: wprowadzenie podatku liniowego, indywidualnych kont emerytalnych, opłat za wizyty u lekarza czy ograniczenie świadczeń społecznych', Fico zbił ogromną popularność i wygrał wybory w 2006 r.
Zaraz potem zapomniał o obietnicach i pozostawił znaczną większość reform Dzurindy, włącznie z podatkiem liniowym. Zapomniał także o swej obietnicy, że w żadnym razie nie stworzy rządu z mecziarowcami z HZDS i nacjonalistami Sloty. Zrobił to zaraz po wyborach, chociaż miał inne możliwości koalicyjne.
Może myślał, że obłaskawi i zmieni nacjonalistów i Mecziara, że pozbawi ich znaczenia tak jak to w swoim czasie zrobił austriacki kanclerz Wolfgang Schussel z Partią Wolnościową Jorga Haidera. Stało się odwrotnie. To Slota i Mecziar tak przekabacili Fica, że ten przyjął ich styl uprawiania polityki i z nowoczesnego, zręcznego socjalisty stał się nacjonalistycznym populistą.
Zdaniem politologów Fico, który w jakimś sensie jest spadkobiercą Mecziara, działa od niego o wiele bardziej zręcznie. Jako zagorzały przeciwnik prezydenta George'a Busha zakończył misję słowackich żołnierzy w Iraku. Wysłanie ich tam nazwał wielkim błędem poprzedniego rządu. Jednocześnie jednak wzmocnił słowacki kontyngent w Afganistanie.
Fico zawładnął publiczną telewizją i radiem, a wolnym mediom wypowiedział wojnę, ale w odróżnieniu od Mecziara nie nasyła na opozycyjnych dziennikarzy mafiosów. Przeprowadził natomiast drakońską ustawę prasową, nakładając mediom kaganiec. I wygrywał procesy o zniesławienie, zyskując odszkodowania idące w setki tysięcy euro.
Inaczej niż Mecziar Fico nie rozdaje prywatyzowanych firm przyjaciołom i znajomym, a zaplecze w świecie biznesu stara się budować za pomocą polityki zamówień publicznych.
Dziś już mało kto wierzy, że Fico walczy z korupcją - zresztą z powodu odkrywanych przeważnie przez opozycyjne media skandali wymienił ponad tuzin ministrów. Nacjonaliści Sloty tak okradali ministerstwo środowiska, że im je w końcu musiał odebrać.
Bardziej niż korupcja (w tym obszarze opozycja też nie jest czysta) Fico szkodzą marne wyniki gospodarcze. Co prawda Słowacja ma euro, które z sukcesem wprowadziła półtora roku temu, ale ma też 15-proc., a zdaniem wielu ekspertów nawet prawie 20-proc.
bezrobocie. Inwestorzy zagraniczni raczej odchodzą, niż przychodzą, zaś
deficyt budżetowy PKB może przekroczyć 7,5 proc. PKB.
Zamiast rozwiązywać problemy ekonomiczne, Fico poszedł na wojnę z węgierskim premierem Viktorem Orbánem. Ten ostatni, wygrawszy w kwietniu wybory, zaczął rządy od ustawy pozwalającej rodakom mieszkającym za granicą na występowanie o obywatelstwo. Rząd Słowacji, gdzie jest półmilionowa mniejszość węgierska, odpowiedział ustawą odbierającą obywatelstwo osobom mającym obcy paszport. -
Węgry roznoszą czarną zarazę - mówi Fico, zapominając o skrajnie prawicowej SNS, którą od czterech lata ma w rządzie i która stale straszy Słowaków Węgrami.
Fico staje się coraz bardziej nerwowy, co szczególnie dobrze było widać w ostatniej debacie z szefową opozycji Ivetą Radiczovą. Pewnie wygra, ale nie znaczy to, że pozostanie premierem. Pięć opozycyjnych partii centroprawicowych może w sumie zdobyć większość głosów i zbudować koalicję rządową.